Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Blog > Komentarze do wpisu

Fundusz awaryjny, głupcze!

Na początek banał: człowiek uczy się na błędach. Drugie otwarcie - kolejny banał: najlepiej uczy się na swoich błędach. Po trzecie, pytanie, znów banalne: dlaczego, u licha, mając świadomość błędu i tak go popełnia?!?!

Fundusz awaryjny. Ja. Wiem przecież, że trzeba mieć kwotę na czarną godzinę. Wiem, że spłacając długi trzeba najpierw odłożyć rezerwową kwotę. To elementarz. Podstawa. Banał. A i tak przesuwałem stworzenie takiej kwoty (na początek choćby 1000pln) o kolejne miesiące. "Aaa... jak dostanę jakiś przypływ gotówki, to przeleję na fundusz. Na razie nie potrzebuję." I w ten oto sposób nastał kwiecień. 1. Zostałem ojcem chrzestnym 2. Popsuł się samochód. Zdarzenie pierwsze bardzo miłe, sympatyczne, doniosłe. Drugie - przeciwnie. Obie sytuacje jednak wymagały  nakładów finansowych. Razem potrzebowałem jakieś 1100pln extra. No i nie miałem :/ Musiałem więc wyciągnąć te pieniądze z pensji a za codzienne wydatki płacić kartą kredytową. Dałem ciała. 

Zaraz potem postanowiłem solidnie uruchomić strategię budowania funduszu awaryjnego: 

1. Wszystkie kwoty, które do niedawna były stałymi płatnościami, a których dziś już nie ma (np. 142 za ubezpieczenie pomostowe kredytu hipotecznego, 25 za dodatkowe kanały telewizyjne) przelewam na konto oszczędnościowe jako składniki funduszu. 

2. W najbliższych dniach pojawi się zwrot podatku. Część tej sumy przeznaczę na uzupełnienie funduszu.

To pierwsza faza tworzenia funduszu. Jakie są kolejne. 

1. Zaczynam od odłożenia 1000 pln. (do spłaty pierwszego z kredytów). 

2. Odkładam jedną pensję. (do spłaty pozostałych kredytów).

3. Odkładam równowartość 3 pensji. 

Docelowo chciałbym mieć równowartość 12 pensji. To kwota, którą można ruszyć tylko w nieprzewidzianych, niemożliwych do pokrycia w inny sposób sytuacjach. 

W tej chwili koncentruję się na spłacie kredytów. Może za bardzo i dlatego zapomniałem o KONIECZNOŚCI posiadania funduszu awaryjnego. Zacząłem już uzupełniać pierwszy etap budowy funduszu. Za jakieś trzy/cztery miesiące powinienem pozbyć się jednego z kredytów - wówczas zintensyfikuję uzupełnianie drugiej fazy (choć dawne płatności, o których pisałem wcześniej przez cały czas będę "kierować" do funduszu). Istotność funduszu w moich planach finansowych podkreśla fakt, że budowa większego funduszu awaryjnego  to kolejny (po spłacie długów) krok w zarządzaniu domowym budżetem.

A Ty? Masz swój fundusz awaryjny? Jaką przyjąłeś strategię jego tworzenia?

PS

Jeszcze o nazwie. Po angielsku "emergency fund". A jak najlepiej taki fundusz powinien nazywać się po polsku? Fundusz awaryjny, fundusz bezpieczeństwa? A może "kwota ratunkowa"?

wtorek, 05 maja 2009, frugal

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: trevi, 62.108.176.*
2009/05/05 08:50:43
Nazwa funduszu chyba nie jest wazna... wazne by cokolwiek odkladac... chociaz mala czesc...Najlepiej zaraz po wyplacie przelac ustalona kwote i traktowac tak jakby jej nie bylo.. w razie "naglej potrzeby" tez nie odrazu rzucac sie do wyplacania tylko zastanowic sie czy mozna sobie poradzic inaczej.. np. zepsute auto.. bede chodzil piechota, jezdzil rowerem.. zona podwiezie itp.

Wazne tez by wyrobi sobie nawyk, ze "cos extra" kupujemy dopierow gdy oszczedzimy "cos extra" z zeszlego miesiaca.. niestety wiekszosc ludzi wydaje pieniadze bezmyslnie tuz po wyplacie by w okolicach 10go dnia miesiaca obudzic sie z reka w nocniku i ratujac dziure budzetowa pozyczkami roznego rodzaju...
Najwazniejszy jest racjonalizm, nie uleganie emocjom, analiza potrzeby... i generalnie "droga zlotego srodka"..
-
2009/05/05 15:30:17
Moj fundusz awaryjny wynosi 5 tys. czyli trochę mniej niż jedno miesięczne przychody albo z innej strony - niemal półtora miesięcznych wydatków.

To trochę mało, ale:
1. mam też inne oszczędności przechowywane na koncie oszczędnościowym (na nowy samochód i na wakacje) razem to jest ponad 11 tys. z których mogę skorzystać.
2. Nie mam długu innego niż hipoteka stanowiąca poniżej połowy wartości mieszkania (miesięczna rata - ok. 700 PLN)
3. Mój dochód pochodzi po połowie z dwóch niezależnych źródeł z których jedno jest 100% pewne przez ponad rok do przodu.
4. Żona obecnie jest na urlopie wychowawczym, w razie jakiejś awaryjnej sytuacji zawsze może wrócić do pracy.

Tak więc pomimo iż w stosunku do miesięcznych wydatków rodziny (3,5-4 tys.) mój fundusz jest dość mały to biorąc pod uwagę powyższe okoliczności myślę że może być - tzn. zamierzam go docelowo powiększyć do 15-20 tys. ale stopniowo, wraz z realizacją innych celów oszczędzania.
-
frugal
2009/05/05 18:31:03
@trevi:Niestety pieniądze to zazwyczaj psychologia i psychika a nie logika i matematyka. Stąd większość kłopotów.
@marcinhorala:Gratuluję dwóch rzeczy: 1)stabilności finansowej i poukładania budżetu; nad tym samym pracuję; 2)linku na głównej stronie "Gazety" :)
-
2009/05/06 07:49:17
@ frugal: Z tą stabilnością to nie do końca moja zasługa. I ja i żona mieliśmy szczodrych rodziców. Moja zasługa że tego co dostaliśmy nie rozpuściłem tylko pomnażam. A polityka linkowania na stronie głównej gazeta.pl jest dla mnie nie do ogarnięcia. Wrzucili post tydzień po publikacji. I jak tu się zmobilizować do częstych wpisów?
-
Gość: DariuszR, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/11/25 14:29:03
Bardzo dobry artykuł. Jak najbardziej trzeba tworzyć fundusze rezerwowe. Im więcej wymyślnych funduszy celowych tym lepiej. Trzeba tylko pamiętać, że rezerwy tworzy się na określone cele i nie rozwiązuje się ich tak z dnia na dzień. Inna sprawa to to, że gdybym przyjął taką strategię, że odkładam jak najwięcej na rezerwy, nie miałbym nawet za co się ubrać, czy też na inne ważne wydatki. Tutaj są pewne granice - nie można przesadzać. Rezerwy zmniejszają zysk netto (przychody - rozchody). Opisane tutaj rezerwy tworzy się wydzielając część pieniędzy z kapitałów własnych, zysku netto (przeznaczając część zysku na tworzenie kapitału rezerwowego).

Są także rezerwy na zobowiązania, które księguje się na kapitale obcym. Traktuje się je jako kredyt (chociaż go nie mamy, traktujemy to jakby był) . Przyład zwroty gwarancyjne, poręczenia kredytów. Kiedy poręczę komuś kredyt, powinienem od razu zarezerwować kwotę raty na rezerwę (odłożyć na koncie), bo nie wiadomo czy dłużnik spłaci ratę. Te rezerwy zapisuje się w ciężar kosztów i zmniejszają zysk netto. Zmniejszają także stan aktywów netto (nasze własne pieniądze - kapitał własny).
Frugal

Wypromuj również swoją stronę