Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Blog > Komentarze do wpisu

Po co dawać napiwki?

kelnerka

Mam problem z napiwkami. Nie wiem, czy dawać. Nie wiem, ile. Standard mówi, że 10%. Faktem jest, że od czasu, gdy staram się wyjść z długów, jedzenie na mieście ograniczyłem w stopniu znacznym. Jednak zdarza się jakiś wypad, choćby na lody, jak w ostatnią niedzielę. I co przy płaceniu rachunku? Dać? Nie dać? 

Przeciw: 

- oszczędzam przecież, więc po co dawać pieniądze komuś, kto za wykonaną pracę odbiera pensję?

Za:

- gest uprzejmości za uprzejmą obsługę

Problemy:

- jak zmierzyć "uprzejmość" obsługi? Czy wtedy, gdy jesteśmy wyjątkowo zadowoleni, czy wystarczy nie być wkurzonym, żeby odwdzięczyć się napiwkiem. 

- kwota. No niby 10%. Gdy rachunek wynosi 23 złote, nie mam problemu. Daję 25 i mam poczucie, że nie za bardzo straciłem a i napiwek był proporcjonalny do kwoty. Ale gdy płacisz rachunek np. 39 złotych i masz banknot 50pln, to jak z tym napiwkiem. Na bank dostaniesz 11pln reszty. I co? 11 to chyba ciut dużo w porównaniu z rachunkiem. 1? Żenada. 

- A co, gdy płacę kartą? A często właśnie płacę (mówię tu o zwykłej, płatniczej; nie o "gepardzie";) i nie mam możliwości dania napiwku. Niekiedy, owszem, zdarzają się restauracje, gdzie jest opcja "napiwek" przy płaceniu kartą, ale rzadko. 

- A gdy jest wspólny "słoik" na napiwki przy barze? Nie chcę dzielić tego napiwku pomiędzy resztę obsługi. Miałem rachunek 85 pln, miałem gest 15 bo kelnerka była naprawdę sympatyczna, miła, ładna i chcę, żeby całość trafiła do niej. 

Mówiąc szczerze napiwek w restauracji nie jest dla mnie odruchem naturalnym. Zawsze mam dylematy, wątpliwości. A Ty? Dajesz napiwki? Tak/Nie? Dlaczego? A może zagląda tu ktoś, kto pracuje w restauracji i o napiwkach może powiedzieć coś od drugiej strony. 

wtorek, 26 maja 2009, frugal

Polecane wpisy

  • Pół roku niepisania

    Od pół roku nie napisałem tu ani słowa. A statystyki wskazują, że wciąż na frugal.blox.pl zaglądają czytelnicy. Bywają dni, że zaglądacie tłumnie. Zdumiewające!

  • Czy zawsze opłaca się kupić używane auto?

    W związku z tym, że mój 9letni samochód zaczyna coraz częściej uskarżać się na swoją starość (które to skargi kończą się wizytą u mechanika) zacząłem myśleć o z

  • Co słychać?

    Ostatnie tygodnie zupełnie nie sprzyjały pisaniu z kilku powodów: a) oblepiające upalne powietrze nie sprzyja skupieniu i pracy. b) nadeszły wakacje, więc trzeb

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/05/26 10:07:42
Daje napiwek jesli zostalam potraktowana w sposob szczegolny, czyli daje napiwek za cos ekstra, za cos czego sie nie spodziewalam (oczywiscie wszystko musi byc pozytywne ;) ). Najbardziej lubie kiedy kelner/wlasciciel wciela sie w role gospodarza i traktuje mnie jak goscia a nie klienta, wtedy sie nie wacham czy dac napiwek.

Jesli chodzi o sytuacje ze mamy 50 zl a rachunek opiewa na 32 zl, wystarczy powiedziec "prosze wydac do 35 zl" i wiadomo o co chodzi. Co do karty platniczej to place karta za posilek a jako napiwek zostawiam w bilonie.
-
Gość: viera, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/26 10:34:36
Hmm.. niektórzy myślą sobie po co im napiwek i za co ? Za to, że kelner był mily ? Był miły bo to jego praca.. tak to fakt. Ale nikt nie pomysli o tym, że pensja kelnera jest baardzo niska. (Od ok. 5-7 zł ,a godz.). Pracuje w restauracji i szczerze powiedziawszy liczy się na te napiwki bo z samej godzinówki ciężko jest się utrzymać. Moja pensja za 140 godz pracy wynosi 850 zł. Nie ważne jest tak naprawdę to ile kto zostawia tylko to czy w ogóle zostawia. Nawet ta 1zł cieszy. Ale gdy np. przychodzi 6 osobowa rodzina i zamawiają na ponad 300 zł i, że tak powiem brzydką wymyślają a moze Pani podać to .. a tego jest za malo mozemy dostać więcej. A jeszcze to i tamto. I po zapłacie nie zostawia ani grosza napiwku to jest naprawde niemiłe. Chodz zdarzają sie tacy ludzie. Wtedy, aż już kelnerowi opada ta radość i już nie chce się nic ..ani obsługiwać ani być miłym ani się uśmiechac. :)

"Najbardziej lubie kiedy kelner/wlasciciel wciela sie w role gospodarza i traktuje mnie jak goscia a nie klienta, wtedy sie nie wacham czy dac napiwek." A kiedy czujesz się traktowany jak gość a kiedy jak klient ? :))
-
Gość: ua, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/05/26 11:40:09
ja jestem urzednikiem panstwowym. rowniez obsluguje petentow. rowniez zarabiam 7 zl/godz. rowniez obsluguje ich milo i z usmiechem. dlaczego mi nikt nie zostawia napiwkow? tez bym chcial!
-
billbordowy
2009/05/26 11:52:00
Ja napiwki daję (prawie) zawsze. W przedziale 5-10 proc. kwoty zamówienia. Jak mam rachunek na 39 zł, a banknot 50 zł - po prostu mówię: "Do 43 złotych, proszę". Nigdy nie spotkałem się ze zdziwieniem, z zadowoleniem - zawsze. Nie daję, gdy obsługa była wyjątkowo niemiła/ślamazarna, ew. gdy naprawdę nie mam kasy i zamówiłem "na styk", ale to zdarza się w wyjątkowych sytuacjach - zapomniany portfel czy coś w ten deseń.
-
Gość: Gastronomia Horror, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/26 12:12:24
Nie porównywałabym pracy urzednika z pracą kelnera...Urzednik nie zmywa naczyn,nie biega jak oszlały przez 12h godzin(albo i więcej,nie nadskakuje,nie uśmiecha sie jak idiota do bardzo niemiłego petenta...
Charakter pracy jest całkiem inny,a wykształcenie bywa to samo...Wiem,że każdy wybiera swoją droge zawodową,ale powyższe porównanie jest nie na miejscu.
Istnieja pewne zawody,które czy nam sie podoba czy nie funkconują wlasnie dzięki napiwkom,bonusom itp.Jeżeli Pan sobie nie życzy dawania napiwkow zapraszam do Mc Donalda lub do innego baru szybkiej obslugi bo tam nie trzeba mieć... klasy.
-
2009/05/26 12:25:38
Generalnie daję napiwki w okolicy 10% jeżeli obsługa trzymała co najmniej średni poziom. Jeżeli nie - na przykład czekałem 15 minut na zauważenie że już skończyłem jeść, po czym niedoczekawszy się sam musiałem szukać kelnera. W takim wypadku nie zostawię ani grosika. No a zupełnie rozwala mnie jak sięgam po portfel albo grzebię w nim w banknotach a słyszę od kelnera "nie miałby Pan odliczone". Wówczas też odliczę do grosza.

Raz czekałem na podanie karty kilkanaście minut, część zamówienia była pomylona (i kelner odmówił zamiany, mówiąc że jeżeli chcę dostać to co zamawiałem to moge to sobie kupić i dodatkowo zapłacić). Zjadłem, posiedziałem znów kilkanaście minut czekając na rachunek, po czym zostawiłem na stole 30 PLN (rachunek pewnie wyniósł ok. 50) i wyszedłem. 50 miałem zapłacić za jedzenie dokładnie takie jakie zamówiłem oraz za obsługę. Dostałem jedzenie częściowo inne i zerową obsługę więc za to nie zapłaciłem.
-
robertlotse
2009/05/26 12:30:36
Daję ale tylko wtedy gdy obsługa wykazuje jakieś "ponadminimalne" kompetencje - niech wiedzą, że na napiwek to nie coś co "się należy" - nawet na napiwek trzeba sobie zapracować.
-
2009/05/26 12:31:03
@ gastornomia horror

Nie tłumaczyłbym napiwków wyjątkowo ciężką pracą kelnera. Taka ta praca jest, są i inne ciężkie i nikt nikogo nie zmusza żeby był kelnerem.

Dla mnie wytłumaczeniem jest a) zwyczaj (tak jak zwyczajowo przepuszczam starowinkę w kolejce choć przecież jej się teoretycznie to nie należy bo przyszła po mnie, tak zwyczajowo dam napiwek kelnerowi, choć teoretycznie mu się nie należy bo tylko wykonuje swoją pracę) - wówczas daję napiwek z przedziału 5-10% b) wartość dodana poza oczekiwany poziom obsługi - swoim zachowaniem kelner sprawił że poczułem się wyjątkowo dobrze, otrzymałem w sumie więcej niż się spodziewałem (np. przyszedłem się najeść a oprócz tego otrzymałem rozrywkę) wówczas napiwek może być znacznie większy niż 10%, właściwie nie ma górnej granicy.

Tyle że zwłaszcza od czasu jak mam małe dzieci bardzo rzadko bywam w resturacjach/pubach więc powyższe zasady są nieco teoretyczne.
-
Gość: mi, *.static.bait.pl
2009/05/26 12:42:34
Jeśli obsługa była ok (czyli bez rewelacji ale i bez wapdek) zostawiam co tam akurat mam z drobnych, jeśli była bardzo dobra - 10%, jeśli kiepska - nic.
-
Gość: instruktor nauki jazdy, 194.181.197.*
2009/05/26 13:10:31
Jestem instruktorem nauki jazdy. Podczas swojej pracy podchodzę do kazdego z kim jeżdżę indywidualnie. Nie muszę dodawać że jestem miły, uśmiechnięty i kulturalny (bo taki jestem z natury i nie muszę się wysilać żeby taki być). Staram sie zawsze być przyjaźnie nastawiony na kursanta, przekazywać więcej wiedzy niż to minimum które jest niezbędne. Mówić jakieś ciekawostki, informacje przydatne w późniejszym życiu kierowcy itp.
Kursant zawsze pyta tylko ile kosztuje godzina jazdy i tyle płaci.
A w końcu dbam o to żeby się więcej nauczył niż to minimum, dbam o czystość wnętrrza auta i karoserii (więc mycie auta i sprzątanie - jak mycie naczyń kelnerowi - nie jest mi obce)
Jednak nigdy nikt nie dał mi napiwku za miłą obsługę - czemu ??
Powiecie że w tej branży nie jest to zwyczajowo przyjete :):D
Może że pensja jest na tyle wysoka że nie trzeba dawać napiwku.

Otóż uważam, że wysokość pensji nie powinna być zaniżana przez pracodawcę (jak to jest w kelnerstwie czy fryzjerstwie) wychodząc z założenia że resztę nadgonisz napiwkami. Bo w ten sposób może powiedziec kazdy przedsiebiorca - mój szef także - "kochany, pracujesz w usługach, masz tyle pensji a reszte sobie nadgonisz napiwkami. A to że Ci nie będa dawać to Twój problem."
A może jak nie będziemy dawać napiwków kelnerom i fryzjerom to jak część z nich odejdzie z pracy z powodu niskich zarobków to taki szef knajpy zatrudniając następnych będzie musiał podnieść im pensje bo nikt nie będzie chciał tam pracować. I zacznie uczciwie płacić podatki i składki od tych pensji. Powiecie zaraz że żarcie pójdzie w knajpie w górę - to może jak zaczniecie dawać napiwki instruktorom nauki jazdy to cena jazdy dodatkowej i kursu nie pójdzie w górę jak pójdzie w górę np. cena paliwa.
-
Gość: klient, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/26 13:10:57
Nigdy nie płacę extra za standardową usługę. To rozbestwia, a poziom oczekiwań usługodawcy rośnie nie zawsze w korelacji z jakością usługi.
-
Gość: @ gastronomia horror, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/05/26 13:29:20
cytat: "tam nie trzeba miec... klasy" klase to trzeba miec zeby dostac napiwek. sam zwyczaj nie wystarczy. jak ktos mnie obsluguje standardowo to place standardowo. urzednik nie musi nadskakiwac petentowi mowisz? to bys sie bardzo zdziwil. zapraszamy do urzedow. umiejetnosc pracy z klientem nastawionym roszczeniowo konieczna. tu napiwkow nie uswiadczysz, czesto zapier dalasz ciezej i dluzej niz kelner (12 godzinne zmiany w kelnerstwie to juz historia) zarobisz za to jakies 50% mniej.
-
Gość: Karolina, 194.72.107.*
2009/05/26 14:23:45
Daje napiwki za wyjatkowo przyjazna obsluge w nowych miejscach i zawsze - w ulubionych knajpach.Przewaznie place karta, wiec napiwek zostawiam w bilonie. Jezeli wychodzimy gdzies w kilka osob, po prostu zazwyczaj 'zaokraglamy' rachunek do jakiejs malo zenujacej sumy. Nie uwazam, zeby zostawianie napiwku bylo jakims obowiazkiem- ale rzeczywiscie, praca kelnera lekka nie jest i ja zawsze staram sie postawic na miejscu obslugujacej mnie osoby- wtedy NAPRAWDE te kilka dodatkowych zlotych nie robi AZ TAKIEJ roznicy - zwlaszcza, ze wychodze raczej rzadko , a oszczedzac staram sie na innych rzeczach:) pozdrawiam autora bloga i zycze powodzenia:)
-
2009/05/26 16:16:12
Daję napiwki, też dlatego, że przez jakiś czas dzięki temu miałam popłacone rachunki, a praca w usługach nie jest tak miła i prosta jak się wydaje. Fakt, że nie powinno nas obchodzić jaką pensję ma kelner, ale jego podejście. Do mnie przemawia kwestia "zwyczajowa" i raczej irytuje gdy okazuje się, że napiwek do rachunku jest już wliczony. Płacę kartą, napiwek zostawiam w gotówce. Napiwki nie są dzięki temu opodatkowane... Najczęściej zostawiam 10%, chyba, że wyjątkowo jest coś nie tak, wtedy nie zostawiam nic. Obsługi w "subway'ach" etc. nie traktuję jako "kelnerskiej", więc tam raczej nic nie wrzucam do słoiczków.
Zostawiam też taksówkarzom, ale tego nie traktuję już jako normy. Zależy od człowieka i poziomu usługi.
W każdym razie na moich paragonach z restauracji dopisuję ile gotówki zostawiłam, bo to może być studnia bez dna nie pozwalająca rzetelnie ocenić wydatków.
-
Gość: Krawężnik, *.chello.pl
2009/05/26 16:38:04
Jestem policjantem, usmiechniętym, przyjaznym, pomocnym...
Dlaczego mało kto chce dawać mi napiwki, których zresztą i tak nie wolno mi przyjmować?
-
Gość: Gucio, *.chello.pl
2009/05/26 21:44:50
Polecam początek filmu "Reservoir Dogs", tam kwestia napiwków jest wyjątkowo dobrze ujęta...
-
2009/05/27 07:30:38
Daję napiwki zawsze, jeśli nie jestem niezadowolona z usługi (kelner był niemiły, nie wiedział co ma w karcie, za długo czekałam). Daję około 10 % - albo zostawiam większą sumę na stoliku, albo proszę o wydanie "do 35". Przy płaceniu kartą zostawiam drobne na stole albo dopisuję napiwek do rachunku. Zresztą ta ostatnia metoda daje czasem możliwość eleganckiego "nienapiwkowania" , bo wiele restauracji (np. Pizza Hut) nie ma takiej możliwości.

Ale generalnie niedawanie napiwków dla dobrej obsługi jest dla mnie wyrazem braku dobrego wychowania. Koszt jedzenia w restauracji czy kawiarni od razu zawiera w sobie część stałą i część zmienną, którą uzależniamy od jakości obsługi.
Jeśli ktoś nie ma kasy na napiwki, to :
- niech nie chodzi do knajp i je w domu,
- zamówi mniej,
- je w McDonaldzie, gdzie jest tanio nie ma napiwków.
-
tierralatina
2009/05/27 07:53:30
Napiwki staram sie zostawiac zawsze, gdy tylko obsluga byla mila. Gdy kelner jest naburmuszony, stroi fochy - nie zostawiam nic.
-
Gość: Luisa, 78.8.140.*
2009/05/28 10:20:53
hmm, ja niestety - moze z racji studenckiej pensji i tego ze jak jestem zmuszona cos zjesc w przerwie pracy (uniw i okolice) to musze chcac nie chcac zrobic to na wrocławskim rynku lub w okolicach i nie robie tego z poczucia "burzujstwa" tylko z potrzeby regularnego przyjmowania posiłkow - nie zawsze zostawiam napiwki, raczej robie to rzadko.
Obsługa w knajpkach na wrocławskim Rynku, przynajniej ostatnio, bardzo spadła na jakosci, i wrecz potrafi podniesc cisnienie, a nie pozostawic miłe wspomnienie.
Po drugie pracowałam a) jako nauczyciel -1000 zł/mies b) jako doktorant 1000zł/mies, gdzie poza moimi obowiazkami zmuszana byłam do "wolontariackiej" pracy za darmo na czesc zatrudniajacej mnie łaskawie instytucji. Dodatkowo moi rodzice takze zarabiaja mało i nikt im nie daje dodatkowych bonusów, z tego powodu ze sie staraja wykonac prace jak najlepiej. Bardzo mi przykro, ale nie widze powodow dlaczego ja mialabym dokladac do czyjegos komfortu sama nie majac? W wielu sytuacjach kiedy brakowało mi pieniedzy, było ciezko, i kupienie głupiej herbaty czy zrobienie ksera na uczelni przerastało moje mozliwosci finansowe, nikt mi nie pomogl, a na pewno nie anonimowa kelnerka w ciuchach za setki złotych. Całe studia pracowałam, a o prace studentom nie było łatwo. Mam szacunek do kazdej złotowki (i dlatego uwazam, ze kawa latte za 12 złotych podana w restauracji wraz z chamskim komentarzem to szczyt bezczelnosci wroclawskich kelnerek).
-
Gość: m, *.dynamic.gprs.plus.pl
2009/06/29 21:47:54
Przyłądzam się do wypowiedzi urzędnika, policjanta, pielęgniarki, itd. Ja jestem nauczycielem na politechnice. Praca bywa bardzo ciężka, nikt nie płaci dodatkowo za godziny poświęcone na tłumaczenie, konsultacje, itd. Czasem za to są pretensje od studentów. I co? W wielu zawodach bywa ciężko. I ja mimo to, chociaż byłoby miło, nie oczekuję (ani nigdy nie dostałem) zadnych prezencików, nie mówiąc o pieniądzach. Po prostu to nalezy do moich obowiązkow i staram sie wykonywac je jak najlepiej za marne, jak to w Polsce, pieniądze.

Napiwek był pierwotnie jedynym źródłem utrzymania kelnerów (nie mieli pensji). Teraz pensja jest. Jesli za mała, to nalezy wywierac naciski zeby była wyzsza albo pogodzic się z tym, ze ten zawód tak ma (vide pielęgniarki), a nie mowic "gdyby nie napiwki nie utrzymałbym się". Albo "zamowili tak duzo, chcieli to i tamto, a napiwku nie dali!" - to moim zdaniem juz dowod złego wychowania kelnera/kelnerki, i właśnie efekt tragicznego podejscia do kwestii napiwkow (kelner OCZEKUJE napiwku za ciężką pracę i jest ROZCZAROWNY, ROZŻALONY albo ZŁY jesli go nie dostanie!)
-
Gość: PL, *.adsl.inetia.pl
2009/07/02 10:52:11
Ja od kiedy pracuję w gastronomii zawsze daję napiwek. Wiem jak to cieszy i wręcz daje to rozsądną pensję (nie jakieś 6zł/h). Owszem jak nie dostanę to nie narzekam, ale skaczę z radości nawet za głupie 1 zł, bo czuję się doceniony. To wręcz motywuje do pracy. Niestety od kelnerów itp. oczekuję się cudów, nam też przydaliby się klienci którzy są strasznie wymagający i naprawdę jest ich dużo. Najgorzej że jest dużo co się pytają... pytają... i na koniec nic nie zamawiają :/
-
Gość: olek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/12 00:28:40
A ja zostawiam napiwek jak tylko zostane w sposób prawidłowy obsłuzony nie musze być obsłużony jak król wystarcz aby kelneri :

1.Podejdzie w wyznaczonym przedziale czasowym 3-8min od wejscia (jezeli sam musze sie pofatygowac do kelnera to dostanie tylko 5%)
2.Poda jedzenie w sposób prawidłowy najpierw kobieta pózniej męszczyzna
3.podejdzie i zostawi rachunek (nie nawidze jak musze iśc sam i prosic sie o rachunek wtedy 0 )
-
Gość: Grzesiek, *.zone5.bethere.co.uk
2009/08/23 18:53:30
Mysle ze twierdzenie ze jak sie nie ma na napiwki to sie siedzi w domu jest wyrazem chamstwa osoby ktora tak twierdzi. Napiwek jest czyms dodatkowym nagroda/podziekowaniem za (tu wpisz cokolwiek co uwazasz zasluguje na podziekowanie) Sam daje napiwki kiedy kelner zrobil cos dla mnie ponadstandartowego i dodatkowo cos czego sobie zycze. Sam usmiech kelnera czy jego uprzejme zachowanie nie jest powodem dla ktorego powinien otrzymac ode mnie dodatkowo zaplate. Uprzejmosc, otwartosc i usmiech lub tez jego brak, bo akurat na usmiechu kelnera nie zalezy mi specjalnie, jest wpisane w ten zawod. Jesli ktos uwaza ze bycie uprzejmym dla klienta ktory przyszedl cos zjesc jest wystarczajace by otrzymac napiwek to jest w bledzie. To jest jego praca i za to juz dostaje wynagrodzenie od pracodawcy, tak samo jak urzednik ma obowiazek obsluzyc klienta tak i kelner, bo to jest jego praca. Klient za ta usluge placi w cenie zamowienia. Jesli kelner bedzie obslugiwal klientow nieuprzejmie to klienci nie beda przychodzic do takiej restauracji i pracodawca bedzie musial zamknac biznes zwalniajac kelnera. Za standartowe zachowanie kelnera place to co mam do zaplaty na rachunku. A jesli pracodawca placi mu za malo to niech zmieni zawod.
Nie place mu za to ze sie dobrze bawilem przychodzac do restauracji z dziewczyna. Bawie sie dobrze ze wzgledu na jej towarzystwo i otoczene, klimat jaki stworzyl wlasciciel restauracji i to jest juz wliczone w cene np kawy ktora zamawiam. Kelner jest tam tylko pracownikiem ktory wykonuje swoj zawod, odgrywa swoja role za ktora dostaje wynagrodzenie od pracowadcy, moze to robic lepiej lub gorzej, ale napewno zostanie oceniony przez menagera lub pracodawce i byc moze wymieniony na kogos kto robi to lepiej. Nie kazdy nadaje sie na to by byc kelnerem/klenerka
Pisze to z punktu widzenia faceta ktory byl z dziewczyna/kelnerka 4 lata. I jeszcze jedno - to nie jest prawda ze pracuje sie po 12 godzin/dziennie. Pracuje sie co najwyzej 4-6 godzin i to jedynie w czwartki mniej w piatki intensywnie a w soboty bardzo intenesywnie, ale tylko te 4-6godzin. Przez reszte czasu w te dni i w inne dni tygodnia nie robi sie nic lub prawie nic, bo klientow praktycznie nie ma. Urzednik natomiast pracuje caly czas, bo klienci schodza sie non stop. A skad wiem , bo mam dziewczyne urzedniczke.
Gdyby nikt nie dawal napiwkow to zawod kelnera stalby sie elitarny i bardzo dobrze oplacany przez restauratorow. Ci restauratorzy ktorzy nie chcieliby oplacac kelnerow mieliby system wydawania posilkow na zasadzie numerek i okienko i tez znalezliby sie klienci ktorzy przyszli by do takiej restauracji. Nie zapomnijmy ze najwazniejsze jest jedzenie ktore zamawiamy i atmosfera. Po talerz z kolacja dla mnie i mojej dziewczyny moge przejsc sie sam. Nie potrzebny mi do to tego kelner (jeszcze napluje mi do zupy lub wsadzi paluch to ziemniakow. Zamiast 10 latajacych kelnerow wystarczy mi dwoch odzwiernych, ktorzy wskarza mi wolny stolik i wytlumacza jak zamowic posilek. Placisz przy kasie w momencie zamowienia dokladnie tyle na ile wyceniony byl posilek, bez niespodzianek typu napiwek wliczony w cene zamowienia, czego nieznosze a restauracje ktore tak robia omijam szerokim lukiem.
-
Gość: kelner kg, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/10 18:29:44
od wrzesnia pracuje jako kelner i z napiwkami bywa roznie, oczywiscie staram sie byc zawsze uprzejmym dla kazdego klienta, ale nie jest to zadna regula. Przy 7zl na godzine i 13 godzinach dziennie kazdy napiwek cieszy. Nie jest to dla mnie zaplata czy dodatek do pensji a wyrazenie zadowolenia klienta. Kazda nawet złotowka cieszy, wtedy mozna sie dowiedziec czy to co robisz ma jakis sens. A co do urzedasow to tez bym sobie posiedzial za biurkiem ale wolne luzny kotakt z klientem nawet tym z gory naburmuszonym i co najwazniejsze napiwek jest za obsluge, nie za duza porcje czy za to ze smakowalo
-
Gość: były pracownik, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/26 17:23:44
Daję napiwki prawie zawsze, około lub równe 10%. Nie daję, jeśli obsługa była niedobra, ignorowała mnie lub narzucała mi postępowanie (np. kiedy informuję kelnera/kę, że chcę już iść, bo się spieszę, więc zapłacę przy niej rachunek w kasie, a on/a upiera się, że przyniesie mi rachunek do stolika, potem czekam i czekam, obserwując w międzyczasie jak on/a obsługuje innych gości albo gdy widzę wyraźne niezadowolenie, że chcę np. za kawę zapłacić z góry, choć teoretycznie kawa może być tak pyszna, że zechcę może zamówić jeszcze jedną lub ciastko do niej). Kiedy widzę wyraźnie, że ktoś jest niezadowolony z 10%-ego napiwku, nie daję go przy kolejnej mojej wizycie w takim miejscu, co więcej, potrafię nawet już nigdy nie zawitać do takiego miejsca ponownie.

Kto nie pracował w gastronomii naprawdę, a nie jakieś tam 4-5 godzin jednego czy drugiego dnia, ten nie zrozumie, jaka to praca. Zawsze jest coś do zrobienia. Kiedy nie ma gości, polerujesz setki kieliszków i sztućców, składasz setki serwetek, myjesz ekspresy do kawy (i to nie jakieś tam takie domowe, tylko naprawdę duże maszyny), blaty robocze, zlewy, półki, sprzątasz przyborniki kelnerskie, małe magazynki i tak dalej i tak dalej. Praca zawsze się znajdzie. Niektórym to się wydaje, że kelner/ka tylko stoi i ładnie wygląda. Restauracje/kluby pracują do 22:00, 23:00 lub zamykają się później. Trzeba zamknąć, sprzątnąć salę, przygotować ją na następny dzień, a potem tłuc się do domu po nocy autobusem nocnym, dobrze jeśli jednym, lub jeśli to zbyt niebezpieczne to taksówką. Kursy nocne taksówkami kosztują. Dodatkowo to praca zmianowa, a nie od 8 do 16. Bywa, że dziś kończysz o 24:00, a o 6:00 (jeśli to restauracja, gdzie serwuje się śniadania) musisz być z powrotem, bo ktoś zachorował i trzeba go/ją zastąpić. Zapraszamy serdecznie do pracy w gastronomii.
-
Gość: barmanka, *.csk.pl
2010/02/07 13:33:10
@były pracownik

W pełni się z Tobą zgadzam. Dokładnie tak wygląda praca w gastronomii, można też dorzucić, że często nie jest to jedyny etat, albo łączy się ją ze studiami. Wycieranie szklanek i nalewanie piwa raz czy dwa śniło mi się na... wykładzie z socjologii na ten przykład (piątki o 8:00 - koszmar!). ;)

Oczywiście zdarza się roszczeniowa obsługa w barach, tak jak zdarzają się - znacznie częściej, powiedziałabym - roszczeniowo nastawieni klienci pubów, urzędów czy taksówek. Czasem kelner, który przychodzi po dłuższym czasie i odpowiada półsłówkami nie jest gburem i leniem, może zwyczajnie być zwyczajnie zabiegany i zmęczony.

Jako barmanka otrzymuję napiwki znacznie rzadziej, niżby można przypuszczać, z tym zwyczajem - przynajmniej w moim mieście - to mit. Nie jest to Wrocław, Kraków, ani Warszawa - czyli miasto, gdzie sporo przyjezdnych nastawionych na ciekawie i bezstresowo spędzony czas. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że wczoraj w nocy dostałam napiwek od dwóch osób, oraz trzeci od całego stolika, gdzie rzeczywiście trochę musiałam się nabiegać przy frytkach, orzeszkach i galonach piwa (nie ma u nas kelnerów tylko dwójka 'uniwersalnych' barmanów ;). Knajpa od 18 do 2:00 była pełna, potem zostały znajome mebelki. :) Zatem napiwki to promil całego obrotu. ;)

Mimo to nie zamierzam wpajać sobie błędnego przekonania o należnym napiwku. 'Napiwek' to coś 'na piwo', ponad standard, dodatek. Powinien być zawsze pozostawiony uznaniu klienta - wliczanie go w rachunek jest nie tylko nieeleganckie - demotywuje do pracy i nie może pełnić roli sygnału o poziomie obsługi.

Poza tym lokale gastronomiczne to miejsca specyficzne. W przeciwieństwie do urzędów, nikt nie przychodzi tam załatwiać niezbędnych spraw (chyba, że pracuje w ZAiKSie czy czymś takim ;) - wejść, zrobić i wyjść. Tak naprawdę nikogo nie interesuje uśmiech i anegdotki oraz to, czy urzędnik będzie jednocześnie błaznem, satyrykiem i spowiednikiem. Ważna jest tylko kompetencja per se.
W pubach, restauracjach człowiek przychodzi się odprężyć i uważa, że dobry nastrój w takim miejscu mu się należy. A ja się z tym całkowicie zgadzam i ten dobry nastrój staram się mu zapewnić i/lub pogłębić. I o tyle o ile zwiększony obrót dzięki takiemu procederowi to wyraz uznania dla knajpy - to napiwek uważam za ukłon w stronę mojej pracy i serca jakie włożyłam w każdy szczegół. Dobra energia zawsze wraca. :)

Pozdrawiam.
-
Gość: , 194.181.134.*
2010/12/06 22:53:03
Ja jestem dostawcą pizzy w średniej pod wzgledem liczebności mieszkańców miejscowości, dla wszystkich klientów jestem jednakowo miły, i według mnie ten kto ma dać napiwek to i tak go da, a ten kto jest gburem to zachowuje się jak gbur
-
Gość: , *.internetia.net.pl
2011/02/06 14:17:34
Napiwki nie są obowiązkowe, co więcej rozbestwiają kelnerów. Zwykle zaokrąglam do pełnej 5 lub 10-tki. czasem to 1 zł czasem 5 przy rachunkach rzędu 80-150 zł
-
Gość: kelner, *.ssp.dialog.net.pl
2011/09/01 23:48:56
Należy jeść posiłki w domu a napiwki wysyłać kelnerowi pocztą :)
-
Gość: Ali, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/09/14 15:52:41
Ciekawa dyskusja, akurat dzisiaj stoczyłem identyczną :) Właściwie wciąż toczę.
Ja nie daję napiwków, bo nie rozumiem dlaczego mam finansować pensję kelnera. To nie ja go zatrudniam, więc nie ja mu płacę. To naprawdę jest logiczne.
-
Gość: Tasty, *.dynamic.chello.pl
2014/02/18 20:32:25
Ciekawy post.
Opowiadam o tym, jak kwestia napiwków wygląda z drugiej strony baru.
tastypolewa.pl/napiwki/
Frugal

Wypromuj również swoją stronę