Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
sobota, 12 lutego 2011

Od pół roku nie napisałem tu ani słowa. A statystyki wskazują, że wciąż na frugal.blox.pl zaglądają czytelnicy. Bywają dni, że zaglądacie tłumnie. Zdumiewające! :)

środa, 18 sierpnia 2010

Samochód: nowy czy używany?

W związku z tym, że mój 9letni samochód zaczyna coraz częściej uskarżać się na swoją starość (które to skargi kończą się wizytą u mechanika) zacząłem myśleć o zmianie. Nie jest to myślenie na za tydzień czy za miesiąc, ale czuję, że ten moment jest raczej bliżej niż dalej.

Odwieczny dylemat: nowy czy używany?

Do tej pory zawsze myślałem: używany. Obecne auto również kupowałem używane i generalnie kupowanie używanych aut było w moim przekonaniu bardzo frugalowe.

Dziś już nie mam takiej pewności. Jedna z ludowych mądrości (nie sądze, by była poparta dowodami) głosi, że nowe auto po wyjechaniu z salonu traci 20% swojej wartośći. Ale właściwie o co chodzi? Odpadają jedne drzwi i jedno koło? Nie. Ciągle jest to nowe auto. No ok... zgrywam się. Rozumiem, że to powiedzonko można przetłumaczyć: gdybyś chciał sprzedać po wyjechaniu z salonu, musiałbyś sprzedać o 20% taniej. Ale nie po to kupujesz samochód, by od razu sprzedawać. Prawda? Jeśli kupujesz auto na 7-8 lat, to czy ma znaczenie, że tuż po wyjechaniu z salonu nie sprzedałbyś go w tej samej cenie, za którą kupiłeś?

A używane? Naprawdę się opłaca? Używane to przecież nie tylko cena samochodu. To również koszty dodatkowe. Niektóre rzeczy trzeba by od razu wymienić. Np. pasek rozrządu, może opony. Nigdy nie masz pewności, kto tym autem jeździł i co za chwilę trafi szlag. Mam znajomego, który zapłacił 40tysięcy za samochód używany (VW Touran) i po 3 miesiącach okazało się, że ma wadę silnika, której sprzedający nie ujawnił (choć wiedział). 9 tysięcy na remont silnika. Plus: nerwy, rozczarowanie, czas. Za 50 tysięcy można kupić dobry nowy samochód - choć nie Tourana.

I tu dochodzę do sedna: moim zdaniem lepiej kupić nowy z niższej półki, niż używany z wyższej w tej samej cenie. Nie będę tej tezy bronił jak niepodległości i przekonywał, że Ty też powinieneś tak zrobić. Ale ja tak zrobię za jakiś czas. (Gdybym mógł - jak obecne - kupić auto od własnego ojca, który: a) prawie w ogóle nim nie jeździł; b) wiem, jakim jest kierowcą; wiem, że nic z samochodem się nie działo i nie dzieje, to kupiłbym używane. Bo wiem, że po 5 latach i tak jest prawie nieużywane. Natomiast nie znam się na tyle na samochodach, by ocenić czy kupowany pojazd nadaje się do tego, by normalnie funkcjonować czy nie.)

Myślę też, że przy zakupie samochodu pomijamy najważniejsze pytanie: Do czego ma służyć? Jeśli dojeżdżamy do pracy w mieście, raz w tygodniu na zakupy, raz na miesiąc poza miasto, raz na rok na urlop - to potrzebne jest nam duże, wypasione auto z dużym silnikiem? Raczej nie. Do czego ma służyć? Odpowiedź na to pytanie pozwala łatwo wybrać samochód.

Jest jeszcze jedna kwestia. Jeśli nie mam samochodu, potrzebuję i moge przeznaczyć na niego 10 tysięcy, to powyższy dylemat nie istnieje. Oczywiste. Ale przy 30-40 tys. budżecie, pytanie nabiera sensu. [przyznaję, ja jeszcze sobie trochę pozbieram, poza tym zamierzam jeździć obecnym dopóki zupełnie się nie rozpadnie]

niedziela, 15 sierpnia 2010

Ostatnie tygodnie zupełnie nie sprzyjały pisaniu z kilku powodów:

a) oblepiające upalne powietrze nie sprzyja skupieniu i pracy.

b) nadeszły wakacje, więc trzeba było opuścić na jakiś czas miasto. W tym roku wakacje były bardzo "Frugalowe". Żadnej zagranicy, żadnych drogich wypadów. Skorzystaliśmy z faktu, że rodzice mają duży dom na wsi na Pomorzu, gdzie spędziliśmy miło dwa tygodnie jeżdżąc nad morze (jakieś 25 minut drogi z domu rodziców). A i oni się ucieszyli (chyba ;) ), bo w ciągu roku widujemy się mało.

c) Od etapu oszczędzania Frugal postanowił przejść do etapu większego zarabiania. Założyłem wraz z żoną firmę, którą po godzinach mamy zamiar rozwijać i prowadzić. Wystartowała 1 sierpnia, na razie staramy się informować wszystkich wkoło, co robimy, żeby "pocztą szeptaną" pojawiła się w świadomości ludzi. No i mamy nadzieję, że z tygodnia na tydzień zacznie przynosić dodatkowe dochody. O szczegółach na razie nie chcę mówić, jako że przyjąłem zasadę bycia Frugalem na tym blogu i kropka. Nie mówię o sobie. Nie zdradzam nazwiska. Może to się kiedyś zmieni, zobaczymy...

Sama firma nie niesie za sobą wielkiego ryzyka finansowego. Zainwestowaliśmy:

- 850 pln w stworzenie prostej ale czytelnej i profesjonalnej strony internetowej

- co miesiąc ok. 230 pln (wg tabelki z ZUS) opłat [jesteśmy zatrudnieni na etacie, więc nie obowiązują pełne opłaty] To też nie jest wielkie ryzyko, bo jeśli nie pojawią się zyski, spora część tego wraca w rocznym rozliczeniu podatkowym (błagam, nie dopytujcie o szczegóły :) Nie znam się na tym dogłębnie :) )

- wykorzystujemy sprzęt (komputer) który wprawdzie jest drogi, ale i tak został kupiony razem z oprogramowaniem już wcześniej. To komputer i oprogramowanie, na którym pracuję w pracy, więc i tak chciałem go mieć (używam metafory piłkarza, który ma swoją piłkę w domu, żeby mieć z nią kontakt i nabierać wprawy nie tylko w pracy)

- nie wydajemy na razie na: wizytówki: nie mam przekonania do skuteczności wizytówek (w pracy dostaję ich całe mnóstwo a i tak potem gdzieś się gubią). Jeśli ktoś prosi o kontakt, wysyłamy mu natychmiast smsa z danymi, potem zaś mail z podziękowaniami za spotkanie i danymi kontaktowymi; pięczątkę: jeśli nie ma obowiązku posługiwania się pieczątką, nie posługujemy się nią. Być może tylko na razie, ale na początku stosujemy zasadę, że jeśli na coś nie trzeba wydać pieniędzy, to nie wydajemy. Oprogramowanie biurowe: Google Docs to świetne narzędzie i z niego korzystamy. Nie potrzeba nam rozbudowanych pakietów biurowych, z których legalnie można korzystać tylko na jednym komputerze (lub na kilku za zdecydowanie większą opłatą). Abonament telefoniczny: kupiliśmy telefon na kartę i na razie wystarcza.

d) Nie zmienia to wszystko jednak faktu, że cały czas wkładamy dużo wysiłku w prowadzenie, utrzymanie i wyprowadzenie ku świetlanej przyszłości naszego domowego budżetu :)

e) Jeśli chcecie, by frugalowa motywacja do pisania rosła a nie spadała, polecajcie blog znajomym (nic tak nie 'nakręca' jak świadomość, że czyta nas coraz więcej osób) i zaproście ich (sami siebie też) na: www.facebook.com/blog.frugal [jeśli znacie ludzi, którym oszczędzanie i finanse osobiste są bliskie kliknijcie funkcję "Poleć stronę"] Facebook to dziś jeden z lepszych sposobów na promocję tego, co się pisze. Niech będzie nas tam jak najwięcej :)

wtorek, 06 lipca 2010

Oszczędzanie jest jak Mundial

Gdy śledzę fascynujące (niekiedy) pojedynki na Mistrzostwach w RPA i obserwuję tabelki, wyniki etc. dochodzę do wniosku, że oszczędzając lub wychodząc z długów postępujemy wg tych samych zasad.

Eliminacje

Zanim w ogóle rozpocznie się turniej, trzeba: a) pozbyć się najsłabszych drużyn b) wybrać ściśle określone grono tych najlepszych. Zaczynając jakiekolwiek systematyczne oszczędzanie, wdrażając plan pozbycia się długów musimy wyeliminować najsłabsze drużyny: nasze zgubne nawyki finansowe, niepotrzebne ale częste wydatki (jedzenie na mieście zbyt często, używki, kupowanie niepotrzebnych gadżetów na raty). Trzeba też wybrać te, które z całego grona mają szansę w walce o Puchar: kontrola wydatków, ustalanie budżetu, dodatkowe dochody. Wówczas można zacząć rywalizację o tytuł...

Ceremonia otwarcia

Wielka radość, entuzjazm, wiara w zwycięstwo - musi się udać. To przyświeca na początku każdemu, kto zdecydował się powalczyć o naprawę swojego budżetu. Spodziewa się trudnej walki, ale wierzy w tytuł mistrzowski jak nigdy wcześniej.

Faza grupowa

Tu mogą pojawić się remisy. Tu mogą pojawić się wpadki i słabsza forma. Bo jest jeszcze szansa, żeby wszystko odkręcić. Można czasem ulec słabościom i wydać kasę na coś zupełnie niepotrzebnego. To jeszcze nie zamyka drogi do zwycięstwa w całym turnieju.

Ćwierćfinały, półfinały

Zaczynamy pozbywać się pierwszych długów, zaczynają pojawiać się pierwsze oszczędności, walka nabiera tempa a rywalizacja się zaostrza. Tu już nie tylko pozbyliśmy się najsłabszych drużyn, tu nie ma także miejsca na pomyłki. Remisy/kompromisy nie wchodzą w grę. Jeśli nie udało się zlikwidować "tej cholernej karty kredytowej" w zaplanowanym czasie, spinamy się mocniej i zaczynamy dogrywkę. Potem karne (tak, często są to karne odsetki). Strzelamy tak długo aż pojawi się zwycięzca. Dobra wiadomość jednak jest taka, że w oszczędzaniu na tym etapie już tylko TY jesteś zwycięzcą. Tu długi nie mają szans, to my wygrywamy te karne... pod warunkiem, że sami nie wycofamy się z turnieju.

Finał

Brak długów, zbudowany fundusz awaryjny, oszczędności, które pomogą nam zrealizować plany i marzenia. Każdy odbiera Puchar taki, jaki mu najbardziej odpowiada :) Kto grał do końca, i tak wygrał.

czwartek, 24 czerwca 2010

Mam propozycję, która przyszła mi do głowy po lekturze jednego z komentarzy pod poprzednim wpisem.

Propozycja brzmi: Opiszcie swoje historie: jak zaczęło się Twoje oszczędzanie? Jak wyszedłeś z długów? Jakie sposoby okazały się w Twoim przypadku najskuteczniejsze. Co sprawiło największe problemy?

To nie konkurs :) Nie wygrasz lodówki (ani podróżnej torby) ;) Wierzę natomiast, że możesz pomóc innym.

Ja sam zresztą jestem ciekaw, jak innym udało się wyjść z finansowej ciemności... Czekam na Wasze maile: frugal (at) gazeta.pl. Najciekawsze będę publikować.

Pamiętajcie też, że możemy się spotkać i porozmawiać na Facebooku. Zapraszam!

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Jak oszczędzać? Nie zbierać

To, co bardzo często gubi nasze domowe budżety to natura kolekcjonera. I to wcale nie jako hobby "zbieram znaczki", "zbieram motyle" etc. Każdy ma skłonność do zbierania: kolejne książki, kolejne płyty, kolejne filmy z serii (bo musimy mieć całą), czterdziesta druga para butów (bo takie akurat brakowały), kolejne narzędzia (bo a nóż taki śrubokręt się przyda, gdy trzeba będzie skręcać kolejną szafkę czy kolejny regał na kolejne książki). Nasze mieszkania, domy są zapełniane przez "kolekcje".

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie: "Jaki jeden nawyk w  życiu warto zmienić, by: a) mieć więcej pieniędzy, b) żyć spokojniej i przyjemniej?" opowiedziałbym bez zastanowienia: Trzeba zerwać z naturą kolekcjonera.

1) Książki. Przyznaję, mam w domu całą masę książek, które chcę przeczytać. Gdybym wziął teraz rok wolnego, siedział i czytał tylko te, które już mam i chcę przeczytać (nie licząc tych, które chciałem przeczytać, a nie przeczytałem - lecz ciągle powinienem :) ) to i tak bym nie zdążył. Co nie zmienia faktu, że przynajmniej raz w miesiącu przynoszę z empiku kolejne książki, które chciałbym przeczytać. Nie powiem: nie kupować, bo sam kupuję. Nie powiem: wypożyczać, bo sam wolę kupić, niż wypożyczyć. Nie będę więc przekonywał do czegoś, czego sam nie robię. Powiem tylko: kupować mniej. Czytać to, co już mamy.

2) Czasopisma. W rzeczywistości, która dostarcza masę informacji, wiedzy i rozrywki w postaci cyfrowej nie ma chyba żadnej wyraźnej potrzeby, żeby gromadzić sterty mniej lub bardziej kolorowego papieru. Ja zrezygnowałem całkowicie z kupowania gazet lub czasopism. Polecam. (a wydawcy prasy niech się martwią, jak w tej nowej rzeczywistości zarabiać; to nie nasz problem).

3) Ubrania. Ja nie mam z tym wielkiego problemu, moja żona też nie. Ale widzę u wielu (naprawdę wielu) znajomych naturę kolekcjonerów (i zwłaszcza kolekcjonerek) butów, sweterków, piżam (pidżam?), okularów przeciwsłonecznych i całej masy innych rzeczy, które zalegają. Naprawdę można swoje ubrania ograniczyć do dwóch półek w szafce i kilku wieszaków w szafie i ciągle wyglądać bardzo dobrze. Wystarczy tak kupować ubrania, by mogły one wzajemnie tworzyć różne kombinacje.

4) Naczynia. Filiżanki, talerzyki, dzbanuszki, noże do sera, noże do innego sera, deska prostokątna, deska owalna, widelczyki do ciasta, lepsze widelczyki do ciasta, kubki z bohaterami kreskówki, kubki bez bohaterów kreskówki, kubek z fajnym obrazkiem Mleczki etc. etc. Łapiecie ideę? Widzicie te szafki wypełnione po brzegi? Zdajecie sobie sprawę jak niekoniecznie to wszystko jest konieczne?

5) Ozdóbki. Oj, tego to nie znoszę szczególnie. Figurki, słoniki, ramki, wazoniki, kamyki i inne bzdury, które zalegają w mieszkaniach. Zabierając przede wszystkim przestrzeń. Wychodząc z założenia, że nie gromadzimy pierdół, po pierwsze... nie ulegniemy pokusie kupienia kolejnej bzdury (na wycieczce, na przecenie, na co dzień, bo po prostu wpadłlo w oko), po drugie... będziemy się czuć lepiej we własnym domu. Więcej przestrzeni = lepsze samopoczucie. Graty rozpraszają, denerwują.

6) Narzędzia. Na wszelki wypadek wszystkie są potrzebne, bo a nóż... Bzdura. I tyle. Wiem, że nie przekonam milionów braci Adama Słodowego, którzy wiedzą, że wszystkie te rzeczy im są niezbędne. Nie przekonuję więc na siłę. Ale gdyby tak zechcieli na tę swoją skłonność spojrzeć z boku... doszliby do wniosku, że jeśli coś będzie naprawdę wymagało użycia narzędzia, można zadzwonić po fachowca, albo po prostu kupić dopiero wtedy. A nie zawczasu "na wszelki wypadek".

Podsumowując: minimalizm i odgracanie (decluttering) to niezwykle popularne dziś w Sieci hasło. I świetnie. Choć ja przekonałem się do korzyści, jakie on niesie już wcześniej. Kiedy nawet nie wiedziałem, że tak to się nazywa. Kiedy nie wiedziałem, że zostało to wszystko opisane. A zostało - polecam: ZenHabits oraz mnmlist (tam pojawia się ciekawa choć nieco ekstremalna koncepcja "50 rzeczy")

Wyrzuciłem niedawno cztery duże torby ubrań. Nie nosiłem niektórych, inne bardzo rzadko. Książek nie potrafię na razie się pozbyć (zarówno tych, które mam jak i tych, które ciągle kupuję). A Ty? Jesteś kolekcjonerem? Nie umiesz pozbyć się swoich kolekcji? Czy też może zmieniłeś swoje mieszkanie z "graciarni" na lekką, wygodną przestrzeń?

wtorek, 15 czerwca 2010

Skup się i oszczędzaj swoje oszczędności!

Główny problem - w moim odczuciu - który zniechęca do oszczędzania to brak efektów.

No bo… kupujemy taniej, odmawiamy sobie przyjemności, rezygnujemy z droższego pakietu w kablówce itd. itd. A tu nic! Jak było, tak jest. Długi były i są. Oszczędności nie było i nie ma.

Bardzo często (nie zawsze, ale często) dzieje się tak dlatego, że nie pilnujemy tych małych oszczędności:

- zaoszczędzimy robiąc obiad w domu zamiast iść do knajpy, ale kwota ta "rozchodzi/rozmywa" się gdzieś zupełnie indziej;

- obetniemy pakiet w kablówce na ten o połowę tańszy, ale tej kwoty nigdzie nie widać.

Zaraz potem pojawia się niesławne hasło: Oszczędzam i oszczędzam, ale to nic nie daje; oszczędzanie jest bez sensu. Co mam z tego, że nie mogę oglądać HBO?!!!

Frustracja jest zrozumiała. Ale też możliwa do uniknięcia.

Nie poszedłeś na obiad do knajpy za (na przykład) 50pln? 50 pln na konto oszczędnościowe.

Pakiet tv zmieniłeś na tańszy o 20pln? Przelewaj co miesiąc te 20pln na niespłaconą kartę kredytową.

Przykłady można mnożyć, ale idea jest już chyba łatwa do wychwycenia.

Po roku efekty mogą być naprawdę spektakularne. To tak jak ze światłem słonecznym. Jeśli rozproszone - po prostu świeci. Jeśli skupimy je przy pomocy szkła powiększającego - wiadomo.

Zatem: skup się i oszczędzaj swoje oszczędności!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

FRUGAL jako blog zaczął się, gdy ja zacząłem zmieniać swoje finansowe nawyki i wyprowadzać na prostą swoje długi oraz budżet domowy. Na blogu dzieliłem się pomysłami, ale też problemami, wpadkami, zniechęceniem i próbami pokonania tych trudności.

Od paru miesięcy konsekwentnie realizuję to, o czym piszę. I zbliżam się do końca tego, co przyświecało mi na samym początku. Czyli do uwolnienia się od długów.

Ta konsekwencja i spokojne comiesięczne działanie ma niesamowicie pozytywny wpływ na mój domowy budżet i moje nastawienie do pieniędzy. Niestety negatywny wpływ ma na pisanie bloga. Bo o czym tu pisać - myślę co tydzień. Wszystko idzie normalnie, toczy się... nuda.

Dlatego przestałem. Ale widzę, że etap, do którego dotarłem - choć dla mnie daleki jest jeszcze od wymarzonego - dla wielu ludzi, których spotykam, słucham, czytam, jest wciąż nieosiągalny. Wielu moich znajomych, krewnych ale też zupełnie obcych ludzi ma poważne problemy finansowe. Długi rosną a zarobki nie. Wielu z nich nie wie, jak sobie z tym poradzić - wielu nawet nie próbuje.

Myślę więc, że ciągle jest przestrzeń dla takiego pisania, jak moje. Ciągle też jest potrzeba (o czym świadczą wciąż nadchodzące maile czy komentarze pod ostanimi wpisami).Dlatego będę pisać...

Codziennie? 3 razy w tygodniu? Zawsze? Nie wiem. Nie obiecuję niczego. Zobaczymy. Postaram się zrobić wszystko, żeby pomóc tym, którzy czytając FRUGALA szukają inspiracji do spokojniejszego finansowego życia. Wiem tylko, że to ostatnia reaktywacja - jeśli teraz z jakiegokolwiek powodu przestanę pisać, to już forever... Ale to - mam nadzieję - czarny scenariusz, który się nie spełni.

Wiem (obserwując statystyki), że zaglądają tu już tylko nieliczni. Mam więc prośbę do tych, do których ten wpis dotarł (przez RSS, przypadkowo) - powiedzcie innym, że Frugal wrócił :)

poniedziałek, 15 lutego 2010

"Dlaczego osczędzanie pieniędzy jest takie ważne? Dlatego, że oszczędzanie oznacza samodyscyplinę, a samodyscyplina w jednym obszarze życia przekłada się na wszystkie inne obszary. Jeśli jesteś zdyscyplinowany w jednym ze swoich działań, umacniasz się we wszystkim innym, co robisz. Jeśli łamiesz dyscyplinę w czymkolwiek, słabniesz w każdym innym obszarze życia. Narzucając sobie dyscyplinę albo łamiąc ją, budujesz albo nadwątlasz samego siebie.

Jeśli nie znajdujesz w sobie tyle dyscypliny, by powstrzymać się przed wydawaniem wszystkiego, co zarabiasz, po prostu nie masz kwalifikacji, by stać się bogatym." [Brian Tracy, "Wzbogać się na swój własny sposób", Warszawa 2008, wyd. MT Biznes, s. 126-127]

piątek, 12 lutego 2010

Forsa

Fakty:

- 86% drogich luksusowych aut należy do ludzi, którzy nie są milionerami

- 16$ - tyle większość milionerów płaci fryzjerowi (łącznie z napiwkiem)

- 4 na 10 milionerów kupuje wina, które kosztują ok. 10 dolarów

Cytat:

Jest wiele słów, żeby opisać przyczyny kłopotów finansowych wielu ludzi. Ale jedno słowo zdecydowanie się wyróżnia: "udawacze". ("Washington Post")

Wniosek:

Przestań zachowywać się, jak bogaty, przestań udawać bogatego i zacznij żyć jak prawdziwy milioner. (Thomas J. Stanley)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Frugal

Wypromuj również swoją stronę