Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
niedziela, 20 grudnia 2009

Boże Narodzenie 2010 się zbliża

Jeśli tegoroczne Boże Narodzenie (i ubiegłoroczne, i poprzednie, wcześniejsze też, etc. etc.) zaskoczyło Cię. Jeśli znów finansowo nie ogarniasz najdrobniejszych nawet prezentów, choinki, smakołyków na świąteczny stół. Jeśli znów te wszystkie wydatki spadły na Ciebie jak grom z jasnego nieba, to posłuchaj tego: w przyszłym roku znów będzie Boże Narodzenie. Znów trzeba będzie wydawać pieniądze. Zaczynamy przygotowania. Dziś!

1. Przejrzyj tegoroczny świąteczny budżet. Za dużo? Za mało? Chcesz coś z tym zrobić? Wszystko zapisz i ustal sam ze sobą czy wszystko jest ok.

2. Oszacuj budżet "Boże Narodzenie 2010". Na podstawie pkt 1 i swojego zadowolenia z wydatków w tym roku, nie powinno być większych kłopotów, by już dziś wiedzieć, ile powinniśmy wydać za rok. Zapisz tę kwotę.

3. Podziel kwotę z pkt. 2 przez 12. No wiadomo... na styczeń, luty... etc.

4. Zautomatyzuj sprawę. Jeśli Twoja kwota to 800pln ustal automatyczny przelew 66 na oszczędnościowe (wiem, że 66 * 12 to niecałe 800, ale odsetki na oszczędnościowym uzupełnią różnicę; z nawiązką).

5. Zacznij teraz. Wiem, że takich wydatków w przyszłym roku będzie więcej. Wielkanoc, wakacje, ubezpieczenie samochodu. Ale to nie zmienia sprawy. Jeśli nie zaczniesz dzisiaj, w przyszłym roku znów niepotrzebne, przedświąteczne zmartwienia się pojawią.

Plan na podstawie postu Adama Bakera.

wtorek, 15 grudnia 2009

Xmas!

Świąteczna premia. O ile już taką dostaniemy, to jak ją spożytkować? W mojej osobistej podstawowej komórce społecznej mężczyzna (czyli ja) premii nie dostanie, kobieta (czyli żona) dostanie od firmy jakieś 500 pln (hurra!). Niektórzy - wiem - dostają bony do sklepów, kupony na zakupy etc. etc. I co z tym dalej?

1. Jeśli to bon, który trzeba wykorzystać w najbliższym czasie, sprawa jest prosta. Zakupy na świąteczny stół, prezenty... bon odciąży portfel w tym, co w grudniu ważne.

2. A jeśli to gotówka? Wydać na karpie, choinki, kluski z makiem, prezenty itd.? Czy może odłożyć? My postanowiliśmy premię żony odłożyć na oszczędnościowe. Niech rośnie w siłę, wrócimy do niej w nowym roku. Potrzeby pewnie się znajdą. Ale fakt - decyzja nie jest łatwa. Bo droższe prezenty kuszą, bo różniste okazje mamią.

3. A Ty? Dostałeś bon, gotówkę czy tylko (jak ja) przysłowiowe siano, którym można się wypchać (lub na wigilijny stół położyć)? Jak sensownie skorzystać z tego świątecznego dodatku?

niedziela, 13 grudnia 2009

proste sposobyWażnym - a niedostrzeganym - problemem (i jednocześnie częstą przyczyną porażek) jest nadmierne komplikowanie naszego oszczędzania. Chcę wyjść z długów czy uporządkować swoje finanse, to zaczynam szukać 1000 miejsc, gdzie można by zaoszczędzić. Zaczynam szukać tanich wędlin, tańszego proszku, biegam po mieszkaniu wyłączając światła, nie śpię bo w nocy robię pranie, jako że tańsza wtedy jest taryfa. BZDURY! Dlaczego? Ano dlatego, że to szybko powoduje zmęczenie, zniechęcenie i popularną refleksję, że "oszczędzanie jest dla oszołomów".

1. Prostota. Czyli przekonanie, że nie musisz mieć wszystkiego. Że mniej wystarczy. Że mniej to więcej. Wiem, że to brzmi ogólnie. Ale w tym właśnie tkwi klucz. Naprawdę. Sprawdziłem. Największe pozytywne zmiany w budżecie domowym, gdy uprościsz swoje życie. Jak to wygląda? Zamiast kanapki po drodze do pracy, kawki w bufecie, lunchu w stołówce - kanapka z domu, obiad w domu po pracy. Zamiast podjadać w nieskończoność - proste posiłki w regularnych odstępach. Zaoszczędzisz i schudniesz i wcale nie będzie Ci brakować ciągłego chaosu i zapełniania się śmieciami.

Zamiast brać wszystkie pakiety w kablówce, bo nie możesz się zdecydować - tylko te które naprawdę często oglądasz (najczęściej będzie to max. 5 kanałów). Wcale nie musisz zupełnie rezygnować z tv, wystarczy ograniczyć.

Oszczędzanie wcale nie jest skomplikowane. Wystarczy ustalić, gdzie ucieka najwięcej pieniędzy i przestać tam wydawać. Z mojego doświadczenia wynika, że dotyczy to najczęściej sfer, które są najmniej ważne (używki, rozrywki, pogoń za nowinkami). Nie daj sobie wmówić, że oszczędne życie musi być smutne - będzie po prostu spokojniejsze i mniej chaotyczne.

2. Minimalizm w kwestii przedmiotów. Gdy kupujesz kolejne rzeczy, kolejne graty nagle okazuje się, że potrzebujesz też kolejnego regału, kolejnej szafki. A potem kolejnego, większego mieszkania. Kupujesz kolejny, większy telewizor, więc i kolejne meble na których go będziesz musiał postawić. Kupujesz konsolę do gier, która wymaga potem kupowania gier (to przykład, ale mechanizm działa w wielu innych wypadkach). Bądź minimalistą (polecam zenhabits.net - świetny blog) a zaoszczędzisz i życie będzie przyjemniejsze.

3. Stwórz prosty budżet. Kilka prostych kategorii wystarczy. Nie w rozbudowaniu budżetu siła a w jego przestrzeganiu.

4. Nie zapominaj, że czasu jest mało. A czasu wolnego najmniej. Nie wykorzystasz tych wszystkich karnetów: na siłownię, na basen, do sauny, fitness etc. etc. Nie przeczytasz tych wszystkich książek, które wydaje Ci się, że przeczytać musisz. Nie obejrzysz tych wszystkich filmów w jeden weekend, więc nie wychodź z wypożyczalni z całym stosem. Stwórz prosty plan. Uprość swój czas wolny: może basen wystarczy. Jeśli w ubiegłym miesiącu zdążyłeś/aś przeczytać jedną książkę, to po co kupujesz 7? Wszystkie wydały się interesujące? Weź jedną. Potem kolejne.

Może nie musisz odwiedzić wszystkich klubów w jeden wieczór, by spotkać się ze wszystkimi znajomymi. Może wystarczy jedna butelka wina i dwie osoby, z którymi spokojnie porozmawiasz w domu.

To już nie chodzi o ograniczanie wydatków. Chodzi o ograniczanie chaosu.

5. Kupowanie nie jest rozwiązaniem. (mnmlist.com) Chcemy mieć porządek, kupujemy pudełka, pojemniki, szafki, żeby to wszystko poukładać. Chcemy schudnąć kupujemy książki o dietach, maszyny do ćwiczeń lub karnet na siłownię. Zaczynamy nowe hobby, kupujemy materiały, sprzęt, książki, gadżety. Chcemy pomóc środowisku - kupujemy ekologiczne żarówki, ekologiczne ubrania, ekologiczną żywność etc. etc. I tak dalej, i tak dalej... ale kupowanie nie jest rozwiązaniem. Zobacz czy masz już coś, co możesz wykorzystać, by zrealizować swój pomysł. Zobacz co da się zrobić bez kupowania kolejnych rzeczy. Chcesz schudnąć? Zjedz mniej i wyjdź na spacer. Chcesz poprawić sylwetkę? Pompki, przysiady, bieganie, rozciąganie. Chcesz żeby mieszkanie wyglądało lepiej? Nie musisz kupować nowych mebli, nowych dekoracji. Stwórz więcej przestrzeni, wyrzuć graty, spraw by było to miłe, przestronne miejsce a nie miejsce zapełnione setkami rzeczy, które wydają się fajne.

środa, 09 grudnia 2009

Fix It Club

Znalazłem stronę, która pomoże zaoszczędzić na opłacaniu "fachowców". Fix It Club. Trzeba - niestety (a może "rzecz jasna") - znać angielski. Opłaci się jednak. To obszerny, niezwykle bogaty zestaw poradników, instrukcji dotyczących naprawy niemal wszystkiego, co mamy w domu. Wszystko podzielone na kategorie:

- elektryka, elektronika, hydraulika, akcesoria, ogród, ubrania, etc. etc.

Warto zacząć od Fix It Basics i Fix It Tips czyli dwóch najbardziej ogólnych działów. Tam poradniki, na co zwracać uwagę przy naprawach, jakie mieć narzędzia, jak dbać o bezpieczeństwo. Elementarz.

Ale prawdziwa wartość tej strony ujawnia się, gdy mamy do naprawy... np. dzwonek do drzwi. Wybieramy z menu po lewej "Home Interior", potem z listy "Doorbell repair" i mamy przed sobą poradnik:

- Jak to działa?

- Co może się zepsuć?

- Jak zidentyfikować problem?

- Jakie części, materiały, narzędzia będą potrzebne?

- Co po kolei sprawdzić?

Nie wszystko - oczywiście - naprawimy (przy bardzo słabych zdolnościach manualnych pewnie nic), ale przy niektórych prostych urządzeniach, elementach wyposażenia, do których nie wiemy, jak się zabrać, ta strona może nam znakomicie ułatwić życie. I odciążyć portfel :)

niedziela, 06 grudnia 2009

Millenet komunikat

A konkretnie nie lubi przeglądarki Google Chrome. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniam się z Chrome, bo jest:

- szybka

- estetyczna

- wygodna

- bardziej przejrzysta niż FF czy IE.

Wszystko pięknie, ładnie dopóki nie postanowiłem zalogować się na swoje konto w banku Millenium. Oto co zobaczyłem:

Millenet: "wymagana jest inna przeglądarka niż ta której używasz"

Dlaczego? Nie wiem. Tego już nie napisano. Nie wiem więc, czy chodzi o względy bezpieczeństwa czy o tytułowe "nielubienie" (przymrużam oko w tym momencie) czy o cokolwiek innego. Chrome jest naprawdę bardzo fajną przeglądarką i w 100% spełnia moje oczekiwania. Więc nie chciałbym dodatkowo instalować Firefoksa (a IE jeśli chodzi o względy bezpieczeństwa nie jest chyba najlepszym wzorcem). W tym miejscu pytanie do Was. Czy próbowaliście logować się do swoich banków korzystając z Chrome? Czy ktoś wie, dlaczego Millenium nie pozwala się zalogować przy użyciu tej jakże sympatycznej przeglądarki?

Millenet komunikat

A konkretnie nie lubi przeglądarki Google Chrome. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniam się z Chrome, bo jest:

- szybka

- estetyczna

- wygodna

- bardziej przejrzysta niż FF czy IE.

Wszystko pięknie, ładnie dopóki nie postanowiłem zalogować się na swoje konto w banku Millenium. Oto co zobaczyłem:

Millenet: "wymagana jest inna przeglądarka niż ta której używasz"

Dlaczego? Nie wiem. Tego już nie napisano. Nie wiem więc, czy chodzi o względy bezpieczeństwa czy o tytułowe "nielubienie" (przymrużam oko w tym momencie) czy o cokolwiek innego. Chrome jest naprawdę bardzo fajną przeglądarką i w 100% spełnia moje oczekiwania. Więc nie chciałbym dodatkowo instalować Firefoksa (a IE jeśli chodzi o względy bezpieczeństwa nie jest chyba najlepszym wzorcem). W tym miejscu pytanie do Was. Czy próbowaliście logować się do swoich banków korzystając z Chrome? Czy ktoś wie, dlaczego Millenium nie pozwala się zalogować przy użyciu tej jakże sympatycznej przeglądarki?

piątek, 04 grudnia 2009

fridomia

Recenzja książki. "Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości" Sławomir Muturi, Robert Zduńczyk.

W związku z tym, że wstępów i tak nikt nie czyta, od razu przejdę do rzeczy.

Plusy:

- Konkrety. Autorzy nie snują marzeń i górnolotnych dywagacji, jak to wspaniale być wolnym finansowo mając np. 2 hotele, hipermarket i 5 strzeżonych parkingów. Oparli swoją książkę i koncepcję finansowej wolności na jednym "produkcie": mieszkaniu (mieszkaniom) pod wynajem. Co wydaje mi się dość solidnie osadzone w rzeczywistości.

- Osadzenie w polskiej rzeczywistości. Kwestie podatkowe, bankowe itd. dopasowane do polskich realiów. Konkretne wskazówki, gdzie szukać pieniędzy, ile potrzeba na początek. Jakie umowy podpisywać, na co zwracać uwagę, etc.

- Realistyczna koncepcja "Jak zacząć". Nie przekonują, że można nie mieć grosza przy duszy a jedynie fantazję i finansową inteligencję, by zacząć kupować wieżowce i lokale użytkowe. Ich pomysł zakłada 25 tys. pln, które trzeba zaoszczędzić na początek. To powinno wystarczyć na notariusza i wkład własny na pierwszą niewielką kawalerkę (nie wiem, jak w Warszawie czy Trójmieście ale w moim mieście - rzeczywiście - starczy). Tłumaczą też, że to musi potrwać nawet kilka lat, zanim wejdziemy w posiadanie (czy spłacimy) tyle mieszkań, by móc żyć z pasywnego dochodu.

- Brak pomieszania wolności finansowej z bogactwem. Autorzy ściśle trzymają się tego, że wolność finansowa to dochód pasywny na tyle duży, by móc pokryć miesięczne koszty i wydatki. Nie muszą to być dziesiątki czy setki tysięcy miesięcznie, ale kilka tysięcy wielu z nas rozwiązałoby sporo problemów ;)

Minusy:

- Adresat: kobieta. Nie wiem, skąd im się wziął ten pomysł narracyjny, ale nie "czuję" tego. (Gdybyś sprzedała..., gdybyś kupiła..., nie powinnaś..., powinnaś..., etc.). Sam - mam świadomość - w znaczącym stopniu piszę dla kobiet, ale stosowanie wyłącznie rodzaju żeńskiego w narracji jest jakieś takie... no nie wiem... natrętne, nienaturalne.

- Ten męczący pomarańczowy kolor. No... to jest dopiero natrętne. Ramki, elementy wypunktowania na każdej stronie męczą wzrok. Bardzo. Za bardzo.

Spis rozdziałów:

Zbyt długi, żeby go przepisywać razem z podrozdziałami a bez podrozdziałów zbyt ogólny.

Podsumowując:

Jeśli pomysł Kiyosakiego, by zacząć żyć z wynajmowania nieruchomości budzi Twoją wyobraźnię, ta książka to dobry kolejny krok. Konkretna, osadzona w realiach. Dobrze napisana. Nie chcę reklamować (PRowców wydawnictwa odsyłam w razie czego do ramki AdTaily po prawej stronie ;P), więc nie zachęcam do kupna. Ale przeczytać warto. (możecie wpaść do mnie, pożyczę swój egzemplarz :) )

Autorzy mają swój blog, który wystartował razem z wydaniem książki. To stamtąd zaczerpnąłem obrazek do tego wpisu (lojalnie linkując, więc mam nadzieję, że autorzy się nie obrażą :) )

 

środa, 02 grudnia 2009

No to się naczytałem o sobie :) Debtor napisał, że mam obowiązek wobec czytelników tego bloga. I ma rację! Mam. Nie wywiązywałem się z niego ostatnio, bo dopadł mnie ten cholerny polski listopad. Uśpił, zleniwił, zniechęcił do świata. Ale w związku z tym, że się skończył czas spróbować go z siebie wykorzenić.

Jeden. Dziękuję za wszystkie słowa otuchy, tęsknoty, nagany. Gdyby nie one, pewnie nie wróciłbym do pisania.

Dwa. Blog to obowiązek, ale stoi za nim człowiek, który też miewa chwilę, gdy wywiesza białą flagę.

Trzy. Trzy wpisy w tygodniu (minimum). Umawiamy się na poniedziałek, wtorek i środę. Choć może być częściej. Ale te trzy na pewno.

Do przeczytania w środę. Zaproście znajomych :)

f.

{UPDATE:} Napisałem pn, wt i śr? Oj, jesienna deprecha jeszcze daje się we znaki. Chodzi oczywiście, że jakiś tam dzień przerwy sobie rezerwuję, czyli: poniedziałek, środa i piątek. Wpis powyżej powstał w środę, więc kolejny w piątek (już powstaje :) ) No... to mamy porządek w papierach.

Frugal

Wypromuj również swoją stronę