Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2009

Właśnie zaczynam czytać "Ruchome schody do fortuny" Davida Bacha. Znałem wcześniej główne założenia teorii Bacha (nie wiedząc, że istnieje polskie tłumaczenie; gdyby nie forum "Oszczędzamy" do dziś bym się nie zorientował, że "Automatic Millionaire" to po polsku "Ruchome schody...") ale pierwszy raz czytam książkę w całości. Rzecz, która mnie denerwuje już na samym początku, to ciągłe: za chwilę dowiesz się... już na kolejnej stronie przeczytasz... zaraz opowiem ci, jak... etc. etc. Zamiast mówić, co ma do powiedzenia, ciągle tylko zapowiada, że to powie. (To taka strategia jak u amerykańskich komików barowych - najpierw mówią, o czym będzie dowcip, potem opowiadają dowcip a jeszcze potem tłumaczą, o czym był ten dowcip). Nie twierdzę, że to z założenia zła strategia, ale u Bacha jest tych ciągłych zapowiedzi w nadmiarze.

Natomiast rzecz in plus w polskim wydaniu, to komentarze Marka Zubera w miejscach, gdzie Bach pisze o instrumentach finansowych w USA. Zuber tłumaczy, jak to wygląda w Polsce. Czy coś istnieje czy nie. Lub wskazuje podobne instrumenty.

Jak skończę czytać, napiszę krótką recenzję.

środa, 29 kwietnia 2009
money shot
1. Myślisz, że masz za mało. Nieprawda. Prawdopodobnie masz wystarczająco dużo (tak, wiem... są też ekstremalne przypadki, ale mówmy o przeciętnej) żeby zacząć. Jeśli nie masz żadnych kredytów (kart kredytowych, rat, pożyczek) do spłacenia w tej chwili sytuacja jest jeszcze łatwiejsza. "Złoto chętnie przychodzi do każdego człowieka, który odkłada nie mniej niż jedną dziesiątą swoich zarobków dla stworzenia przyszłych dochodów dla siebie i swojej rodziny" (Najbogatszy człowiek w Babilonie - George S. Clason). Zacznij od tej dziesiątej części, przelewaj ją na konto oszczędnościowe. Za rok, gdy spojrzysz na sumę, motywacji nie będziesz musiał szukać.
2. Drobne pomyłki Cię zniechęcają. Nie byłeś w danym miesiącu konsekwentny i nie spisywałeś wydatków, powiększyłeś kredyt, uległeś impulsowi i kupiłeś coś, co (zorientowałeś się od razu) zupełnie nie jest potrzebne. I myślisz sobie: A w d.... to nie dla mnie, to spisywanie, to liczenie i całe to cholerne oszczędzanie. To właśnie dla Ciebie, zapomnij o pomyłkach i zacznij od  nowa. Kilka razy spróbujesz, pomylisz się, znów spróbujesz i po kilku miesiącach będzie to łatwiutkie i naturalne.  
3. Uważasz,  że oszczędzanie jest dla: biedaków, kur domowych, starych babć, tych, którym nigdy nie starcza do "pierwszego", nudziarzy etc. etc. Krótko mówiąc taki fajny facet/taka fajna babka JAK TY nie musi oszczędzać. Powiem wprost... to największa bzdura, jaką możesz sobie wmówić. Podam banalny przykład. Zarabiasz 5000 pln miesięcznie... żyjesz sam/sama, 2500 stałych opłat, 300 rata za kino domowe, ok. 1000 przeznaczasz na imprezki (bo taki świetny ktoś jak Ty musi czerpać z życia pełnymi garściami). Często jadasz na mieście, bo kumple z pracy wyciągają etc. Gdybyś chciał policzyć swoje wydatki okazałoby się, że co miesiąc wydajesz 5500 pln. Niemożliwe? Bank chętnie powiększył Ci kredyt odnawialny, dorzucił fajną kartę kredytową. Nie zwróciłeś uwagi na pogłębiający się dół. Oszczędzanie to nie ciułanie. Oszczędzanie to świadomość tego, co mam, co wydaję, co chciałbym mieć...
4. Nie jesteś konsekwentny i oszukujesz sam siebie. Sądzisz, że te szybkie wizyty w KFC czy McDonaldzie nie są warte notowania. Albo gdy tankujesz na stacji benzynowej, kupujesz napój i gazetę - też nie warto spisywać takich "duperel". Nie warto? Nie warto - odpowiesz - przecież "tak ogólnie" spisuję wydatki i "tak ogólnie" wiem, na co wydaję. Nie no... aż (że sparafrazuję klasyka) "uszy bolą słuchać". Te duperele powodują właśnie, że przekraczasz swój miesięczny budżet. Jak wszystko to wszystko. Bądź konsekwentny.
5. Nie umiesz liczyć. Tak, tak... Mówisz sobie: oszczędzam przecież, co miesiąc 500 na konto oszczędnościowe. Co z tego? Skoro masz 5000 na karcie kredytowej i 10000 kredytu odnawialnego. Od tego miesięczne odsetki są tak wysokie, że Twoje odkładanie na 5% konto oszczędnościowe nie ma najmniejszego sensu. Zacznij liczyć precyzyjnie, gdzie trafiają Twoje pieniądze. Jeśli zadłużenie zabiera Ci zbyt wiele kasy, spłać je. A potem odkładaj oszczędności.
wtorek, 28 kwietnia 2009

Być może nie wszyscy z Was śledzą komentarze pod wpisami, dlatego zdecydowałem się jeden z nich "przedrukować" jako osobny post. Mam nadzieję, że autor: pisarz_niedzielny nie będzie miał tego za złe. Życiowe, miejscami gorzkie słowa. 

"Tak sobie czytam tego bloga i jakby mi się historia sprzed 30 laty zaczęła powtarzać. Tylko, że wtedy nie było książek, które w 2 dni potrafią zmienić Twoje życie. Myślę o książkach Joe Vitale, Guy Kawasaki, Dale Carnegie, Franka Bettgera, N. Hilla i wielu jeszcze.
Wówczas wyłamywało się niezamknięte drzwi na własny rachunek. Teraz narzędzia są dostępne, trzeba tylko wziąć je do ręki.
Życie ma kilka faz z różnymi potrzebami w każdej z nich:
- nauka - jest się zależnym od rodziców, ale ilość i jakość wchłoniętej wiedzy zależy głównie od Ciebie
- założenie rodziny, dzieci, ich kształcenie - to jest najbardziej pracochłonna cześć życia; ciągle potrzebne są jakieś nowe przedmioty, mieszkanie, samochody, pieniądze na wspólne wakacje, pieniądze na naukę. Czas trwania 25 - 30 lat. - dzieci zaczynają opuszczać dom - czas ok. 5 lat - zaczynacie zauważać wokół siebie to, na co do tej pory z braku czasu nie zwracaliście uwagi. W części małżeństw następuje rozłam, rozwód, wymiana kobiety na młodszy model. Bardzo często kobiety przenoszą swoją potrzebę uczuć z dzieci (których już nie ma ) na jakiegoś zwierzaka - mężczyzna wówczas jeszcze szybciej zaczyna szukać nowego portu - dzielenie łóżka, choćby tylko do spania, ze zwierzakiem nie jest pociągające.
- dzieci już opuściły dom rodzinny i zdycha pies - to jest początek prawdziwej wolności. Potrzebujesz coraz mniej nowych przedmiotów, gadżety Cię nie cieszą. Żona namawia do kupna następnego psa - powiedz, że planujesz sporo wyjazdów zagranicznych, z psem się nie da, chyba, że nie chce jechać z Tobą i woli zostać z psem.Jeśli tak, to jest wskazówka - zacznij się rozglądać za młodszą bez psa. Tylko, że jesteś wówczas w wieku ok.60-tki. Żeby się nie zbłaźnić jak Marcinkiewicz nie uganiaj sie za małolatą w wieku córki - to pachnie pedofilią. .
A teraz o zdobywaniu pieniędzy. W czasach, kiedy wymienione na wstępie książki były niedostępne zauważyłem, że lepiej jest dążyć do kilku celów naraz, niż do jednego.
Do dziś pamiętam minę Dustina Hoffmana w filmie "Absolwent", kiedy wreszcie dogonił swoja ukochaną i porwał ją sprzed ołtarza. CO DALEJ ???
Z tego właśnie powodu do kaczek strzela się śrutem a nie nabojami. Zanim wyobrazisz sobie swój główny cel (a wierz mi, że nie będzie to samochód ani inny przedmiot)  - musi minąć sporo czasu, w którym to czasie trzeba mozolnie te kaczki wyławiać i ciągle weryfikować swoje wyobrażenie o celu głównym.
I na koniec cytat z tabliczki glinianej z Biblioteki Aleksandryjskiej:
- Ile zwierzątek powinna mieć każda kobieta?
- Przynajmniej trzy: norki w szafie, jaguara w garażu i osła, który na to wszystko zarobi, w domu"Autor: pisarz_niedzielny

 Frugal: nigdy samochód czy jakikolwiek inny przedmiot nie był i nie będzie celem tego wszystkiego, o czym piszę. Co to będzie? Finansowy spokój? Finansowa wolność? Nie wiem. Na razie głównym "finansowym" celem jest pozbycie się długów. Ale są też inne cele, zadania, marzenia z innych sfer życia. A piszę tu o finansach, bo mam poczucie, że warto. 

I jeszcze pytanie: pisarzu_niedzielny, dlaczego mój blog spowodował powrót historii sprzed 30 lat?

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Mimo tego, że wiem, co robić. Mimo tego, że wiem o kontrolowaniu wydatków. Mimo tego, że wiem, jak je kontrolować. Mimo tego, że jestem świadomy panowania nad impulsami... przegrałem.

Przegraliśmy (ja i Żona) w kwietniu. Dziś ostatni dzień "naszego" finansowego miesiąca. Od jutra zaczynamy kolejny, majowy okres rozliczeniowy. Ale miny mamy nietęgie. Bo kwiecień zamykamy na minusie. Choć nie powinniśmy. Było kilka "dużych" wydatków, jeden duży i niespodziewany. Ale było też nieco więcej dochodu, więc powinniśmy dać radę. Nie daliśmy :(

Co teraz? Załamać się? Zrezygnować? Odpuścić. Mieć do siebie pretensje? Chyba nie tędy droga. Przeglądamy uważnie kwietniowy arkusz z wydatkami, szukamy co poszło nie tak. I trzeba spiąć się przed majem... Bo też będą dodatkowe wydatki, bo też mogą się pojawić niespodzianki. Poza tym... musimy przygotować się na kolejne miesiące, gdzie przed nami dużo wydatków (ubezpieczenie samochodu, wesele przyjaciół, etc. etc.) Do tego musimy pozbyć się tych cholernych kredytów, które beznadziejnie nad nami wiszą. Nie możemy zrezygnować. "Nie jest grzechem upaść, tylk trwać w upadku." Działamy. 

A Wy? Jak reagujecie na klęskę?

niedziela, 26 kwietnia 2009

Prawdziwa ekonomia jest źle zrozumiana, ludzie zaś idą przez życie, nie pojmując właściwie, czym jest ta zasada. Jeden mówi: "Mam takie a takie przychody, a tam jest mój sąsiad, który ma takie same. Jednak każdego roku jemu wystarcza i jeszcze zostaje, mnie zaś brakuje. Dlaczego? Wiem przecież wszystko o oszczędzaniu." Myśli że wie, ale nie wie. Są ludzie, którzy myślą, że oszczędzanie polega na zachowywaniu ścinków sera i resztek świec, na obcięciu dwóch pensów z rachunku za praczkę, i w ogóle na robieniu wszelkiego rodzaju małych, trywialnych, brudnych sztuczek. Oszczędność to nie skąpstwo. Nieszczęściem jest także to, iż tego typu ludzie stosują swoje oszczędzanie tylko w jednym kierunku. Wyobrażają sobie, że są tak cudownie oszczędni, wydając mniej o pół pensa tam, gdzie powinni wydać dwa pensy, iż myślą, że mogą sobie pozwolić na rozrzutność w innych kierunkach. P. T. Barnum "Sztuka zdobywania pieniędzy" (polskie tłumaczenie za serwisem zlotemysli.pl)

Oryginalną wersję książki P.T.Barnuma "Art of money getting" możesz przeczytać tu lub ściągnąć jako .pdf stąd

slonceNa zdjęciu: słońce i Żona w bliskim spotkaniu. Uświadomiłem sobie dziś, jak niewiele potrzeba, żeby fajnie spędzić słoneczny dzień. Dlaczego na blogu finansowym? Dlatego, żeby podzielić się z Wami, jak mało kosztować może słoneczny relaks, odpoczynek, piękne widoki. 
Pobyt nad jeziorem: 0 pln
Dwa jabłka: niecałe 1 pln
Butelka wody mineralnej: 1,89 pln
Paliwo: ok. 12pln
Książki: mieliśmy już dawno, więc można liczyć 0 pln (nie były kupione specjalnie na wyjazd)
Frajda, którą daje pobyt nad jeziorem, leżenie z żoną na kocu: bezcenne. 
 
Wystarczy nam: wyjść z domu, chcieć, mieć pomysł, nie zaprzątać sobie głowy wygórowanymi oczekiwaniami. Świat nam naprawdę wiele potrafi dać. 
To tyle w ten słoneczny dzień na marginesie finansowych rozważań :)
piątek, 24 kwietnia 2009

wyspa

"Nikt nie jest samotną wyspą" - wyświechtany już nieco cytat Johna Donne'a. Ale myślę sobie o nim patrząc na swoje domowe finanse. Żeby wszystko działało jak trzeba musisz wciągnąć swoją drugą połówkę do działania (męża/żonę/narzeczonego/narzeczoną czy kogo tam masz). Odkąd postanowiłem, że czas wziąć domowy budżet w ryzy, było sporo potknięć po drodze. A to zapomniałem wpisać jakichś wydatków... a to mi się nie chciało... drobne wpadki, które zawalały cały miesiąc i sensowna kontrola odsuwała się w czasie.
Od paru miesięcy wpisujemy razem wydatki. Ja i żona... I nie ma wpadek :) (hurrraa!!!) Techniczne rozwiązanie: Google Docs. Tam umieszczamy swój arkusz kalkulacyjny.
Dzięki temu:
a) oboje możemy modyfikować arkusz bez konieczności kopiowania go między laptopami
b) widzimy zmiany wprowadzone przez drugą osobę
c) gdy jesteśmy gdzieś poza domem a mamy dostęp do internetu, to można dopisać to, co się wydało

Poza tym... jeśli nie przekonasz swojej drugiej połówki do sensu kontrolowania wydatków i oszczędzania, polegniesz. Co z tego, że będziesz planować, podejmować takie czy inne decyzje jeśli ta druga osoba nagle postanowi kupić coś drogiego, nieprzewidzianego, bo akurat miała ochotę. Co gorsza, może w ogóle bez Twojej wiedzy wydawać pieniądze, nie mówić o tym. Sam (sama) nie dasz rady. Działamy jako team.

Żeby to się udało, potrzeba rozmów... i działania. Porozmawiajcie o celach jakie chcecie osiągnąć. Przedstaw pomysły, jakimi metodami możecie to zrobić. A jeśli nie do końca będzie przekonany/przekonana - zacznij działać i wyjaśniaj, co robisz. Nasze wydatki może nie byłyby pod stałą kontrolą, gdybym nie zrobił arkusza, nie zaczął najpierw sam wpisywać, potem nie umieścił go w GoogleDocs... Ale zrobiłem te pierwsze kroki. B. potem dołączyła. I działa. Nikt nie jest samotną wyspą... Finansową również.

PS
Przypomniało mi się też, że podczas różnych durnych zabaw i konkursów jakie zafundowano nam w trakcie wesela, jeden z nich miał sprawdzać zgodność nowych małżonków. Padło pytanie (idiotyczne): kto będzie trzymać kasę? [jeśli ona: prawa ręka do góry; jeśli on: lewa] Podniosłem obie ręce. I trzymam w górze do dziś :)

czwartek, 23 kwietnia 2009

przyczepa campingowa

Jeden z moich przyjaciół kupił parę tygodni temu przyczepę do samochodu (campingową). Zapłacił 6500 pln. Mówi do mnie wczoraj: zarobiłem na tym 2500pln, bo dziś już musiałbym za taką zapłacić 9000pln. Pytam: cóż to za zarobek? Jesteś na minus 6500 a nie na plus 2500. No tak, ale chciałem taką mieć - odpowiada. Bo nie będę musiał się martwić o miejsca w pensjonatach latem, bo wyjadę wtedy kiedy będzie ładna pogoda a nie kiedy będę miał zarezerwowany pensjonat nad morzem czy na Mazurach. Ale... do tego ubezpieczenie - liczę sobie - koszt parkingowy (bo nie postawi jej pod blokiem) - remont przyczepy, koszty utrzymania etc. etc.

Zawsze żyłem w przekonaniu, że matematyka to dziedzina jednoznaczna, ale przykład przyczepy uświadomił mi, że jeśli matematyka dotyczy pieniędzy, to nie jest tylko kwestia liczb ale też punktu widzenia. 

Żeby było jasne: ja bym takiej przyczepy nie kupił, bo:

- 6500 pln (plus ubezpieczenie + koszt parkingu przez cały rok) to strasznie dużo za 2tygodniowy wakacyjny wyjazd (tak wiem, można ją wykorzystać za rok i za dwa - ale nie wiem po ilu latach koszt przyczepy zbilansuje koszt wynajmu pokoi w pensjonacie, bo przyczepa jest już stara, więc za parę lat będzie bezużyteczna

- zwiększyłbym miesięczne koszty życia (wspomniany parking, ewentualne remonty, ubezpieczenie)

- straciłbym możliwość nocowania w fajnych pensjonacikach i co roku innych; 

- zwiększyłbym swój stan posiadania o "wielki - za przeproszeniem - grat" o który muszę się martwić cały rok a który służy przez 2 tygodnie.

Ale przyjaciel mój - i to podejście szanuję, pod żadnym pozorem nie drwię z tej decyzji - twierdzi, że zyskał: 

- wolność decydowania o wyjeździe

- brak kłopotów z szukaniem wolnych pensjonatów czy też wcześniejszego wydzwaniania

- zysk 2500 pln dzięki kupieniu odpowiednio wcześnie przed sezonem. 

Gdy chcesz coś kupić, spisz wszystkie minusy i plusy, bo często sprzedający próbuje tak naświetlić ofertę, żebyś myślał, że wyłącznie zyskujesz. A już ustaliliśmy, że gdy do gry wchodzą pieniądze, matematyka nie jest całkowicie ścisłą dziedziną :) 

środa, 22 kwietnia 2009
 arkusz kalkulacyjny budżet domowy
Najważniejszym narzędziem w przejściu od pierwszego etapu świadomości finansowej do drugiego było stworzenie arkusza kalkulacyjnego (w OpenOffice ale to kwestia subiektywna, Excel też jest ok) i regularne spisywanie wydatków.

Co mi dał arkusz: 

- uświadomił, gdzie są przecieki

- uporządkował domowy budżet

- zmusił do dyscypliny

Stworzyłem swój własny (dostępny dla Was w Google Docs) bo nie odpowiadały mi arkusze znalezione w Sieci. Ale jak każde narzędzie tak i to musisz dopasować do własnej wygody. 

Oto moja lista 4 miejsc w sieci z arkuszami: 

1. NASZA KASA

Jest mi (naprawdę) trochę głupio, że tak eksponuję swój arkusz ale do dziś jest to proste narzędzie, które w pełni odpowiada moim potrzebom. Dlaczego? Uruchamia prosty mechanizm. Wpisujesz wydatki (wszystkie), one się na drugim podarkuszu sumują i dają pełen obraz sytuacji. W skali miesiąca, bo miesięcznie otrzymuję pensję, więc utrzymanie się w ryzach w tej skali mnie interesuje. Polecam. Korzystajcie, modyfikujcie, jest Wasz. 

2. ARKUSZE KALKULACYJNE MICROSOFT

Microsoft udostępnił na swojej stronie szablony różnych budżetów. I to jest właśnie ciekawe: różnych. Bo nie tylko miesięczny budżet domowy ale też budżet imprezy, delegacji, etc. Może się przydać w zależności od sytuacji. Ale miesięczny budżet domowy i tak wolę swój ;P

3. FOXWAY czyli wszystko w jednym miejscu

Mój arkusz opierał się na miesięcznym zestawieniu, czyli potrzebujesz robić kopię czystego pliku co miesiąc. Mnie to nie przeszkadza. Ok... Ale dla tych, którzy wolą mieć wszystko w zasięgu wzroku, foxway.com stworzył arkusz, gdzie jest zestawienie wydatków ze wszystkich miesięcy.

4. PEARBUDGET czyli arkusz rozbudowany

Twórcy bardzo cenionego programu do kontroli budżetu domowego udostępnili za free bardzo ceniony arkusz kalkulacyjny. Ale przyznam bez bicia, że onieśmiela mnie swoją "rozbudowanością" i wielością wszystkiego. Co nie zmienia faktu, że jest to arkusz, który daje możliwość kontroli miesięcznej, daje analizę w skali roku. Wiele opcji, warto sprawdzić.

Wiem, że wielu z Was uzna to za nudę, to wpisywanie cyferek, zbieranie paragonów ale wystarczy przekuć to w nawyk. Poświęcić parę minut dziennie lub paręnaście raz na tydzień i przestaniesz traktować to jako smutny obowiązek. A ten początkowo smutny obowiązek jest pomostem do drugiego etapu świadomości finansowej.

Ważne jednak, żeby nie utknąć na etapie testowania arkuszy i wybierania narzędzi. Tak naprawdę... wystarczy zwykła kartka. Byle tylko zacząć. 

 

wtorek, 21 kwietnia 2009

 

garsc_pieniedzy

Wspominałem już o etapach świadomości finansowej. Próbuję od jakiegoś czasu z bliska spojrzeć na pierwszy etap. Tym bardziej, że ten etap zajął większą część mojego życia. Pieniądze czasem się pojawiały, zaraz potem znikały. To było takie rozpaczliwe chwytanie kasy... jak na obrazku wyżej. 

Co przeraża mnie z dzisiejszej perspektywy, to że kompletnie nie kontrolowałem wydatków. Kontrola wydatków, powiedzmy na studiach (bo wtedy zacząłem dysponować "swoimi" pieniędzmi) wyglądała następująco: mam ochotę na coś, co kosztuje 50pln; zaglądam do portfela: jest 70pln; wniosek: stać mnie. To była bardzo prosta matematyka, ale wiązała się z tym, że dwa dni po zakupie, na który "było mnie stać" - zostawałem bez kasy. Dosyłali rodzice, jakoś się toczyło. Debet w banku: 300 pln. Nie widziałem problemu. 

Skończyłem studia. Zacząłem zarabiać. No i wtedy poczułem wiatr w żaglach... bo: a) mam więcej niż miałem w czasie studiów; b)mam swoje (bez cudzysłowu) pieniądze. Pięknie, czułem się pięknie. Swobodnie. Mogłem wydawać. Wydawałem. Nie widziałem problemu. W dodatku, kupiłem coś na raty. Od czasu do czasu kupiłem coś za gotówkę, bo bank dawał. Debet w banku: 1000 pln.

Po dwóch latach zmieniłem pracę. Zacząłem więcej zarabiać. Wiatr w żaglach stał się silniejszy, bo w końcu "TERAZ MAM". Debet w banku (kredyt odnawialny): 10000 pln. 

Po roku takiego zwiększania debetów, zrozumiałem, że coś jest nie tak. Bo pieniędzy co miesiąc mam więcej niż kiedyś, ale powiększa się tylko debet a nie oszczędności. Wtedy zacząłem czytać, czytać, czytać, czytać... Trafiłem na Get Rich Slowly - stamtąd do kolejnych stron www, książek. Zacząłem myśleć o pieniądzach, stworzyłem arkusz kontroli wydatków, zacząłem stopniowo panować nad impulsami i ograniczać słabości (nie, nie mówię, że już jest perfekcyjnie ale idzie wszystko w dobrą stronę).

Jeśli więc: 

- ciągle brakuje Ci pieniędzy

- jedynym pomysłem na brak kasy jest kolejny kredyt

- nie myślisz wcale a wcale o pieniądzach i uważasz, że jakoś to będzie

to jesteś na pierwszym etapie. Chcesz z niego wyjść? Mam nadzieję, że ten blog to będzie pierwszy krok...

 
1 , 2
Frugal

Wypromuj również swoją stronę