Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
czwartek, 24 czerwca 2010

Mam propozycję, która przyszła mi do głowy po lekturze jednego z komentarzy pod poprzednim wpisem.

Propozycja brzmi: Opiszcie swoje historie: jak zaczęło się Twoje oszczędzanie? Jak wyszedłeś z długów? Jakie sposoby okazały się w Twoim przypadku najskuteczniejsze. Co sprawiło największe problemy?

To nie konkurs :) Nie wygrasz lodówki (ani podróżnej torby) ;) Wierzę natomiast, że możesz pomóc innym.

Ja sam zresztą jestem ciekaw, jak innym udało się wyjść z finansowej ciemności... Czekam na Wasze maile: frugal (at) gazeta.pl. Najciekawsze będę publikować.

Pamiętajcie też, że możemy się spotkać i porozmawiać na Facebooku. Zapraszam!

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Jak oszczędzać? Nie zbierać

To, co bardzo często gubi nasze domowe budżety to natura kolekcjonera. I to wcale nie jako hobby "zbieram znaczki", "zbieram motyle" etc. Każdy ma skłonność do zbierania: kolejne książki, kolejne płyty, kolejne filmy z serii (bo musimy mieć całą), czterdziesta druga para butów (bo takie akurat brakowały), kolejne narzędzia (bo a nóż taki śrubokręt się przyda, gdy trzeba będzie skręcać kolejną szafkę czy kolejny regał na kolejne książki). Nasze mieszkania, domy są zapełniane przez "kolekcje".

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie: "Jaki jeden nawyk w  życiu warto zmienić, by: a) mieć więcej pieniędzy, b) żyć spokojniej i przyjemniej?" opowiedziałbym bez zastanowienia: Trzeba zerwać z naturą kolekcjonera.

1) Książki. Przyznaję, mam w domu całą masę książek, które chcę przeczytać. Gdybym wziął teraz rok wolnego, siedział i czytał tylko te, które już mam i chcę przeczytać (nie licząc tych, które chciałem przeczytać, a nie przeczytałem - lecz ciągle powinienem :) ) to i tak bym nie zdążył. Co nie zmienia faktu, że przynajmniej raz w miesiącu przynoszę z empiku kolejne książki, które chciałbym przeczytać. Nie powiem: nie kupować, bo sam kupuję. Nie powiem: wypożyczać, bo sam wolę kupić, niż wypożyczyć. Nie będę więc przekonywał do czegoś, czego sam nie robię. Powiem tylko: kupować mniej. Czytać to, co już mamy.

2) Czasopisma. W rzeczywistości, która dostarcza masę informacji, wiedzy i rozrywki w postaci cyfrowej nie ma chyba żadnej wyraźnej potrzeby, żeby gromadzić sterty mniej lub bardziej kolorowego papieru. Ja zrezygnowałem całkowicie z kupowania gazet lub czasopism. Polecam. (a wydawcy prasy niech się martwią, jak w tej nowej rzeczywistości zarabiać; to nie nasz problem).

3) Ubrania. Ja nie mam z tym wielkiego problemu, moja żona też nie. Ale widzę u wielu (naprawdę wielu) znajomych naturę kolekcjonerów (i zwłaszcza kolekcjonerek) butów, sweterków, piżam (pidżam?), okularów przeciwsłonecznych i całej masy innych rzeczy, które zalegają. Naprawdę można swoje ubrania ograniczyć do dwóch półek w szafce i kilku wieszaków w szafie i ciągle wyglądać bardzo dobrze. Wystarczy tak kupować ubrania, by mogły one wzajemnie tworzyć różne kombinacje.

4) Naczynia. Filiżanki, talerzyki, dzbanuszki, noże do sera, noże do innego sera, deska prostokątna, deska owalna, widelczyki do ciasta, lepsze widelczyki do ciasta, kubki z bohaterami kreskówki, kubki bez bohaterów kreskówki, kubek z fajnym obrazkiem Mleczki etc. etc. Łapiecie ideę? Widzicie te szafki wypełnione po brzegi? Zdajecie sobie sprawę jak niekoniecznie to wszystko jest konieczne?

5) Ozdóbki. Oj, tego to nie znoszę szczególnie. Figurki, słoniki, ramki, wazoniki, kamyki i inne bzdury, które zalegają w mieszkaniach. Zabierając przede wszystkim przestrzeń. Wychodząc z założenia, że nie gromadzimy pierdół, po pierwsze... nie ulegniemy pokusie kupienia kolejnej bzdury (na wycieczce, na przecenie, na co dzień, bo po prostu wpadłlo w oko), po drugie... będziemy się czuć lepiej we własnym domu. Więcej przestrzeni = lepsze samopoczucie. Graty rozpraszają, denerwują.

6) Narzędzia. Na wszelki wypadek wszystkie są potrzebne, bo a nóż... Bzdura. I tyle. Wiem, że nie przekonam milionów braci Adama Słodowego, którzy wiedzą, że wszystkie te rzeczy im są niezbędne. Nie przekonuję więc na siłę. Ale gdyby tak zechcieli na tę swoją skłonność spojrzeć z boku... doszliby do wniosku, że jeśli coś będzie naprawdę wymagało użycia narzędzia, można zadzwonić po fachowca, albo po prostu kupić dopiero wtedy. A nie zawczasu "na wszelki wypadek".

Podsumowując: minimalizm i odgracanie (decluttering) to niezwykle popularne dziś w Sieci hasło. I świetnie. Choć ja przekonałem się do korzyści, jakie on niesie już wcześniej. Kiedy nawet nie wiedziałem, że tak to się nazywa. Kiedy nie wiedziałem, że zostało to wszystko opisane. A zostało - polecam: ZenHabits oraz mnmlist (tam pojawia się ciekawa choć nieco ekstremalna koncepcja "50 rzeczy")

Wyrzuciłem niedawno cztery duże torby ubrań. Nie nosiłem niektórych, inne bardzo rzadko. Książek nie potrafię na razie się pozbyć (zarówno tych, które mam jak i tych, które ciągle kupuję). A Ty? Jesteś kolekcjonerem? Nie umiesz pozbyć się swoich kolekcji? Czy też może zmieniłeś swoje mieszkanie z "graciarni" na lekką, wygodną przestrzeń?

wtorek, 15 czerwca 2010

Skup się i oszczędzaj swoje oszczędności!

Główny problem - w moim odczuciu - który zniechęca do oszczędzania to brak efektów.

No bo… kupujemy taniej, odmawiamy sobie przyjemności, rezygnujemy z droższego pakietu w kablówce itd. itd. A tu nic! Jak było, tak jest. Długi były i są. Oszczędności nie było i nie ma.

Bardzo często (nie zawsze, ale często) dzieje się tak dlatego, że nie pilnujemy tych małych oszczędności:

- zaoszczędzimy robiąc obiad w domu zamiast iść do knajpy, ale kwota ta "rozchodzi/rozmywa" się gdzieś zupełnie indziej;

- obetniemy pakiet w kablówce na ten o połowę tańszy, ale tej kwoty nigdzie nie widać.

Zaraz potem pojawia się niesławne hasło: Oszczędzam i oszczędzam, ale to nic nie daje; oszczędzanie jest bez sensu. Co mam z tego, że nie mogę oglądać HBO?!!!

Frustracja jest zrozumiała. Ale też możliwa do uniknięcia.

Nie poszedłeś na obiad do knajpy za (na przykład) 50pln? 50 pln na konto oszczędnościowe.

Pakiet tv zmieniłeś na tańszy o 20pln? Przelewaj co miesiąc te 20pln na niespłaconą kartę kredytową.

Przykłady można mnożyć, ale idea jest już chyba łatwa do wychwycenia.

Po roku efekty mogą być naprawdę spektakularne. To tak jak ze światłem słonecznym. Jeśli rozproszone - po prostu świeci. Jeśli skupimy je przy pomocy szkła powiększającego - wiadomo.

Zatem: skup się i oszczędzaj swoje oszczędności!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

FRUGAL jako blog zaczął się, gdy ja zacząłem zmieniać swoje finansowe nawyki i wyprowadzać na prostą swoje długi oraz budżet domowy. Na blogu dzieliłem się pomysłami, ale też problemami, wpadkami, zniechęceniem i próbami pokonania tych trudności.

Od paru miesięcy konsekwentnie realizuję to, o czym piszę. I zbliżam się do końca tego, co przyświecało mi na samym początku. Czyli do uwolnienia się od długów.

Ta konsekwencja i spokojne comiesięczne działanie ma niesamowicie pozytywny wpływ na mój domowy budżet i moje nastawienie do pieniędzy. Niestety negatywny wpływ ma na pisanie bloga. Bo o czym tu pisać - myślę co tydzień. Wszystko idzie normalnie, toczy się... nuda.

Dlatego przestałem. Ale widzę, że etap, do którego dotarłem - choć dla mnie daleki jest jeszcze od wymarzonego - dla wielu ludzi, których spotykam, słucham, czytam, jest wciąż nieosiągalny. Wielu moich znajomych, krewnych ale też zupełnie obcych ludzi ma poważne problemy finansowe. Długi rosną a zarobki nie. Wielu z nich nie wie, jak sobie z tym poradzić - wielu nawet nie próbuje.

Myślę więc, że ciągle jest przestrzeń dla takiego pisania, jak moje. Ciągle też jest potrzeba (o czym świadczą wciąż nadchodzące maile czy komentarze pod ostanimi wpisami).Dlatego będę pisać...

Codziennie? 3 razy w tygodniu? Zawsze? Nie wiem. Nie obiecuję niczego. Zobaczymy. Postaram się zrobić wszystko, żeby pomóc tym, którzy czytając FRUGALA szukają inspiracji do spokojniejszego finansowego życia. Wiem tylko, że to ostatnia reaktywacja - jeśli teraz z jakiegokolwiek powodu przestanę pisać, to już forever... Ale to - mam nadzieję - czarny scenariusz, który się nie spełni.

Wiem (obserwując statystyki), że zaglądają tu już tylko nieliczni. Mam więc prośbę do tych, do których ten wpis dotarł (przez RSS, przypadkowo) - powiedzcie innym, że Frugal wrócił :)

Frugal

Wypromuj również swoją stronę