Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
środa, 18 sierpnia 2010

Samochód: nowy czy używany?

W związku z tym, że mój 9letni samochód zaczyna coraz częściej uskarżać się na swoją starość (które to skargi kończą się wizytą u mechanika) zacząłem myśleć o zmianie. Nie jest to myślenie na za tydzień czy za miesiąc, ale czuję, że ten moment jest raczej bliżej niż dalej.

Odwieczny dylemat: nowy czy używany?

Do tej pory zawsze myślałem: używany. Obecne auto również kupowałem używane i generalnie kupowanie używanych aut było w moim przekonaniu bardzo frugalowe.

Dziś już nie mam takiej pewności. Jedna z ludowych mądrości (nie sądze, by była poparta dowodami) głosi, że nowe auto po wyjechaniu z salonu traci 20% swojej wartośći. Ale właściwie o co chodzi? Odpadają jedne drzwi i jedno koło? Nie. Ciągle jest to nowe auto. No ok... zgrywam się. Rozumiem, że to powiedzonko można przetłumaczyć: gdybyś chciał sprzedać po wyjechaniu z salonu, musiałbyś sprzedać o 20% taniej. Ale nie po to kupujesz samochód, by od razu sprzedawać. Prawda? Jeśli kupujesz auto na 7-8 lat, to czy ma znaczenie, że tuż po wyjechaniu z salonu nie sprzedałbyś go w tej samej cenie, za którą kupiłeś?

A używane? Naprawdę się opłaca? Używane to przecież nie tylko cena samochodu. To również koszty dodatkowe. Niektóre rzeczy trzeba by od razu wymienić. Np. pasek rozrządu, może opony. Nigdy nie masz pewności, kto tym autem jeździł i co za chwilę trafi szlag. Mam znajomego, który zapłacił 40tysięcy za samochód używany (VW Touran) i po 3 miesiącach okazało się, że ma wadę silnika, której sprzedający nie ujawnił (choć wiedział). 9 tysięcy na remont silnika. Plus: nerwy, rozczarowanie, czas. Za 50 tysięcy można kupić dobry nowy samochód - choć nie Tourana.

I tu dochodzę do sedna: moim zdaniem lepiej kupić nowy z niższej półki, niż używany z wyższej w tej samej cenie. Nie będę tej tezy bronił jak niepodległości i przekonywał, że Ty też powinieneś tak zrobić. Ale ja tak zrobię za jakiś czas. (Gdybym mógł - jak obecne - kupić auto od własnego ojca, który: a) prawie w ogóle nim nie jeździł; b) wiem, jakim jest kierowcą; wiem, że nic z samochodem się nie działo i nie dzieje, to kupiłbym używane. Bo wiem, że po 5 latach i tak jest prawie nieużywane. Natomiast nie znam się na tyle na samochodach, by ocenić czy kupowany pojazd nadaje się do tego, by normalnie funkcjonować czy nie.)

Myślę też, że przy zakupie samochodu pomijamy najważniejsze pytanie: Do czego ma służyć? Jeśli dojeżdżamy do pracy w mieście, raz w tygodniu na zakupy, raz na miesiąc poza miasto, raz na rok na urlop - to potrzebne jest nam duże, wypasione auto z dużym silnikiem? Raczej nie. Do czego ma służyć? Odpowiedź na to pytanie pozwala łatwo wybrać samochód.

Jest jeszcze jedna kwestia. Jeśli nie mam samochodu, potrzebuję i moge przeznaczyć na niego 10 tysięcy, to powyższy dylemat nie istnieje. Oczywiste. Ale przy 30-40 tys. budżecie, pytanie nabiera sensu. [przyznaję, ja jeszcze sobie trochę pozbieram, poza tym zamierzam jeździć obecnym dopóki zupełnie się nie rozpadnie]

niedziela, 15 sierpnia 2010

Ostatnie tygodnie zupełnie nie sprzyjały pisaniu z kilku powodów:

a) oblepiające upalne powietrze nie sprzyja skupieniu i pracy.

b) nadeszły wakacje, więc trzeba było opuścić na jakiś czas miasto. W tym roku wakacje były bardzo "Frugalowe". Żadnej zagranicy, żadnych drogich wypadów. Skorzystaliśmy z faktu, że rodzice mają duży dom na wsi na Pomorzu, gdzie spędziliśmy miło dwa tygodnie jeżdżąc nad morze (jakieś 25 minut drogi z domu rodziców). A i oni się ucieszyli (chyba ;) ), bo w ciągu roku widujemy się mało.

c) Od etapu oszczędzania Frugal postanowił przejść do etapu większego zarabiania. Założyłem wraz z żoną firmę, którą po godzinach mamy zamiar rozwijać i prowadzić. Wystartowała 1 sierpnia, na razie staramy się informować wszystkich wkoło, co robimy, żeby "pocztą szeptaną" pojawiła się w świadomości ludzi. No i mamy nadzieję, że z tygodnia na tydzień zacznie przynosić dodatkowe dochody. O szczegółach na razie nie chcę mówić, jako że przyjąłem zasadę bycia Frugalem na tym blogu i kropka. Nie mówię o sobie. Nie zdradzam nazwiska. Może to się kiedyś zmieni, zobaczymy...

Sama firma nie niesie za sobą wielkiego ryzyka finansowego. Zainwestowaliśmy:

- 850 pln w stworzenie prostej ale czytelnej i profesjonalnej strony internetowej

- co miesiąc ok. 230 pln (wg tabelki z ZUS) opłat [jesteśmy zatrudnieni na etacie, więc nie obowiązują pełne opłaty] To też nie jest wielkie ryzyko, bo jeśli nie pojawią się zyski, spora część tego wraca w rocznym rozliczeniu podatkowym (błagam, nie dopytujcie o szczegóły :) Nie znam się na tym dogłębnie :) )

- wykorzystujemy sprzęt (komputer) który wprawdzie jest drogi, ale i tak został kupiony razem z oprogramowaniem już wcześniej. To komputer i oprogramowanie, na którym pracuję w pracy, więc i tak chciałem go mieć (używam metafory piłkarza, który ma swoją piłkę w domu, żeby mieć z nią kontakt i nabierać wprawy nie tylko w pracy)

- nie wydajemy na razie na: wizytówki: nie mam przekonania do skuteczności wizytówek (w pracy dostaję ich całe mnóstwo a i tak potem gdzieś się gubią). Jeśli ktoś prosi o kontakt, wysyłamy mu natychmiast smsa z danymi, potem zaś mail z podziękowaniami za spotkanie i danymi kontaktowymi; pięczątkę: jeśli nie ma obowiązku posługiwania się pieczątką, nie posługujemy się nią. Być może tylko na razie, ale na początku stosujemy zasadę, że jeśli na coś nie trzeba wydać pieniędzy, to nie wydajemy. Oprogramowanie biurowe: Google Docs to świetne narzędzie i z niego korzystamy. Nie potrzeba nam rozbudowanych pakietów biurowych, z których legalnie można korzystać tylko na jednym komputerze (lub na kilku za zdecydowanie większą opłatą). Abonament telefoniczny: kupiliśmy telefon na kartę i na razie wystarcza.

d) Nie zmienia to wszystko jednak faktu, że cały czas wkładamy dużo wysiłku w prowadzenie, utrzymanie i wyprowadzenie ku świetlanej przyszłości naszego domowego budżetu :)

e) Jeśli chcecie, by frugalowa motywacja do pisania rosła a nie spadała, polecajcie blog znajomym (nic tak nie 'nakręca' jak świadomość, że czyta nas coraz więcej osób) i zaproście ich (sami siebie też) na: www.facebook.com/blog.frugal [jeśli znacie ludzi, którym oszczędzanie i finanse osobiste są bliskie kliknijcie funkcję "Poleć stronę"] Facebook to dziś jeden z lepszych sposobów na promocję tego, co się pisze. Niech będzie nas tam jak najwięcej :)

Frugal

Wypromuj również swoją stronę