Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
niedziela, 22 marca 2009
Ksiazki o finansach
Książki, które zmieniły moje finansowe życie :) Polecam je na czas kryzysu. I to nie tylko tego przez "K", ale tych małych kryzysów, z którymi borykamy się we własnych domach i prywatnych budżetach.

Polecam te książki a nie inne wg bardzo subiektywnego kryterium. To w nich znalazłem wiedzę, której szukałem. To dzięki nim zacząłem panować nad swoimi pieniędzmi. 

1. Najbogatszy człowiek w Babilonie George S. Clason

Elementarz. Absolutny elementarz. Jeśli ktoś już jako tako radzi sobie ze swoimi finansami, pewnie tę książkę wyśmieje. Ale jeśli jesteś na początku drogi (jak ja parę miesięcy temu) i chłoniesz wszystko, czego tylko o zarządzaniu domowym budżetem i oszczędzaniu można się dowiedzieć, na pewno warto przeczytać. Książka ma formę przypowieści ze starożytnego Babilonu. Czyta się dobrze. Z tego co wiem, geneza była taka, że rozdziały tej książki były początkowo rozdawane w amerykańskich bankach w czasach Wielkiego Kryzysu, aby pomóc ludziom zdobyć podstawową wiedzę o ich pieniądzach. 

2. Total Money Makeover Dave Ramsey

Masz karty kredytowe? I pożyczkę w banku? I kredyt odnawialny? Aha... jeszcze pożyczyłeś/aś od rodziny? Domyślam się, że też kilka niezapłaconych rachunków złowrogo spogląda ze stołu. Znam to... Jeszcze niedawno też nie ogarniałem sytuacji. Gdy zacząłem szukać wiedzy, wskazówek, itd. w pewnym momencie rady przedszkolne "wydawaj mniej niż zarabiasz" nie wystarczały. Książka Ramseya to bardzo konkretny przewodnik, który ma wprowadzić w nasze życie Całkowitą Finansową Przemianę (takie swobodne tłumaczenie tytułu). 

Książka jest sławna i można powiedzieć kultowa wśród tych, którzy też nie ogarniali swojej sytuacji finansowej (dużo o niej na różnych amerykańskich blogach o finansach osobistych). Za jakiś czas napiszę pewnie o niej więcej. Teraz nie czas. Wspomnę tylko, że główny pomysł Ramseya to debt snowball (kredytowa śnieżna kula). Więcej o tym niebawem. 

Aha... książka niewydana w Polsce :( Ja kupiłem wydanie oryginalne choć tanie nie jest. (ok. 50złotych przez empik.com). Postaram się przedstawić tu na blogu jej główne wskazówki i rady. Co nie zmienia faktu, że moim zdaniem to na początek bardzo dobrze zainwestowane pieniądze. 

3. Bogaty ojciec, biedny ojciec Robert Kiyosaki

Mimo wszystko. Dlaczego mimo wszystko? Po pierwsze, nie znajdziesz tu tak konkretnych wskazówek jak u Ramseya. Po drugie, wielu uważa Kiyosakiego za hochsztaplera i oszusta, który robi ludzi w konia przy pomocy ładnych słówek. Po trzecie, jeśli masz długi i musisz zacząć oszczędzać, to Bogaty ojciec nijak nie przystaje do rzeczywistości. Ale... no właśnie, ale... ale... ale... 

Książka daje niesamowitą inspirację. Jeśli odrzucisz sceptycyzm i dasz się ponieść, możesz naprawdę nabrać chęci do działania. Poza tym Kiyosaki daje do myślenia nad zasadniczym pytaniem: po co w ogóle zawracać sobie głowę tymi pieniędzmi? Dzięki niej dowiedziałem usłyszałem o finansowej wolności. Czytałem Bogatego ojca, gdy jeszcze nie miałem pojęcia jak opanować swoje pieniądze. Mało tego, nie miałem w ogóle pojęcia, że tkwię w kłopotach po uszy. Nie miałem też pojęcia, że można zacząć inaczej myśleć o pieniądzach. Ta książka to był pierwszy krok. Dlatego, mimo że entuzjazm do Kiyosakiego lekko minął, to wciąż bardzo istotna pozycja w mojej biblioteczce. 

sobota, 21 marca 2009

To pytanie padło na forum "Oszczędzamy". Z pozoru prowokacyjne ale wg mnie szalenie istotne.
Wszystko dlatego, że uczciwa odpowiedź na nie wymaga, by określić cel. Bez niego każde działanie - kontrolowanie wydatków, odmawianie sobie cotygodniowego jedzenia na mieście, rezygnacja z dodatkowych kanałów filmowych w kablówce, tańsze buty zamiast droższych itd. itd. - wydaje się być tylko obsesją i idiotyczną rezygnacją z przyjemności.

Ale jeśli:
- muszę się pozbyć długów
- chcę zapomnieć o wieczorach, gdy zestresowany siedzę nad rachunkami i pustym portfelem
- zamierzam jak najszybciej odłożyć kasę, która "w razie czego" pokryje niespodziewane wydatki
- marzę o tym, by w przyszłości móc się utrzymać z inwestycji i nie panikować, że ewentualna utrata pracy zrujnuje życie moje i mojej rodziny...

...to oszczędzanie, kontrolowanie wydatków, tworzenie budżetu... po prostu ma sens.

I tyle. Ja wybrałem, co uznałem za ważne i słuszne. Ty nie musisz. Możesz. 

poniedziałek, 16 marca 2009

To mój arkusz kalkulacyjny, który pozwala: kontrolować wydatki i zacząć oszczędzać.

spreadsheets.google.com/ccc?key=pWIhktvkbNyEpFYNnCLtjAw

Arkusz ma dwa "podarkusze" - "Suma" i "Wydatki". Można go eksportować na dysk i używać do woli.

To wymaga (o czym pisałem wcześniej) samodyscypliny (żeby zbierać paragony, spisywać nawet najdrobniejsze wydane sumy) ale warto... Dzięki temu arkuszowi wszystko powinno być łatwiejsze, przyjemniejsze i bardziej czytelne. 

poniedziałek, 02 lutego 2009

Kontrola wydatków to podstawa, żeby wyjść z długów, zacząć oszczędzać a potem inwestować.

 Przyznam jestem dopiero na etapie wychodzenia z długów, dlatego kontrola wydatków i miesięcznego budżetu to sprawa najwyższej wagi. 

Sposobów jest pewnie tysiąc albo i kilka tysięcy. Ja znalazłem swój...

Potrzebne mi trzy rzeczy: 

1. konsekwencja i upór

2. zwykłe pudełko

3. naszakasa.xls (czyli arkusz kalkulacyjny który sobie stworzyłem)

 3. Zacznę od ostatniego punktu. Stworzyłem prosty (wręcz prymitywny) arkusz kalkulacyjny, do którego raz w tygodniu wpisuję wszystkie wydatki. Widzę jak na dłoni ile wydałem, ile mogę wydać, gdzie są słabości. 

2. Aby raz na tydzień usiąść i wpisać wydatki do arkusza, zbieram wszystkie paragony, kwitki, rachunki. Wrzucam do pudełka, ktore stoi sobie w kuchni. Dzięki czemu niczego nie przeoczę. 

1. Pierwszy punkt jest najtrudniejszy. Bo jeśli zapomnę kilku paragonów, jeśli nie będzie mi się chciało wpisać wydatków do arkusza, to wszystko bierze w łeb

A jakie są Wasze sposoby, żeby trzymać kasę w ryzach? 

Gdyby ktoś chciał mój arkusz ("nasza kasa") zostawcie w komentarzu pod notką adres mailowy. Prześlę. 

środa, 26 listopada 2008
Muszę ograniczyć wydatki, żeby miesiąc kończył się in plus a nie in minus. To oczywiste bo mam długi. Ale nawet, kiedy ich nie ma "muszę" musi być oczywiste, żeby długi się nie pojawiły.

Mogę... bo kiedy się skupię i zanim coś kupię, pomyślę, to się udaje. Mogę najczęściej wtedy, kiedy oddzielę potrzeby od zachcianek. I na zachcianki wydaję baardzo rzadko :)  To nie jest łatwe, trzeba otwarcie przyznać. Łatwe jest przez jeden dzień, dwa, tydzień. Po miesiącu, dwóch, koncentracja spada i łatwo zapomnieć o celu. Ale mogę...

Chcę zapomnieć o długach, wydawać mniej, oszczędzać więcej, bo ile razy można ze smutkiem zaglądać na konto i kupę kasy przeznaczać na spłatę kredytów zamiast na fajne życie.

Potrafię, bo ilekroć się skoncentrowałem na celu - udawało się. 
poniedziałek, 24 listopada 2008

1. Jestem na początku drogi do wyjścia z długów i oszczędzania (drugi raz, przyznaję), więc oczywista oczywistość musi się pojawić: wydawać mniej niż zarabiam.

2. Oczywista oczywistość powyżej nigdy się nie udawała (gdyby się udawała nie miałbym długów), bo nie kontrolowałem wydatków. Od paru miesięcy kontroluję wydatki w bardzo prymitywny ale skuteczny sposób. Czegokolwiek bym nie kupował chowam paragon a w domu wrzucam go do przeznaczonego tylko na ten cel pudełka.

3. Raz w tygodniu wszystkie wydatki wpisuję do arkusza w OO Calcu (darmowy odpowiednik Excela. Wkrótce wrzucę tu ten arkusz, żebyście mogli go sprawdzić, przetestować... Można użyć też specjalnych programów (jak np. Domowy Budżet) lub serwisów w sieci (Quicken, Mint, Pear Budget czy polskie Moje Oszczędności) lub po prostu kartki papieru lub zeszytu. Ale dla mnie najwygodniejszy jest arkusz kalkulacyjny.

4. Rozplanować wydatki. Bywało tak, niestety, że kontrolowałem wydatki ale prowadziło to do depresji, bo na koniec miesiąca okazywało się, że znów wydałem więcej niż zarobiłem. Trzeba więc stworzyć budżet (czy mówiąc po ludzku domowy plan wydatków). 

5. Ciąglę się kontrolować, motywować, nie tracić nadziei... bo oszczędzanie i wyjście z długów, odkrywam, to przede wszystkim psychologia a nie matematyka. 

O każdym z pomysłow z osobna juz wkrótce. 

sobota, 22 listopada 2008

Skoro postanowiłem walczyć z nadwagą, postanawiam również pokonać długi finansowe. 

Stan na dziś: ok. 15 tysięcy zadłużenia (karta kredytowa, kredyt odnawialny, pozyczka od rodziców).

W kwestii "wolny od długów" mam trzy cele:

1. odłożyć minimalną kwotę "na wszelki wypadek" (1 tys.); spłacić kartę kredytową (5 tys.) i pożyczkę od rodziców (4 tys.). Czas realizacji: jak najszybciej (przy obecnych dochodach, pierwszy kwartał 2010 r.)

2. spłacić roklinię i odłożyć normalną kwotę "na wszelki wypadek".(10 tys.) Czas realizacji: pierwszy kwartał 2011 r.)pro

3. zacząć inwestować i dążyć do finansowej niezależności i wolności. (czas i sposoby realizacji ustalę podczas realizacji 1. i 2. oraz pisząc tego bloga) 

A na tym blogu będę: 

- spisywał comiesięczny postęp

- szukał i prezentował metody walki z długiem

- przytaczał źródła wiedzy o domowym budżecie, walce z długiem, oszczędzaniu

 

Zaczynamy. Jest sobota 22 listopada 2008 roku. Trzynaście minut po północy. 

 

1 ... 11 , 12
 
Frugal

Wypromuj również swoją stronę