Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
wtorek, 09 lutego 2010

10 porad

W kontekście jakiejkolwiek życiowej zmiany, jakiegokolwiek postanowienia mówi się o drobnych krokach. Podobno nie wolno rzucać się na głęboką wodę, bo można utonąć. Jeśli dziś zaczynasz oszczędzać lub wychodzić z długów, zaatakuj swoje finanse zdecydowanie. Oto 10 prostych kroków, które w krótkim czasie odmienią Twój domowy budżet.

1. Zapisuj każdą wydaną złotówkę. Każdą! Wielu ten krok wydaje się głupi. Mówią, że to niemożliwe. Że za dużo drobiazgów w ciągu dnia kupujemy, by wszystkie zapamiętać. Jeśli naprawdę jest ich za dużo, zrezygnuj z nich od razu. Na pozostałe rzeczy bierz paragony i wpisuj tego samego dnia do arkusza kalkulacyjnego.

2. Ogranicz to, co pijesz. Zimne napoje = woda. Ciepłe napoje = herbata. Nic Ci więcej nie potrzeba. Zobaczysz, jak wiele można zaoszczędzić nie kupując żadnych soków, coli i kawy z automatu.

3. Przelewy bankowe tylko przez internet. Trudno w to uwierzyć, ale cała masa ludzi robi przelewy na poczcie. To strata miesięcznie nawet kilkudziesięciu złotych. Niepotrzebnie.

4. Rzuć wszystkie niezdrowe i drogie nawyki. Głównie papierosy puszczają z dymem budżet domowy. Ale piwo po pracy, kilka drinków w piątek wieczorem topią Twoje domowe finanse.

5. Rozrywka może być tania. Książki z biblioteki, filmy w tv, scrabble, które ściągniesz z zakurzonej półki. Jogging, sanki/rower (zależnie od pory roku), spacer śladem znanych ludzi z Twojego miasta... użyj swoich pomysłów, swojej wyobraźni. Ale naprawdę nie musisz z rodziną iść do multikina, żeby miło spędzić czas.

6. Pozbądź się skrytych wydatkożerców. Niepotrzebne kanały w kablówce (zlikwiduj), nieużywane minuty w drogim abonamencie telefonicznym (zmniejsz), odsetki z karty kredytowej (spłać). Poszukaj, rozejrzyj się. Skrytych wydatkożerców masz w swoim budżecie wielu.

7. Zjedz śniadanie. Gwarantuje Ci, że ryzyko kupowania drożdżowek, batoników i innych "junk-foodów" w ciągu dnia jest po zjedzeniu solidnego śniadania prawie zerowe. W skali miesiąca - kilkadziesiąt złotych in plus.

8. Spłać wszystkie długi. Nie tylko odsetki, które idą do banku ale też wszystkie obowiązkowe comiesięczne kwoty: minimalna spłata, rata etc. które potem pozostają dają ogromnego "kopa" naszym finansom. To jedno z dwóch (po dodatkowych zarobkach) największych turbodoładowań dla naszych pieniędzy.

9. Przygotuj obiad dzień wcześniej. Nic tak bardziej nie kusi, by zamówić pizzę, pójść na jakiegoś fastfooda lub po prostu kupić obiad na mieście, niż brak obiadu w domu. Po pracy nie chce nam się już wymyślać, kombinować, szykować, jesteśmy zmęczeni i głodni, więc idziemy na łatwiznę. A to oznacza wydatki. Dużo wydatków. Obiady domowe (im prostsze, tym lepiej) zostawiają w naszych portfelach naprawdę pokaźne sumy.

10. Zacznij, po prostu zacznij. Jeśli nie, ciągle będziesz mieć długi, ciągle pieniądze będą przeciekać przez palce.

poniedziałek, 08 lutego 2010

zima

Tegoroczna zima pokazała jak ważny jest fundusz bezpieczeństwa. Niższe niż zazwyczaj temperatury, więcej niż w poprzednich latach śniegu i dodatkowe wydatki zaczęły się mnożyć. I to w kilku sferach naszego życia.

Samochód. Podobno przy niskich temperaturach nasze auta spalają ok. 1,5-2 l./100 km więcej. To raz. Jeżeli ktoś nie miał (ja nie miałem) musiał kupić łopatę, żeby codziennie rano przywrócić wygląd samochodu od stanu: "igloo" do tego, czym zazwyczaj jeździ. To dwa. Akumulatory, klemy, wzywane do odpalania taksówki, taksówki, którymi musieliśmy na ostatnią chwilę jechać do pracy, bo samochód mimo najszczerszych chęci nie odpalił. To trzy. I to nie koniec różnych niespodziewanych wydatków związanych z samochodem.

Ubrania. Wiadomo - "na cebulkę". Więc przydaje się ich więcej niż zazwyczaj. Płaszcz sprzed roku okazuje się niewystarczający na taką temperaturę, więc żeby przeżyć kupujemy nowe, ciepłe kurtki. Buty zniszczone od soli wymagają naprawy (w najlepszym wypadku) lub wymiany (w gorszym). Cały budżet zaplanowany na ubrania szlag trafił, bo co chwilę okazuję się, że zima nie tylko zaskoczyła drogowców (choć moim kontrowersyjnym zdaniem nieźle sobie z TAKĄ zimą poradzili; widziałem to w wielu, wydawałoby się, hardcorowych miejscach... no, ale to temat na osobną dyskusję).

Jedzenie. Czuję jak mój organizm woła i krzyczy z wewnątrz: tłuuuszczu, tłuuuuszczu, cukróóóów, słooooodyczy..... I ja na ten zew odpowiadam. Ale (przyznajcie się!) nie tylko ja. Kanapka, jogurt i jabłko, które pakuję do pracy nie wystarczają. Potrzebuję konkretów, dużo konkretów (konkretnie widać to też na wadze), ale żeby przetrwać: jem. I rubryka "Jedzenie" w arkuszu wydatków pęcznieje.

Lekarstwa. A to na gardło, a to na osłabienie, a to na przeziębienie. Zdążyłem zapomnieć już, gdzie jest najbliższa apteka (zdążyłem też zapomnieć, że trzeba na lekarstwa przewidzieć jakąś kwotę w budżecie) a w ostatnich dwóch tygodniach musiałem sobie przypominać dwa razy. Na lekarstwa, wizyty lekarskie (o opatrunkach na zwichniętą od wywrotki na śliskim chodniku nogę nie wspominając).

Dom/Mieszkanie. Właściciele mieszkań podkręcają kaloryfery na IV a nie jak rok temu na III. To się odbije na rachunkach. Właściciele domów już musieli zamawiać kolejne tony węgla, bo to, co oszacowali jako wystarczający opał do marca właśnie się skończyło. Gdzieniegdzie pękają rury, niszczeją od srogich mrozów inne elementy, które trzeba wymienić. Wezwać fachowca... A odśnieżanie?! A tony śniegu?! A kto wykupił we wszystkich sklepach łopaty?! Do tego czasem trzeba zatrudnić chłopaków z sąsiedztwa, bo sami nie mamy kiedy odsnieżać.

Nie wierzę drodzy frugalowi przyjaciele, że wszyscy byliśmy na te wydatki dobrze przygotowani. Nie byliśmy, ale warto wyciągnąć lekcję. I przypomnieć sobie, że solidny fundusz bezpieczeństwa to podstawa spokojnego budżetu w domu. Bo... zima się skończy a niespodziewanych lub niespodziewanie dużych wydatków nie zabraknie.

 

poniedziałek, 04 stycznia 2010

20/10 metoda na nowy rok

Zaczął się: nowy, budzący nadzieję, że teraz to już na pewno będzie lepiej, rodzący postanowienia itd. itd. Nowy Rok 2010. Wśród wszystkich postanowień te finansowe (obok odchudzających) są najpopularniejsze: zacznę oszczędzać, pozbędę się długów i inne. Dla tych, którzy chcą w 2010 zaoszczędzić i pozbyć się długów proponuję autorską metodę oszczędzania.

Metoda 20/10 na rok 2010. To metoda, która odpowiada na pytanie: ile oszczędzać, ile na długi, ile inwestować.

1. Wstęp

Najpierw łańcuszek, o którym już kiedyś pisałem: 1. długi - 2. oszczędności - 3. inwestycje. Piszę o nim, bo zależnie od Twojej sytuacji finansowej skupisz się albo na 1. i 2. albo na 2. i 3. Jeśli nie masz żadnych długów to interesują Cię tylko 2. i 3. Jeśli masz długi zapomnij o inwestycjach.

2. Metoda "20/10"

Metoda jest szalenie prosta. 20% dochodów przeznaczamy co miesiąc na długi - 10% na oszczędności. Szybkie wyliczenie: do Twojego budżetu domowego wpływa co miesiąc 3500 pln? 2400 przeznaczasz na życie. 750 przelewasz na długi (Jakie konkretnie jeśli mamy ich kilka? To już osobny wątek, ale zawsze warto pamiętać o metodzie kuli śnieżnej) i 350 na oszczędności.

Jeśli nie masz żadnych długów 20% na oszczędności, 10% na inwestycje.

3. Dlaczego ta metoda działa?

Dlatego, że to, co ważne dla domowego budżetu w danej chwili otrzymuje solidny zastrzyk w postaci 20% dochodów (pozbywasz się długów a potem oszczędzasz) ale nie zapominasz o tym, co równie ważne i niezbędne (czyli 10% najpierw na oszczędności a potem na inwestycje). Są oczywiście tacy, którzy stwierdzą, że od razu trzeba inwestować i się bogacić nie tracąc czasu na ciułanie oszczędności. Są też tacy, którzy powiedzą, że lepiej od razu przeznaczyć 30% na spłatę długów, by nie tracić czasu i odsetek kredytowych na ciułanie oszczędności. Być może...

...ale jeśli mam zacząć myśleć o jakichkolwiek inwestycjach, chciałbym mieć najpierw porządek we własnym portfelu (żeby nie budować na piasku). Spłata długów bez odkładania czegokolwiek na boku też wydaje mi się nieostrożna, bo w razie jakiejkolwiek trudnej sytuacji będziesz musiał/a zaciągać kolejne pożyczki.

4. Są pewne trudności

Ta metoda działa tylko wtedy, gdy za 70% dochodów jesteś w stanie przeżyć. Co zrobić jeśli zarabiasz na tyle mało, że 20%+10% odjęte od miesięcznego budżetu pozbawią Cię pieniędzy nawet na jedzenie czy niezbędne rachunki? Znów zastosować metodę 20/10 ale nie w odniesieniu do dochodów, lecz w odniesieniu do dochodów minus rachunki. Musi się udać. A potem poszukać dodatkowego źródła dochodu, bo to najlepsza ze wszystkich metoda naprawy domowego budżetu.

5. Jak wygospodarować z budżetu te "20/10".

Kontrolować wydatki. Każdą złotówkę. Czyli polecam jak zawsze arkusz kalkulacyjny "Nasza kasa".

niedziela, 20 grudnia 2009

Boże Narodzenie 2010 się zbliża

Jeśli tegoroczne Boże Narodzenie (i ubiegłoroczne, i poprzednie, wcześniejsze też, etc. etc.) zaskoczyło Cię. Jeśli znów finansowo nie ogarniasz najdrobniejszych nawet prezentów, choinki, smakołyków na świąteczny stół. Jeśli znów te wszystkie wydatki spadły na Ciebie jak grom z jasnego nieba, to posłuchaj tego: w przyszłym roku znów będzie Boże Narodzenie. Znów trzeba będzie wydawać pieniądze. Zaczynamy przygotowania. Dziś!

1. Przejrzyj tegoroczny świąteczny budżet. Za dużo? Za mało? Chcesz coś z tym zrobić? Wszystko zapisz i ustal sam ze sobą czy wszystko jest ok.

2. Oszacuj budżet "Boże Narodzenie 2010". Na podstawie pkt 1 i swojego zadowolenia z wydatków w tym roku, nie powinno być większych kłopotów, by już dziś wiedzieć, ile powinniśmy wydać za rok. Zapisz tę kwotę.

3. Podziel kwotę z pkt. 2 przez 12. No wiadomo... na styczeń, luty... etc.

4. Zautomatyzuj sprawę. Jeśli Twoja kwota to 800pln ustal automatyczny przelew 66 na oszczędnościowe (wiem, że 66 * 12 to niecałe 800, ale odsetki na oszczędnościowym uzupełnią różnicę; z nawiązką).

5. Zacznij teraz. Wiem, że takich wydatków w przyszłym roku będzie więcej. Wielkanoc, wakacje, ubezpieczenie samochodu. Ale to nie zmienia sprawy. Jeśli nie zaczniesz dzisiaj, w przyszłym roku znów niepotrzebne, przedświąteczne zmartwienia się pojawią.

Plan na podstawie postu Adama Bakera.

wtorek, 15 grudnia 2009

Xmas!

Świąteczna premia. O ile już taką dostaniemy, to jak ją spożytkować? W mojej osobistej podstawowej komórce społecznej mężczyzna (czyli ja) premii nie dostanie, kobieta (czyli żona) dostanie od firmy jakieś 500 pln (hurra!). Niektórzy - wiem - dostają bony do sklepów, kupony na zakupy etc. etc. I co z tym dalej?

1. Jeśli to bon, który trzeba wykorzystać w najbliższym czasie, sprawa jest prosta. Zakupy na świąteczny stół, prezenty... bon odciąży portfel w tym, co w grudniu ważne.

2. A jeśli to gotówka? Wydać na karpie, choinki, kluski z makiem, prezenty itd.? Czy może odłożyć? My postanowiliśmy premię żony odłożyć na oszczędnościowe. Niech rośnie w siłę, wrócimy do niej w nowym roku. Potrzeby pewnie się znajdą. Ale fakt - decyzja nie jest łatwa. Bo droższe prezenty kuszą, bo różniste okazje mamią.

3. A Ty? Dostałeś bon, gotówkę czy tylko (jak ja) przysłowiowe siano, którym można się wypchać (lub na wigilijny stół położyć)? Jak sensownie skorzystać z tego świątecznego dodatku?

niedziela, 13 grudnia 2009

proste sposobyWażnym - a niedostrzeganym - problemem (i jednocześnie częstą przyczyną porażek) jest nadmierne komplikowanie naszego oszczędzania. Chcę wyjść z długów czy uporządkować swoje finanse, to zaczynam szukać 1000 miejsc, gdzie można by zaoszczędzić. Zaczynam szukać tanich wędlin, tańszego proszku, biegam po mieszkaniu wyłączając światła, nie śpię bo w nocy robię pranie, jako że tańsza wtedy jest taryfa. BZDURY! Dlaczego? Ano dlatego, że to szybko powoduje zmęczenie, zniechęcenie i popularną refleksję, że "oszczędzanie jest dla oszołomów".

1. Prostota. Czyli przekonanie, że nie musisz mieć wszystkiego. Że mniej wystarczy. Że mniej to więcej. Wiem, że to brzmi ogólnie. Ale w tym właśnie tkwi klucz. Naprawdę. Sprawdziłem. Największe pozytywne zmiany w budżecie domowym, gdy uprościsz swoje życie. Jak to wygląda? Zamiast kanapki po drodze do pracy, kawki w bufecie, lunchu w stołówce - kanapka z domu, obiad w domu po pracy. Zamiast podjadać w nieskończoność - proste posiłki w regularnych odstępach. Zaoszczędzisz i schudniesz i wcale nie będzie Ci brakować ciągłego chaosu i zapełniania się śmieciami.

Zamiast brać wszystkie pakiety w kablówce, bo nie możesz się zdecydować - tylko te które naprawdę często oglądasz (najczęściej będzie to max. 5 kanałów). Wcale nie musisz zupełnie rezygnować z tv, wystarczy ograniczyć.

Oszczędzanie wcale nie jest skomplikowane. Wystarczy ustalić, gdzie ucieka najwięcej pieniędzy i przestać tam wydawać. Z mojego doświadczenia wynika, że dotyczy to najczęściej sfer, które są najmniej ważne (używki, rozrywki, pogoń za nowinkami). Nie daj sobie wmówić, że oszczędne życie musi być smutne - będzie po prostu spokojniejsze i mniej chaotyczne.

2. Minimalizm w kwestii przedmiotów. Gdy kupujesz kolejne rzeczy, kolejne graty nagle okazuje się, że potrzebujesz też kolejnego regału, kolejnej szafki. A potem kolejnego, większego mieszkania. Kupujesz kolejny, większy telewizor, więc i kolejne meble na których go będziesz musiał postawić. Kupujesz konsolę do gier, która wymaga potem kupowania gier (to przykład, ale mechanizm działa w wielu innych wypadkach). Bądź minimalistą (polecam zenhabits.net - świetny blog) a zaoszczędzisz i życie będzie przyjemniejsze.

3. Stwórz prosty budżet. Kilka prostych kategorii wystarczy. Nie w rozbudowaniu budżetu siła a w jego przestrzeganiu.

4. Nie zapominaj, że czasu jest mało. A czasu wolnego najmniej. Nie wykorzystasz tych wszystkich karnetów: na siłownię, na basen, do sauny, fitness etc. etc. Nie przeczytasz tych wszystkich książek, które wydaje Ci się, że przeczytać musisz. Nie obejrzysz tych wszystkich filmów w jeden weekend, więc nie wychodź z wypożyczalni z całym stosem. Stwórz prosty plan. Uprość swój czas wolny: może basen wystarczy. Jeśli w ubiegłym miesiącu zdążyłeś/aś przeczytać jedną książkę, to po co kupujesz 7? Wszystkie wydały się interesujące? Weź jedną. Potem kolejne.

Może nie musisz odwiedzić wszystkich klubów w jeden wieczór, by spotkać się ze wszystkimi znajomymi. Może wystarczy jedna butelka wina i dwie osoby, z którymi spokojnie porozmawiasz w domu.

To już nie chodzi o ograniczanie wydatków. Chodzi o ograniczanie chaosu.

5. Kupowanie nie jest rozwiązaniem. (mnmlist.com) Chcemy mieć porządek, kupujemy pudełka, pojemniki, szafki, żeby to wszystko poukładać. Chcemy schudnąć kupujemy książki o dietach, maszyny do ćwiczeń lub karnet na siłownię. Zaczynamy nowe hobby, kupujemy materiały, sprzęt, książki, gadżety. Chcemy pomóc środowisku - kupujemy ekologiczne żarówki, ekologiczne ubrania, ekologiczną żywność etc. etc. I tak dalej, i tak dalej... ale kupowanie nie jest rozwiązaniem. Zobacz czy masz już coś, co możesz wykorzystać, by zrealizować swój pomysł. Zobacz co da się zrobić bez kupowania kolejnych rzeczy. Chcesz schudnąć? Zjedz mniej i wyjdź na spacer. Chcesz poprawić sylwetkę? Pompki, przysiady, bieganie, rozciąganie. Chcesz żeby mieszkanie wyglądało lepiej? Nie musisz kupować nowych mebli, nowych dekoracji. Stwórz więcej przestrzeni, wyrzuć graty, spraw by było to miłe, przestronne miejsce a nie miejsce zapełnione setkami rzeczy, które wydają się fajne.

środa, 09 grudnia 2009

Fix It Club

Znalazłem stronę, która pomoże zaoszczędzić na opłacaniu "fachowców". Fix It Club. Trzeba - niestety (a może "rzecz jasna") - znać angielski. Opłaci się jednak. To obszerny, niezwykle bogaty zestaw poradników, instrukcji dotyczących naprawy niemal wszystkiego, co mamy w domu. Wszystko podzielone na kategorie:

- elektryka, elektronika, hydraulika, akcesoria, ogród, ubrania, etc. etc.

Warto zacząć od Fix It Basics i Fix It Tips czyli dwóch najbardziej ogólnych działów. Tam poradniki, na co zwracać uwagę przy naprawach, jakie mieć narzędzia, jak dbać o bezpieczeństwo. Elementarz.

Ale prawdziwa wartość tej strony ujawnia się, gdy mamy do naprawy... np. dzwonek do drzwi. Wybieramy z menu po lewej "Home Interior", potem z listy "Doorbell repair" i mamy przed sobą poradnik:

- Jak to działa?

- Co może się zepsuć?

- Jak zidentyfikować problem?

- Jakie części, materiały, narzędzia będą potrzebne?

- Co po kolei sprawdzić?

Nie wszystko - oczywiście - naprawimy (przy bardzo słabych zdolnościach manualnych pewnie nic), ale przy niektórych prostych urządzeniach, elementach wyposażenia, do których nie wiemy, jak się zabrać, ta strona może nam znakomicie ułatwić życie. I odciążyć portfel :)

niedziela, 06 grudnia 2009

Millenet komunikat

A konkretnie nie lubi przeglądarki Google Chrome. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniam się z Chrome, bo jest:

- szybka

- estetyczna

- wygodna

- bardziej przejrzysta niż FF czy IE.

Wszystko pięknie, ładnie dopóki nie postanowiłem zalogować się na swoje konto w banku Millenium. Oto co zobaczyłem:

Millenet: "wymagana jest inna przeglądarka niż ta której używasz"

Dlaczego? Nie wiem. Tego już nie napisano. Nie wiem więc, czy chodzi o względy bezpieczeństwa czy o tytułowe "nielubienie" (przymrużam oko w tym momencie) czy o cokolwiek innego. Chrome jest naprawdę bardzo fajną przeglądarką i w 100% spełnia moje oczekiwania. Więc nie chciałbym dodatkowo instalować Firefoksa (a IE jeśli chodzi o względy bezpieczeństwa nie jest chyba najlepszym wzorcem). W tym miejscu pytanie do Was. Czy próbowaliście logować się do swoich banków korzystając z Chrome? Czy ktoś wie, dlaczego Millenium nie pozwala się zalogować przy użyciu tej jakże sympatycznej przeglądarki?

Millenet komunikat

A konkretnie nie lubi przeglądarki Google Chrome. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniam się z Chrome, bo jest:

- szybka

- estetyczna

- wygodna

- bardziej przejrzysta niż FF czy IE.

Wszystko pięknie, ładnie dopóki nie postanowiłem zalogować się na swoje konto w banku Millenium. Oto co zobaczyłem:

Millenet: "wymagana jest inna przeglądarka niż ta której używasz"

Dlaczego? Nie wiem. Tego już nie napisano. Nie wiem więc, czy chodzi o względy bezpieczeństwa czy o tytułowe "nielubienie" (przymrużam oko w tym momencie) czy o cokolwiek innego. Chrome jest naprawdę bardzo fajną przeglądarką i w 100% spełnia moje oczekiwania. Więc nie chciałbym dodatkowo instalować Firefoksa (a IE jeśli chodzi o względy bezpieczeństwa nie jest chyba najlepszym wzorcem). W tym miejscu pytanie do Was. Czy próbowaliście logować się do swoich banków korzystając z Chrome? Czy ktoś wie, dlaczego Millenium nie pozwala się zalogować przy użyciu tej jakże sympatycznej przeglądarki?

piątek, 04 grudnia 2009

fridomia

Recenzja książki. "Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości" Sławomir Muturi, Robert Zduńczyk.

W związku z tym, że wstępów i tak nikt nie czyta, od razu przejdę do rzeczy.

Plusy:

- Konkrety. Autorzy nie snują marzeń i górnolotnych dywagacji, jak to wspaniale być wolnym finansowo mając np. 2 hotele, hipermarket i 5 strzeżonych parkingów. Oparli swoją książkę i koncepcję finansowej wolności na jednym "produkcie": mieszkaniu (mieszkaniom) pod wynajem. Co wydaje mi się dość solidnie osadzone w rzeczywistości.

- Osadzenie w polskiej rzeczywistości. Kwestie podatkowe, bankowe itd. dopasowane do polskich realiów. Konkretne wskazówki, gdzie szukać pieniędzy, ile potrzeba na początek. Jakie umowy podpisywać, na co zwracać uwagę, etc.

- Realistyczna koncepcja "Jak zacząć". Nie przekonują, że można nie mieć grosza przy duszy a jedynie fantazję i finansową inteligencję, by zacząć kupować wieżowce i lokale użytkowe. Ich pomysł zakłada 25 tys. pln, które trzeba zaoszczędzić na początek. To powinno wystarczyć na notariusza i wkład własny na pierwszą niewielką kawalerkę (nie wiem, jak w Warszawie czy Trójmieście ale w moim mieście - rzeczywiście - starczy). Tłumaczą też, że to musi potrwać nawet kilka lat, zanim wejdziemy w posiadanie (czy spłacimy) tyle mieszkań, by móc żyć z pasywnego dochodu.

- Brak pomieszania wolności finansowej z bogactwem. Autorzy ściśle trzymają się tego, że wolność finansowa to dochód pasywny na tyle duży, by móc pokryć miesięczne koszty i wydatki. Nie muszą to być dziesiątki czy setki tysięcy miesięcznie, ale kilka tysięcy wielu z nas rozwiązałoby sporo problemów ;)

Minusy:

- Adresat: kobieta. Nie wiem, skąd im się wziął ten pomysł narracyjny, ale nie "czuję" tego. (Gdybyś sprzedała..., gdybyś kupiła..., nie powinnaś..., powinnaś..., etc.). Sam - mam świadomość - w znaczącym stopniu piszę dla kobiet, ale stosowanie wyłącznie rodzaju żeńskiego w narracji jest jakieś takie... no nie wiem... natrętne, nienaturalne.

- Ten męczący pomarańczowy kolor. No... to jest dopiero natrętne. Ramki, elementy wypunktowania na każdej stronie męczą wzrok. Bardzo. Za bardzo.

Spis rozdziałów:

Zbyt długi, żeby go przepisywać razem z podrozdziałami a bez podrozdziałów zbyt ogólny.

Podsumowując:

Jeśli pomysł Kiyosakiego, by zacząć żyć z wynajmowania nieruchomości budzi Twoją wyobraźnię, ta książka to dobry kolejny krok. Konkretna, osadzona w realiach. Dobrze napisana. Nie chcę reklamować (PRowców wydawnictwa odsyłam w razie czego do ramki AdTaily po prawej stronie ;P), więc nie zachęcam do kupna. Ale przeczytać warto. (możecie wpaść do mnie, pożyczę swój egzemplarz :) )

Autorzy mają swój blog, który wystartował razem z wydaniem książki. To stamtąd zaczerpnąłem obrazek do tego wpisu (lojalnie linkując, więc mam nadzieję, że autorzy się nie obrażą :) )

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Frugal

Wypromuj również swoją stronę