Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
środa, 02 grudnia 2009

No to się naczytałem o sobie :) Debtor napisał, że mam obowiązek wobec czytelników tego bloga. I ma rację! Mam. Nie wywiązywałem się z niego ostatnio, bo dopadł mnie ten cholerny polski listopad. Uśpił, zleniwił, zniechęcił do świata. Ale w związku z tym, że się skończył czas spróbować go z siebie wykorzenić.

Jeden. Dziękuję za wszystkie słowa otuchy, tęsknoty, nagany. Gdyby nie one, pewnie nie wróciłbym do pisania.

Dwa. Blog to obowiązek, ale stoi za nim człowiek, który też miewa chwilę, gdy wywiesza białą flagę.

Trzy. Trzy wpisy w tygodniu (minimum). Umawiamy się na poniedziałek, wtorek i środę. Choć może być częściej. Ale te trzy na pewno.

Do przeczytania w środę. Zaproście znajomych :)

f.

{UPDATE:} Napisałem pn, wt i śr? Oj, jesienna deprecha jeszcze daje się we znaki. Chodzi oczywiście, że jakiś tam dzień przerwy sobie rezerwuję, czyli: poniedziałek, środa i piątek. Wpis powyżej powstał w środę, więc kolejny w piątek (już powstaje :) ) No... to mamy porządek w papierach.

czwartek, 29 października 2009

1. Planuj zakupy. Jeśli potrzebujesz zamówionej rzeczy w określonym czasie (na święta, urodziny, wakacje) zaplanuj zakup odpowiednio wcześniej. Nie ma nic gorszego niż nerwowe oczekiwanie: przyjdzie/nie przyjdzie? Oszczędzaj na kosztach wysyłki: zamawiaj kilka rzeczy, których potrzebujesz, u jednego sprzedawcy; jeśli zakup może poczekać, niech poczeka aż będziesz potrzebować coś jeszcze. Zamówisz kilka przedmiotów razem (sprzedawcy często pokrywają koszty wysyłki jeśli zamówienie przekroczy ileś tam złotych).

2. Poluj na przeceny. I na najniższe ceny. Allegro, Ceneo a często po prostu Google - pomogą Ci kupić najtaniej.

3. Uważaj na "restocking fee". Dotyczy chyba głównie sklepów zagranicznych. Nie wiem, czy to pojawia się w Polsce. (nie widziałem) Chodzi o sytuację, gdy oddajesz towar do sklepu a sprzedawca zwraca Ci jedynie część kosztów (w cenę bowiem wliczono opłatę za składowanie, pakowanie itd. a tych spraw się nie cofnie/nie zwróci). Niektórzy biorą 15% niektórzy 25%. Warto mieć to na uwadze.

4. Wybierz formę płatności. Karta kredytowa, karta zwykła, przelew? Nie wiem (znowu!) czy w Polsce można płacić za zakupy online tzw. debit card (czyli - jak można najczęściej u nas usłyszeć - bankomatową). Na pewno można kredytową, na pewno można zrobić przelew, na pewno można zapłacić za pobraniem. Co najlepiej? Zrobisz przelew, zakupy nie przyjdą - tracisz. Zapłacisz kartą kredytową: wypuszczasz swoje dane w sieć (ale ryzykujesz "nie-swoimi" pieniędzmi;). Płatność za pobraniem: czasami jest drożej. W zależności od sytuacji, różne formy płatności sprawdzają się najlepiej. Ty wybierasz (świadomie).

5. Kupuj bezpiecznie. Abecadło zakupów w sieci. Sprawdź czy strony są zabezpieczone (słynna żółta kłódeczka). Kupuj u zaufanych sprzedawców i w sprawdzonych sklepach. Zabezpiecz płatności kartą (polecam wpis Testeqa o bezpiecznym korzystaniu z banków online przy pomocy linuksowych Live CD).

Na podstawie: How Stuff Works?

piątek, 23 października 2009

Mija rok odkąd wystartował frugal.blox.pl (no, prawie rok), mijają dwa lata odkąd dotarła do mnie gorzka prawda, że moje finanse to jeden wielki bałagan. Wtedy zacząłem szukać. Sposobów, pomysłów, metod, jak to wszystko naprawić. Długą drogę przeszedłem, dłuższa jeszcze przede mną. Warto było, warto jest, ale... to wbrew pozorom nie jest łatwe.

Często słyszę: "Wystarczy chcieć!", "Zmień nastawienie!", "Uwierz!", "Zacznij!" a wszystko się odmieni. Być może. W moim wypadku od "chcieć" do "zmiana" było daleko.

Powiem Ci, jak to wyglądało, żebyś nie zniechęcał się bez potrzeby. A zniechęcić się można szybko, gdy nafaszerowany pozytywnym nastawieniem po lekturze jednego z mistrzów motywacji (tak, tak... nie Ty pierwszy widziałeś oczyma wyobraźni miliony po książkach Kiyosakiego czy Allena) zaczniesz borykać się z tzw. szarą codziennością. Oto w skrócie, przez co ja przeszedłem:

1. Poczucie, że coś jest nie tak. Pierwsza pensja, pierwsze raty, pierwsze dodatkowe zarobki, pierwsza pożyczka z banku, pierwsza zmiana pracy, pierwsza karta kredytowa, pierwsza podwyżka, pierwszy kredyt odnawialny. Toniesz. Mimo że zarabiasz pieniądze, o jakich kilka lat wcześniej nie marzyłeś.

2. Postanowienie, że trzeba coś zmienić. I pytanie: jak? Odkrywasz, że nie masz pojęcia, jak się pozbyć długów. Wpisujesz w Google: jak wyjść z długów/how to get out of debt i czytasz. Czytasz. Czytasz. Czytasz... No tak - kiwasz głową. Hmm - mruczysz przy lekturze. No przecież - krzyczysz jak Eureka czy inny Archimedes.

3. Pragnienie, by działać. Bo przecież wszystko już wiesz. Bo przecież przeczytałeś. Te 10000, 20000 pln długów znikną jak sen jakiś upiorny. Zaciskasz pasa. Mija miesiąc. Mijają dwa. Oszczędzasz. Dajesz sobie nagrodę, popuszczasz pasa. Pozbyłeś się 300 złotych długu. Potem odebrałeś z tego 200 złotych nagrody na fajny weekend. Po dwóch miesiącach wyszedłeś o 100 złotych do przodu. Słabo. Martwisz się.

4. Przekonanie, że to wszystko bez sensu. No bo przecież przeczytałeś tyle blogów, książek tyle. Przecież wiesz. Tam mówią: bogaty, bogaty, wolność finansowa, bogaty, nie musisz pracować, jesteś właścicielem biznesów, twoje pieniądze pracują na Ciebie. Piękne. A nawet możliwe. Ale jak to się ma do mojej sytuacji, do tych moich cholernych długów. Ja mam 20000 do spłacenia, które nie pozwalają mi iść do przodu. Poddajesz się.

5. Przewidywanie przyszłości. Nie wyszło, coś się nie udało, ale jeśli nic nie zmienię za 2 lata, za 3 będzie jeszcze gorzej. Wracasz do punktu 2. Znów czytasz. Wiesz jakie błędy popełniłeś, wiesz, że to nie zabawa. Zaczynasz działać od nowa. Ostrożniej. Rozsądniej. Eliminujesz bzdurne wydatki. Ale nie dla lepszego samopoczucia, że coś zaoszczędziłeś. Każda oszczędność (gazety, telewizja, jakieś abonamenty, cowieczorne dwa piwka) idzie na spłatę długów. Ziarnko do ziarnka... (wiem, wyświechtane, ale działa).

6. Udaje się. Maszyna zaczyna się toczyć. Znajdujesz dodatkowy zarobek (w moim wypadku z uporządkowaniem podejścia do pieniędzy zbiegły się: moja podwyżka i znalezienie pracy przez żonę). Wszystko nabiera tempa.

Pamiętaj. Nie wymyślisz nic nowego. Stare zasady: oszczędzaj, spłać długi - działają. Potem: wolność finansowa, bogactwo, inwestycje - czemu nie? Skoro jedno się udało trzeba iść dalej.

To są proste kroki, ale wcale nie są łatwe.

Zobacz też: 10 najpopularniejszych wpisów na frugal.blox.pl i odwiedź mnie na Facebooku.

poniedziałek, 19 października 2009

Uruchomiłem własną stronę na Facebooku. Na razie pojawiły się tam jedynie pierwsze sygnały mojej aktywności, ale zapraszam wszystkich do jednego, malutkiego, delikatnego kliknięcia:

Frugal na Facebooku

Główne założenie jest takie, by nie powtarzać tego, co możecie przeczytać na blogu frugal.blox.pl. Znajdziecie więc tam:

- linki do znalezionych przez mnie artykułów, filmów, zdjęć, które mają związek z oszczędzaniem, domowym budżetem etc.

- krótkie informacje, myśli, spostrzeżenia, jakie - mam nadzieję - będą uzupełniać blog.

- informacje - co oczywiste - o tym, co pojawiło się na frugal.blox.pl

Jestem też przekonany, że uda nam się stworzyć nową płaszczyznę dyskusji, wymiany zdań, informacji, linków i poglądów nt. pieniędzy, wychodzenia z długów, kontroli wydatków, oszczędzania. Dlatego dołączcie do grona fanów strony Frugala na facebook.com (i nie zapomnijcie powiedzieć znajomym :) )

City

"Jestem z miasta - to widać..." zwłaszcza w arkuszu wydatków. Mieszkam w dużym mieście - wydaję więcej, mieszkam w małym mieście - wydaję mniej? Zadaję sobie to pytanie, ilekroć spotkamy się ze znajomymi ze stolicy (i w rozmowach gdzieś między wersami pojawia się hasło "wydaję tyle na to, a tyle na tamto czy jeszcze coś innego"). Zadaję sobie to pytanie, ilekroć zastanawiam się: "Co by było, gdybym nie wyprowadził się z prowincjonalnych, rodzinnych stron". Mam dziś komfortową sytuację, bo mieszkam w dużym mieście, ale nie ogromnym. I patrząc od strony finansów osobistych, zastanawiam się: czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Do wniosków dochodzę raczej dwuznacznych:

5 razy "TAK", czyli "Tak - ma znaczenie - bo:"

- W dużym mieście masz więcej możliwości, gdy szukasz pracy. W efekcie szanse na większą pensję.

- W dużym mieście masz więcej pokus wydawania: restauracje, kina, kluby, księgarnie etc. etc.

- W mojej rodzinnej wsi często było tak, że ktoś kupował samochód, telewizor i inne, bo sąsiad sobie właśnie kupił. A wstyd na całą wieś nie mieć, skoro sąsiad ma.

- W mieście masz dostęp do dyskontów, tanich marketów, więc masz możliwości wybrać sklep, który sprzedaje (np. jedzenie) taniej niż inne. Na wsi najczęściej nie ma wyboru.

- W dużym mieście masz dużą możliwość wyboru mieszkania (własne/wynajmowane; dom/kawalerka), co daje pewną elastyczność w kwestii "wydatki na mieszkanie" ale jednocześnie tańsze mieszkania są daleko od centrum i wtedy wydajesz na dojazdy, np. do pracy.

5 razy "NIE", czyli "Nie - nie ma znaczenia - bo:"

- To my sami decydujemy o wydatkach (my i nasza słaba/silna wola), więc można być rozrzutnym lub oszczędnym bez względu na to, czy mieszkamy na wsi czy w mieście.

- W epoce internetu, zakupy możesz robić nawet mieszkająć w środku lasu. Więc jeśli jesteś uzależniony/a od kupowania ubrań, to nawet nie mając galerii handlowej w pobliżu, będziesz kupować je na allegro.

- Jeśli jesteś przedsiębiorczy i kreatywny, wymyślisz sposób na zarabianie nawet w niewielkiej wiosce.

- Dziś często jest tak, że zarabiamy w mieście a mieszkamy w pobliskiej wsi, więc podział na mieszkańców miast i wsi się zaciera.

- Znów punkt 1. To my sami decydujemy: ile wydajemy, czy kontrolujemy wydatki, czy żyjemy wg stworzonego przez siebie budżetu, czy panujemy nad pokusami zbędnych wydatków.

Na koniec ważne pytanie: Czy byłbyś w stanie przeprowadzić się z miasta na wieś, z dużego miasto do miasteczka, albo w odwrotnym kierunku, gdyby od tego zależała poprawa Twojej sytuacji finansowej? Czy dla pozbycia się długów zrezygnowałbyś z uroków wielkomiejskiego życia i wrócił do swojego rodzinnego miasteczka, bo tam np. byłaby szansa zdobycia podobnej pracy przy niższych kosztach utrzymania?

Zobacz też: 10 najpopularniejszych wpisów na frugal.blox.pl

poniedziałek, 12 października 2009

Przytaczam ciekawostkę, którą znalazłem na stronie Dave Ramseya, a którą on znalazł jeszcze gdzie indziej ;) Cytuję:

"Jeremy Siegel w swojej książce Akcje na dłuższą metę pokazuje, co by się stało z jednym dolarem zainwestowanym w obligacje, akcje lub złoto w 1801 roku:

- jeden dolar zainwestowany w obligacje w 1801 roku przyniósłby dzisiaj 13975$

- jeden dolar zainwestowany w akcje w 1801 roku byłby wart 8,8 miliona dolarów

- jeden dolar zainwestowany w złoto w 1801 roku byłby wart 14$"

 

sobota, 10 października 2009

Oto lista 10 najpopularniejszych wpisów, jakie pojawiły się na frugal.blox.pl. Przygotowałem je z 2 powodów:

1. Chciałbym, aby każdy nowy czytelnik miał możliwość szybkiej orientacji w tym, co działo się na blogu wcześniej.

2. Chcę umieścić je w bocznej szpalcie, jako mini-przewodnik po blogu.

Ale mam nadzieję, że również wszyscy, dla których mam przyjemność pisać od początku, skorzytają z tej listy, by wrócić do wpisów, które były szczególnie użyteczne lub przeczytać to, co ich ominęło.

Listę sporządziłem głównie na podstawie statystyk z Google Analytics, odzewu w komentarzach oraz własnego widzimisię ;) Kolejność pewnie mogłaby być nieco inna, (albo i jeszcze zupełnie inna) ale co tam... jest tak:

1. Nasza kasa. Arkusz kalkulacyjny do kontroli domowych wydatków

2. 5 rzeczy, na których powinno się oszczędzać

3. Jak (lub nie) oszczędzają Polacy?

4. 10 sposobów na porządek w domowym budżecie

5. Co zrobić, żeby wyjść z długów?

6. Po co dawać napiwki?

7. 5 zalet prowadzenia domowego budżetu

8. Długi, oszczędności, inwestycje... Co najpierw?

9. Przyczyny biedy

10. Jak stworzyć fundusz awaryjny?

piątek, 09 października 2009

zapasy na zime

Przyznam z nieukrywanym zadowoleniem, że pod względem finansowym najbliższa zima zapowiada się na najlepszą-zimę-od-lat.

Do tej pory wyglądało to tak: przychodzi koniec listopada, grudzień i wydatki - opony na zimę (co roku rezygnowałem z ich kupna, bo nie miałem kasy), imieniny żony (wcześniej nie żony), Gwiazdka, Sylwester, jakieś buty, kurtka, cokolwiek na zimę... i wiele, wiele innych wymuszonych przez tę porę roku. No i deprecha... bo nie mogę kupić opon i kolejne miesiące strachu na drodze oraz wolniutkiej, wolniutkiej jazdy. Kurtka... aaa, pochodzę jeszcze w starej choć zaczynam wyglądać już jak Robin Williams w filmie "Fisher King". I najgorsze. Pogłębiające się przygnębiające uczucie, że nie panuję nad sytuacją. Że nie dość, że nie mam żadnych oszczędności, to nie stać mnie na podstawowe rzeczy.

W tym roku jest inaczej. Bo w okolicach sierpnia uruchomiłem tworzenie zapasów na zimę. Kartę kredytową spłacam jak należy, ale nie więcej, bo... lekko zwolniłem tempo. Właśnie po to, by wszystkie dodatkowe pieniądze przeznaczyć na zimowe zapasy. Żeby było na opony (już dawno jest), na ubrania i prezenty (część już jest). Resztę dołożę jeszcze z listopadowego i grudniowego budżetu. Żebym nie musiał się na nowo wspomóc kartą kredytową. I dodatkowo zyskuję uspokajające uczucie, że to wszystko dzięki własnej wytrwałości, odpowiedzialności, cierpliwości, oszczędności.

Zachęcam więc. Róbmy zimowe zapasy finansowe. Przygotuj już teraz pieniądze na Święta, na ubrania, na co tam potrzebujesz. Ale przygotuj się. Nie chciałbym Cię widzieć, jak tuż przed Gwiazdką siedzisz skulony w markecie przy stoliku "Finanse" czekając aż zaakceptują Twój wniosek o kupno miniwieży na raty (340 złotych to nie dużo, ale rozłożone na 24 raty spłacać będzie się dłużej niż ta wieża przetrwa).

Jak?

1. Sprzedaj niepotrzebne książki, płyty, sprzęt na Allegro.

2. Dorób.

3. Wygospodaruj (mój jedyny - ale wystarczający - w tej chwili sposób) jak najwięcej z bieżącego budżetu. Przyda się do tego arkusz kalkulacyjny.

środa, 07 października 2009

hazard

No może nie w każdym, ale w wielu. Za najgłośniejszą aferą tego rządu kryją się nie tylko S., Miro, Grzesiu, Krzysiu, Zdzisiu czy inni. Nie kryją się nawet gangsterzy mniej lub bardziej skruszeni. Kryją się przede wszystkim tysiące (miliony?) ludzi w pubach, na stacjach benzynowych, którzy wrzucają kolejne monety, żeby... No właśnie. Żeby co?

Znam kilka rodzin, w których facet jest uzależniony od automatów do gier. Jednego próbowałem nawet pytać, skąd to, po co to, itd. Ale zawsze zbywał to śmiechem, uśmiechem, "tekścikiem" na odczepne. A sprawa lekka nie jest, bo chłopak ma żonę, dziecko, mieszkanie do spłacania i potrafi kilkaset złotych miesięcznie wrzucić w maszyny. Uruchamia sobie jakiś mechanizm myślenia, który powoduje, że jak wygra w miesiącu 150 złotych, to już pozwala własnemu sumieniu na 500 złotych bezpowrotnie wpakowane do kieszeni jednorękiemu bandycie (i czyhającym za nim zupełnie pełnosprawnym bandziorom)

Za tymi maszynami kryją się naprawdę poważne ludzkie dramaty, rozstania, bankructwa, nawet samobójstwa. I wciąż pytanie: Dlaczego? Dlaczego ktoś wrzuca pieniądze do blaszanej maszyny i nie potrafi przestać. Dlaczego ludzie potrafią kraść, żeby tylko wrzucić kolejne pieniądze do automatu? Dlaczego?

niedziela, 04 października 2009

dług to niewola

"... oraz 9 innych rzeczy, których powinienem był nauczyć się od taty"

1. Długi to niewola. Przez nie pracujesz, bo musisz. Bo nie masz wyboru.

2. Czas to pieniądz. Pieniądze to nie tylko monety i banknoty. To czas, który spędziłem, by je zarobić. Ilekroć wydaję pieniądze, wydaję też czas, który spędziłem pracując.

3. Własność to więzienie. Przedmioty, książki, sprzęt elektroniczny, samochody, rowery, zegarki, buty, szafki na kolejne buty, regały na kolejne książki. Otaczamy się, obrastamy w rzeczy. Nie możemy się spod nich wydostać, pojawia się przejmujący strach, że je utracimy. Zabezpieczamy. Kupujemy coraz większe mieszkania, domy, garaże by to wszystko pomieścić. Nie możemy się nigdzie ruszyć, bo graty nas blokują.

4. Reklamy mogą robić nam wodę z mózgu. Nie pozwólmy na to. Uwodzą, mamią, hodują w nas potrzeby i zapotrzebowania.

5. Pieniądze dają wolność, choć - jak wiadomo - szczęścia nie dają. Pieniądze poszerzają nasze możliwości. Dają szansę wyboru.

6. Nie sprzedaj duszy w zamian za pensję. Pieniądze nie powinny być głównym motywem wyboru ścieżki zawodowej. Ważniejsze są: spełnienie, szanse nauki i rozwoju oraz własne wartości. Znajdź pracę, którą kochasz.

7. Posiadaj. Choć brzmi to jak kompletne zaprzeczenie punktu 3, to nim nie jest. Posiadaj, kupuj to, co "robi" pieniądze a nie to, co zmusza do ich wydawania (tak, tak... też słyszę tu echo Kiyosakiego).

8. Wydawaj mniej, niż zarabiasz. Słyszałeś miliony razy. I co? Udaje się? Jeśli nie, ściągnij arkusz kalkulacyjny i zacznij kontrolować wydatki.

9. Oszczędzaj 50% swoich dochodów. Ambitne. Bardzo. Ale droga do wolności JEST długa i kręta.

10. Zapanuj nad swoimi pieniędzmi. Kontrolować, oszczędzać, spłacić długi. Tak oczywiste a tak trudne.

Na podstawie wpisu, który J.D. Roth poświęcił książce "Debt is slavery (and 9 thing I wish my dad had taught me about money)".

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Frugal

Wypromuj również swoją stronę