Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS
czwartek, 30 lipca 2009

BiedaOstatnie dni spędzam na wsi. Leżę, czytam, nic nie robię, odpoczywam. Ale też obserwuję ludzi. Ludzi wśród których dorastałem, a od których dziś dzielą mnie lata świetlne. Widzę, że wielu z nich żyje dokładnie tak, jak 20 lat temu. Niektórzy gorzej, bo ich domy zaczynają się sypać (podobnie jak uzębienie), ubrania się starzeją. Są krótko mówiąc coraz bardziej zapuszczeni (mówiąc oni, mam na myśli ich samych ale też ich otoczenie). To ludzie biedni w najszerszym tego słowa znaczeniu, nie tylko finansowym - także mentalnym, kulturowym, cywilizacyjnym etc. etc. Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem są 4 przyczyn biedy: (takiej przeciągłej, niekończącej się, obrastającej z roku na rok chwastami)

Niechęć do zmian. "jest jak jest, zawsze tak było, zawsze będzie" Takie frazy można usłyszeć często. Jak ktoś może wyjść z biedy, zacząć lepiej, wygodniej, ciekawiej, ładniej żyć, kiedy nie chce sobie nawet tego wyobrazić? "To co mam to mi starcza, co ja tam będę..." itd. No właśnie... jest jak jest, a jak nie ma, to się pożyczy. Nie potrzebujemy nic zmieniać.

Niechęć do pracy. Jeden z panów pod sklepem, na propozycję mojego ojca, by pomógł piłować drewno na opał (60pln za 6 godzin pomagania przy piłowaniu), odpowiedział: "Pfii... mi Państwo płaci!" No comment.

Niechęć do innych. Inny człowiek ich nie ciekawi, nie chcą niczego słuchać. Sami wiedzą najlepiej. I "co on mi tam będzie pier.... cwaniak jeden". Więc tym bardziej nie mają ochoty, by zacząć żyć jak ten inny człowiek.

Niechęć do wiedzy. Wiedza o tym, że listonoszka się rozwiodła z mężem jest podawana długim analizom i dyskusjom. Ale jakakolwiek inna wiedza, która mogłaby posłużyć do rozwijania siebie, własnego gospodarstwa, pomnażania pieniędzy i poprawiania życia nie budzi zainteresowania.

Dwa przykłady z najblższego sąsiedztwa:

1. Gospodarstwo rolne. 20 lat temu wyglądało tak samo. Kilka krów, kilka świń, kilka hektarów truskawek czy ziemniaków na polu. Ciągły syf w obejściu. Stary rozpadający się traktor. Żadnego rozwoju, żadnych pomysłów. Żadnej troski o estetykę czy o własną pozycję jako rolnika. A rodzina duża, niektórzy nawet poszli "do szkół". I co? Nic. Słabe tylko sygnały wskazują na to, że to nie jest wiek XIX.

2. Sklepik spożywczy. Właściwie niewielki kiosk z najpotrzebniejszymi artykułami. Pierwszy taki obiekt, jaki powstał w tej wiosce. Prowadzi go małżeństwo. Na moje oko zysk może sięgać 10, 15 może 20 tysięcy miesięcznie. Bo tam od rana do wieczora ciągle ktoś coś kupuje, więc interes zdawałoby się kwitnie. Tyle że... "interes" wygląda dokładnie tak samo jak 20 lat temu. Deski na kiosku się rozpadają. Działa to w ten sam sposób. W dodatku właścicielka jest jedynym sprzedawcą i od 6 - 21 przez 7 dni w tygodniu tam tkwi. Jestem przekonany, że gdyby tylko mieli wyobraźnię, chęć do zmian i pomysły, mogliby mieć solidną sieć sklepów w całej gminie i zajmować się już tylko liczeniem zysków. Tylko po co? A wyglądają nie lepiej, niż ci, którzy w obrębie sklepiku całymi dniami piją piwo. Zapuszczeni, zaniedbani.

Wnioski nasuwają się same:

Żeby było lepiej. Żebyśmy mogli sobie pozwalać na coraz więcej i finansowych kłopotów mieć coraz mniej. I nawet abstrahując od finansów: żeby nie wpaść w biedę mentalną, psychologiczną, kulturową - musimy być w ciągłym ruchu. Pracować, rozwijać się, uczyć, działać, podejmować wysiłek, trud, walkę, garnąć się do ludzi (przede wszystkim do tych, którzy dodają nam skrzydeł a nie ciągną w dół).

Zdecydowałem się napisać o tym na blogu finansowym, bo zamożność czy bieda to dwie strony tego, o czym mówię. Ale nie tylko... bo taka postawa przynosi opłakane efekty w każdej dziedzinie życia.

PS

Żeby dochować zasad rzetelności, powiem, że tacy ludzie to tylko część mieszkańców mojej rodzinnej wsi. Są też inni, dynamiczni, działający czy po prostu normalni. Jednak nie rzucają się w oczy, bo są zapewne zajęci działaniem.

Polecam też: Wykluczeni finansowo, 3 źródła finansowej motywacji

 

wtorek, 28 lipca 2009

Przychodzi taki moment, że mam dość. Nie chcę już mi się zbierać paragonów, zapisywać wydatków, rozsądnie gospodarować pieniędzmi, rezygnować z bzdurnych wydatków. Przychodzi czas, że mam po prostu ochotę olać to wszystko. Nie chce mi się najzwyczajniej w świecie myśleć o tym wszystkim, o czym piszę na blogu. Ten czas na szczęście minął (o tym, że nastąpił wiecie dobrze, bo objawił się dłuższą przerwą w prowadzeniu bloga).

Ale potem... minął ten czas, minął urlop i znów nabrałem sił i ochoty, by wstać, otrzepać się z kurzu i ze zdwojoną siłą ruszyć dalej.

Pojawia się jeden problem. Mianowicie pytanie, czy to w ogóle ma jeszcze sens. Czy po takiej przerwie jeszcze się uda? A może to w ogóle nie jest możliwe? "TO" czyli wyjście z długów, oszczędzanie, mądre zarabianie i wydawanie, mądre życie. Otóż... deklaruje z całą świadomością: to jest możliwe i to MA sens.

Co robić po takiej przerwie? Jak wrócić do poprzedniego sposobu myślenia i trybu życia?

1. Poczytać. Wziąłem do ręki "Total Money Makeover", "Najbogatszego człowieka w Babilonie". Poprzeglądałem dawne wpisy na moim ulubionym "Get Rich Slowly". Krótko mówiąc: jeśli wypaliła się w Tobie motywacja, poszukaj jej tam, skąd brałeś ją wcześniej.

2. Cel. Od nowa spojrzeć na cel. Moim celem od początku pisania "Frugala" jest wyjść z długów, zebrać oszczędności i choć przez chwilę w podstawowym stopniu poczuć bezpieczeństwo w domowych finansach. Dziś mam świadomość, że przez ostatnie parę tygodni, gdy nie chciało mi się o domowym budżecie nawet myśleć, zaklinałem rzeczywistość. Chciałem zapomnieć o długach, o tym, że trzeba jeszcze sporo wysiłku włożyć, by się ich pozbyć. Dlatego od nowa spoglądam teraz na cel. Widzę w wyobraźni miejsce, do którego od jakiegoś czasu chcę dojść. I to spojrzenie daje mi siły, żeby wytrwale iść w tym kierunku.

3. Zacząć wykonywać podstawowe, elementarne czynności. Ułożyć budżet na nowy miesiąc, powpisywać wydatki do arkusza kalkulacyjnego, uporządkować rachunki. Po prostu działać, proste ale niezbędne czynności najskuteczniej odpędzają czarne/szare myśli.

I pamiętaj... czegokolwiek nie planujesz, o czymkolwiek nie marzysz... uda się! :)

poniedziałek, 27 lipca 2009

...a ściślej rzecz ujmując - po wakacjach.

1. Wakacje są drogie. Jakkolwiek na to nie spojrzymy... wakacje są drogie. Czy wylecimy na egzotyczną wyspę, czy wyjedziemy na Mazury, czy pojedziemy na tydzień na Węgry - wakacje są drogie. No ale co z tego? To po prostu jedna z cech wakacji. Nie nowa, nie zaskakująca ani tym bardziej nie zasługująca na krytykę czy biadolenie. Chcesz wypocząć? To będzie kosztować. Nie zmienia to jednak faktu, że warto nad tymi kosztami panować.

2. Wypłać pieniądze na miejscu. Mówię tu o wyjeździe zagranicznym. Nie wiem, czy jest tak wszędzie czy nie (więc proszę nie traktować tych słów jak profesjonalnej porady finansowej), ale na Węgrzech forinty wypłacane na miejscu z bankomatu kosztowały znaczniej mniej, niż forinty kupione w kantorze. Warto jednak pamiętać, że bank pobiera prowizję za taką wypłatę (w moim przypadku 9pln), więc lepiej raz a dobrze, niż codziennie wypłacać mniejsze kwoty.

3. Karta kredytowa nie zawsze jest zła. Tam, gdzie można było płacić kartą, płaciłem. Za te operacje nie zostały pobrane żadne prowizje, przelicznik walutowy taki sam, jak przy wypłacaniu pieniędzy z bankomatu (korzystny, korzystniejszy nawet niż przelicznik w kantorach w moim mieście). Oczywiście wszystko ma sens, dopóki te kwoty mają pokrycie w naszej gotówce. Jeśli nie jesteśmy w stanie tuż po powrocie spłacić tych wszystkich wydatków, to lepiej karty nie ruszać. (Można też, rzecz jasna, płacić zwykłą kartą debetową/bankomatową ale podobno nie zawsze te karty są honorowane).

4. Nie przesadzajmy z oszczędzaniem. Skoro już zdecydowałem się pojechać na wakacje, to chyba liczę się z tym, że podróż i noclegi to nie są jedyne koszty jakie trzeba czy jakie jestem gotów ponieść. Tak... leżak na plaży też kosztuje, zimna cola w zacienionym plażowym barze kosztuje, lokalne dania na kolację w knajpce w centrum kosztują. Ale to są elementy, które powodują, że jest nam wygodniej, przyjemniej etc. Bo tego na urlopie przecież szukamy. I trzeba sobie zdać z tego sprawę jeszcze przed wyjazdem. Piszę o tym, bo obserwując ludzi wkoło (a wielu było Polaków) miałem wrażenie, że niektórzy przesadzają z wysiłkami zmierzającymi do tego by było jak najtaniej. Cały bagażnik butelek z oranżadą przywieziony z Polski mnie po prostu dziwi a może nawet drażni.(bo dlaczego nie dać zarobić właścicielowi sklepiku na miejscu).  Jeśli chciałbym wydać mniej, pojechałbym do rodziców, którzy mieszkają w pobliżu jeziora i niedaleko od morza. Albo został w domu i codziennie robił wypad nad jezioro. Ale przecież chcemy uciec, zobaczyć inny krajobraz, spróbować innego jedzenia. I nie dajmy sobie całej urlopowej frajdy przesłonić myślą: "Nic nie wydam, nic nie wydam, nic nie wydam." To z całą świadomością mówiłem ja - Frugal (ang: oszczędny) :)

5. Nie przesadzajmy z wydawaniem. Jak już obiad to najdroższy. Plus deser. Jak już cola w barze, to może jeszcze piwo, frytki i hot-dog. Jak już leżak, to parasolka plus inne opłaty, bo "co sobie będę żałować". No właśnie czasem należy sobie pożałować i powiedzieć: stop. Mam świadomość, że tydzień na wakacjach wiążę się z tym, że będę chciał wieczorem wyjść sobie do knajpki i zjeść dobrą kolację, że raz będę miał ochotę pójść do aquaparku a raz pozwiedzać okoliczne miasta. I te wydatki uwzględniam, liczę się z nimi (mimo że boli, bo małe nie są). Jednak na miejscu kusicieli, atrakcji, okazji jest dużo, dużo więcej. Wszystkie kuszą a my opanowani przez wakacyjną atmosferę mamy ochotę im ulegać. Rozsądek, przede wszystkim rozsądek.

sobota, 18 lipca 2009

Muszę niestety ogłosić przerwę (wiem, wiem... niedawno była i to długa, więc to nieelegancko.) Ale tym razem po prostu wyjeżdżam. I wbrew wcześniejszym założeniom, nie biorę laptopa.

Wyjeżdżam na krótkie wakacje. Kierunek: Węgry. Czas: 1 tydzień. Obiecuję wrócić wypoczęty i pisać ze zdwojoną siłą.

Liczę więc na wybaczenie. I do przeczytania w poniedziałek 27 lipca.

czwartek, 16 lipca 2009

Witam na zamkniętym szkoleniu dla kadry kierowniczej banku Millenium. Po doświadczeniach, jakie nabyłem, książkach, jakie przejrzałem, filmach, na których zasnąłem i ludziach, których naciągnąłem, zostałem wynajęty, by uświadomić Wam, że tzw. kryzys możecie traktować jako tłuste lata. Są metody... tak, tak Prezesie, Dyrektorze, Menadżerze, są metody... by nie tylko z kryzysu wyjść, ale kryzys sobie podporządkować. No dobrze... przechodzimy do szkolenia głównego.

Krótki opis sytuacji: pojawił się Kryzys, ludzie mniej kupują, niektórzy tracą pracę, kasa gdzieś znika, ludzie nam nie ufają. Krótko mówiąc: nie ma pieniędzy. Ale ja jestem tu po to, żeby pokazać Wam, że pieniądze są. Leżą na ulicy... A właściwie chodzą po ulicy. Tylko trzeba je z ulicy przyprowadzić do oddziału banku. Jak nie przyjdą - dzwonić. Jak nie odbiorą - wysyłać listy. Jak nie przeczytają listów - ściągać pieniądze prosto z konta.

Teraz część praktyczna. Wysłuchać. Zapisać. Nakazać podwładnym:

1. Wstęp do każdego z naszych oddziałów powinien być biletowany. 10 złotych bilet normalny. Ulg nie dajemy. Jeśli klient wyjdzie nie załatwiwszy wcześniej swojej sprawy, pobieramy od niego dodatkową opłatę za niepotrzebne wejście.

2. W środku powinny "pracować" trzy okienka. Przy czym do środkowego należy utworzyć sztuczną, długą i nieskracającą się kolejkę. Do dwóch pozostałych obowiązuje bilet PREMIUM za 15 pln. Należy o tym klienta poinformować dopiero po wejściu. Gdy się rozmyśli i nie będzie chciał skorzystać z kolejki PREMIUM, patrz pkt. 1. Gdy się nie rozmyśli i stanie w środkowej, to i tak nic nie załatwi, więc pobieramy opłatę za niepotrzebne wejście.

3. Każdy klient ma prawo do darmowego konta, wypłat ze wszystkich bankomatów bez prowizji i paru innych gadżetów, o których czytaliście w książkach Lema, ale tylko pod warunkiem, że na koncie przez cały miesiąc będzie utrzymywał równowartość 56341złotych. Ani więcej, ani mniej... Oczywiście to jest równowartość, ale kwota musi być w jenach i pod żadnym pozorem nie może dzielić się przez 13. W pozostałych przypadkach kasujemy 30 pln za prowadzenie konta, 5 pln za samo podejście do bankomatu i zobowiązujemy klienta do zapłacenia wszystkich faktur, których bank nie zapłacił firmie sprzątającej oddziały.

4. Należy dzwonić do klienta codziennie i oferować mu dodatkowy haracz... tfu... ubezpieczenie od utraty pracy, spadku temperatury, końca świata i w ogóle ubezpieczenia od niebezpieczeństw. Gdyby po wysłuchaniu wstępnej propozycji, którą każdy z Was może przeczytać na 30 stronach maszynopisu (właśnie rozdaje go panna Hanna), klient odmówił lub rzucił wulgarnym: "Dziękuję, zastanowię się", należy odczytać mu kolejne 15 stron (rozdawanego właśnie) maszynopisu. Klienci są zazwyczaj niekumaci i nie chcą tych 70 pln miesięcznie nam płacić, więc składamy propozycję: "Proszę wziąć pod uwagę, że..." i tu znów odczytać propozycję wstępną. Powtarzać do skutku. A jeśli się bestia uprze i nie kupi ubezpieczenia od końca świata, nałożyć na niego ubezpieczenie od niewykupionych ubezpieczeń.

To 4 proste metody, które utrzymają bank na solidnych nogach, gdy wkoło zawierucha. Bo o permanentnym podnoszeniu opłat za każdą bankową operację, prowadzone konto, zaciągnięty kredyt, to chyba Wam, starym wyjadaczom, nie muszę przypominać?

Dziękuję za udział w szkoleniu. Zapraszam na kolejne.

poniedziałek, 13 lipca 2009

Nie, nie będzie o giełdzie. Będzie prośba o pomoc.

Jest taka strona: blogbox.com.pl. To "katalog" interesujących blogów. Doszły do mnie słuchy (przed chwilą osobiście zweryfikowane), że mój blog znalazł się w dziale "Proponowane". Świetnie. Bo każdy sposób na zdobycie nowych czytelników budzi mój entuzjazm.

Sprawa - jak się okazuje - wygląda jednak tak, że blog musi zdobyć 50 głosów "NA TAK" więcej niż "NA NIE", aby mógł trafić do tego katalogu. Brakuje ok. 20 głosów. Pomożecie? :)

Uzupełnienie: Jak słusznie zauważył domik82, warto jeszcze napisać, jak tam trafić. Otóż na stronie blogbox.com.pl w górnych zakładkach jest dział "Proponowane" (po prawej stronie). Potem dział "Ekonomia". Frugal jest na drugiej stronie. Bezpośredni link: http://www.blogbox.com.pl/suggested/ekonomia/none/2. Aha... trzeba się zarejestrować.

niedziela, 12 lipca 2009

Kantów oszczędnościowych ciąg dalszy. Tak mnie zaślepiła zmiana oprocentowania na koncie oszczędnościowym, że nie zwróciłem uwagi na pozostałe zmiany. Zwróciłem na to uwagę dopiero po przeczytaniu wpisu, który poleciliście mi we wcześniejszych komentarzach.

A zmiana jest przeogromna!!! Od sierpnia za konto w Banku Millenium będę płacić 15pln zamiast 0pln. "Dostałem" konto osobiste PREMIUM w Millenium razem z kredytem hipotecznym (do tego jeszcze karta kredytowa). Wszystko było fajnie, bo ze względu na liczbę "produktów" jakie bank mi sprzedał, konto było darmowe. A teraz informacja: "Pozostałe warunki znoszące opłaty zostają wycofane" i informacja w tabelce: opłata za konto PREMIUM = 15 pln.

Przecież to jakieś bandyctwo jest! 180 pln niepotrzebnych wydatków w ciągu roku. Jest wprawdzie warunek, że opłaty nie będzie jeśli na koncie średnio będzie leżała kwota 5000pln. Ale to warunek nie do spełnienia dla mnie :/

Co gorsza... nie mogę z niego zrezygnować i przenieść się gdzie indziej, bo to transakcja wiązana z kredytem hipotecznym. Drogi Banku Millenium - jestem oburzony! Do tej pory robiłem Wam w prywatnych rozmowach dobry PR, bo kredyt hipoteczny dostałem sprawnie (i - co ważne - niedrogo), wygodne konto było darmowe a teraz... Może zyskacie 15 pln miesięcznie ale tracicie dużo, dużo więcej.

sobota, 11 lipca 2009

Staram się zazwyczaj patrzeć na rzeczywistość od "plus-strony". Gdy coś jest złe, niewygodne, irytujące, niepotrzebne - eliminuję to i poświęcam energię temu, co konstruktywne. Ale... no właśnie "ALE". Ale dziś się wkurzyłem... :)

Wyjaśnienie: jestem fanem kont oszczędnościowych. Uważam je za jeden z najbardziej cywilizowanych instrumentów, dla statystycznego, szarego Frugala jak ja.

Historia: pierwsze takie konto uruchomiłem 3 lata temu. Uznałem 5,5% w mBanku za naprawdę fajne miejsce, żeby czasem coś odłożyć. Potem mBank obniżył do 5, do 4,75% (dziś to chyba 4,15%). Nie spodobało mi się to, ale w tym czasie uruchomiłem zwykłe konto w Millenium (ze względu na kredyt hipoteczny). Konto oszczędnościowe w Millenium dawało 5%. OK. Fajnie. Biorę.

List: dziś w kopercie. Zmiana regulaminu w Millenium. Konto oszczędnościowe to 4,5%.

Mam dość: irytuje mnie to strasznie. Skoro decyduję się na takie konto, to nie dlatego, żeby z każdą odłożoną złotówką topniało oprocentowanie. 5% czy 5,5% to też nie jest jakiś szał inwestycyjny, ale mogę to uznać za przyzwoity limit. Nieprzyzwoite natomiast jest robienie mnie w konia. Bo za chwilę oprocentowanie kont oszczędnościowych zrówna się ze zwykłym ROR.

Skąd się bierze moja irytacja? Stąd, że chodzi właśnie o konto oszczędnościowe. To podstawa w porządkowaniu swoich finansów osobistych. Fundusz awaryjny? Bez konta oszczędnościowego ani rusz. I dlatego właśnie stopniowemu osłabianiu tego narzędzia mówię stanowcze: NIE! (no dobrze... dobrze... wiem, że mogę sobie mówić a i tak nic z tego nie wyniknie;)

Lektura dodatkowa: kapitalizacja odsetek na moim koncie oszczędnościowym = 2,59 pln (WOW!). Następna pozycja: "PODATEK OD ODSETEK" = 1pln. Fantastycznie:) Dzielimy się zatem po połowie.

czwartek, 09 lipca 2009

Pomysły, co z nią zrobić, a nie jak zarobić :)

Dodatkowa, czasem niespodziewana forsa. Marzenie... Z pozoru nierealne, ale jak spojrzymy na swoje finanse w skali roku, okazuje się, że wcale nie jest poza zasięgiem. Premia? Zwrot podatku? Trzynastka? Prezent? Spadek? Wariantów może być sporo. Wszystkie łączy jedna cecha: to nie są pieniądze z miesięcznej wypłaty, na których opierasz swój miesięczny budżet.

Co z nimi zrobić?

1. Spłać długi. Tyle, ile się da. Dostałeś 2000 pln trzynastki a masz 2100 na karcie kredytowej? Wpłać od razu na kartę. Dołóż potem 100 i zapomnij. Powiedziałem "OD RAZU"? Na wszelki wypadek powtórzę: OD RAZU. Zanim dojdziesz do wniosku, że 500 możesz przeznaczyć na tzw. przyjemności a kolejne 500 na rzeczy niezbędne (jak np. czwarta para butów do biegania).

2. Uzupełnij fundusz awaryjny. Jeśli nie masz go wcale, taka dodatkowa wypłata może być doskonałą okazją, żeby zacząć go tworzyć. Jeśli masz już fundusz w wersji minimalnej, masz szansę go powiększyć (w efekcie: inwestujesz w swój finansowy spokój).

3. Zainwestuj. Może nie otworzysz restauracji ani nie kupisz dużej ilości akcji w świetnej cenie, ale załóżmy, że planujesz zająć się grafiką komputerową na mikroskalę albo masz inny pomysł na działalność tylko brakuje Ci komputera (bo ten domowy przez większość część dnia oblegają dzieci... i np. mąż, bo przecież dzieci bez pomocy nigdy nie ukończyłyby 4 etapu "Half-Life 2" [prawdę mówiąc nie wiem, czy ta gra ma 4 etapy, ale mam nadzieję, że maniacy gier dla dobra wpisu, przmkną na to oko ;)]). Możesz więc kupić sobie laptopa, na którym zaczniesz relizować swoje pomysły i który w niedalekiej przyszłości przyczyni się do zarabiania dodatkowych pieniędzy. W każdym razie, jeśli kupisz za te pieniądze nowe krzesła, bo na te kupione 3 lata temu już patrzeć nie możesz, dodatkowa kasa przepadnie.

4. Naucz się czegoś. Mój zwrot z podatku potraktowałem zgodnie z punktami 1. i 2. Gdyby nie było takiej konieczności, najlepszą inwestycją byłby z całą pewnością kurs językowy.

5. Kolacja we dwoje. Jeśli z 2000 pln, 200 wydasz na wieczór z ukochanym/ą, masz: sporą satysfakcję i 1800 pln w portfelu, z którymi możesz wrócić do punktu 1. :)

środa, 08 lipca 2009

Przepraszam... wszystkich, którzy od ponad dwóch tygodni wchodzą z nieodpartą chęcią przeczytania innego nagłówka niż "Wpis promocyjny".

Dziękuję... wszystkim, którzy od ponad dwóch tygodni mimo braku innego nagłówka niż "Wpis promocyjny" nie rezygnują i wierzą, że kolejne wpisy się pojawią. Dziękuję... za maile i komentarze, w których apelujecie o nowe wpisy, bo  dały mi poczucie, że to, co się do tej pory działo na tym blogu, ma sens.

A zatem... wracam. Wcześniej jednak kilka słów wyjaśnienia. Ta przerwa, wbrew pozorom, nie wzięła się z urlopu. Przyszedł po prostu czas, kiedy opadły: motywacja, poczucie sensu, energia i kilka innych twórczych iskier, które utrzymują w pionie. Ale właśnie teraz... po tym jak przemyślałem wszystko od nowa, po tym jak nie czytałem blogów finansowych, nie pisałem swojego, po tym jak przeszła gwałtowna burza nad moim miastem, po kilkugodzinnej drzemce, pomyślałem, że czas wrócić :)

Jeden wniosek dla wszystkich... warto czasem się "zresetować". Odpuścić. Zapomnieć. Wyłączyć. Wejść do księgarni i nie patrząc na budżet kupić książkę, na którą akurat masz ochotę, ot tak. Potem pójść na dobry obiad w restauracji... mimo, że masz własny w lodówce. Jeśli taki czas trafi się raz na kilka miesięcy, nic złego nie powinno się stać. Ja poczułem się lepiej.

Witam z powrotem :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Frugal

Wypromuj również swoją stronę