Oszczędzanie | Jak wyjść z długów | Jak kontrolować wydatki
Kategorie: Wszystkie | lektury | linki | oszczędzanie | wyjście z długów | życie
RSS

oszczędzanie

wtorek, 06 lipca 2010

Oszczędzanie jest jak Mundial

Gdy śledzę fascynujące (niekiedy) pojedynki na Mistrzostwach w RPA i obserwuję tabelki, wyniki etc. dochodzę do wniosku, że oszczędzając lub wychodząc z długów postępujemy wg tych samych zasad.

Eliminacje

Zanim w ogóle rozpocznie się turniej, trzeba: a) pozbyć się najsłabszych drużyn b) wybrać ściśle określone grono tych najlepszych. Zaczynając jakiekolwiek systematyczne oszczędzanie, wdrażając plan pozbycia się długów musimy wyeliminować najsłabsze drużyny: nasze zgubne nawyki finansowe, niepotrzebne ale częste wydatki (jedzenie na mieście zbyt często, używki, kupowanie niepotrzebnych gadżetów na raty). Trzeba też wybrać te, które z całego grona mają szansę w walce o Puchar: kontrola wydatków, ustalanie budżetu, dodatkowe dochody. Wówczas można zacząć rywalizację o tytuł...

Ceremonia otwarcia

Wielka radość, entuzjazm, wiara w zwycięstwo - musi się udać. To przyświeca na początku każdemu, kto zdecydował się powalczyć o naprawę swojego budżetu. Spodziewa się trudnej walki, ale wierzy w tytuł mistrzowski jak nigdy wcześniej.

Faza grupowa

Tu mogą pojawić się remisy. Tu mogą pojawić się wpadki i słabsza forma. Bo jest jeszcze szansa, żeby wszystko odkręcić. Można czasem ulec słabościom i wydać kasę na coś zupełnie niepotrzebnego. To jeszcze nie zamyka drogi do zwycięstwa w całym turnieju.

Ćwierćfinały, półfinały

Zaczynamy pozbywać się pierwszych długów, zaczynają pojawiać się pierwsze oszczędności, walka nabiera tempa a rywalizacja się zaostrza. Tu już nie tylko pozbyliśmy się najsłabszych drużyn, tu nie ma także miejsca na pomyłki. Remisy/kompromisy nie wchodzą w grę. Jeśli nie udało się zlikwidować "tej cholernej karty kredytowej" w zaplanowanym czasie, spinamy się mocniej i zaczynamy dogrywkę. Potem karne (tak, często są to karne odsetki). Strzelamy tak długo aż pojawi się zwycięzca. Dobra wiadomość jednak jest taka, że w oszczędzaniu na tym etapie już tylko TY jesteś zwycięzcą. Tu długi nie mają szans, to my wygrywamy te karne... pod warunkiem, że sami nie wycofamy się z turnieju.

Finał

Brak długów, zbudowany fundusz awaryjny, oszczędności, które pomogą nam zrealizować plany i marzenia. Każdy odbiera Puchar taki, jaki mu najbardziej odpowiada :) Kto grał do końca, i tak wygrał.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Jak oszczędzać? Nie zbierać

To, co bardzo często gubi nasze domowe budżety to natura kolekcjonera. I to wcale nie jako hobby "zbieram znaczki", "zbieram motyle" etc. Każdy ma skłonność do zbierania: kolejne książki, kolejne płyty, kolejne filmy z serii (bo musimy mieć całą), czterdziesta druga para butów (bo takie akurat brakowały), kolejne narzędzia (bo a nóż taki śrubokręt się przyda, gdy trzeba będzie skręcać kolejną szafkę czy kolejny regał na kolejne książki). Nasze mieszkania, domy są zapełniane przez "kolekcje".

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie: "Jaki jeden nawyk w  życiu warto zmienić, by: a) mieć więcej pieniędzy, b) żyć spokojniej i przyjemniej?" opowiedziałbym bez zastanowienia: Trzeba zerwać z naturą kolekcjonera.

1) Książki. Przyznaję, mam w domu całą masę książek, które chcę przeczytać. Gdybym wziął teraz rok wolnego, siedział i czytał tylko te, które już mam i chcę przeczytać (nie licząc tych, które chciałem przeczytać, a nie przeczytałem - lecz ciągle powinienem :) ) to i tak bym nie zdążył. Co nie zmienia faktu, że przynajmniej raz w miesiącu przynoszę z empiku kolejne książki, które chciałbym przeczytać. Nie powiem: nie kupować, bo sam kupuję. Nie powiem: wypożyczać, bo sam wolę kupić, niż wypożyczyć. Nie będę więc przekonywał do czegoś, czego sam nie robię. Powiem tylko: kupować mniej. Czytać to, co już mamy.

2) Czasopisma. W rzeczywistości, która dostarcza masę informacji, wiedzy i rozrywki w postaci cyfrowej nie ma chyba żadnej wyraźnej potrzeby, żeby gromadzić sterty mniej lub bardziej kolorowego papieru. Ja zrezygnowałem całkowicie z kupowania gazet lub czasopism. Polecam. (a wydawcy prasy niech się martwią, jak w tej nowej rzeczywistości zarabiać; to nie nasz problem).

3) Ubrania. Ja nie mam z tym wielkiego problemu, moja żona też nie. Ale widzę u wielu (naprawdę wielu) znajomych naturę kolekcjonerów (i zwłaszcza kolekcjonerek) butów, sweterków, piżam (pidżam?), okularów przeciwsłonecznych i całej masy innych rzeczy, które zalegają. Naprawdę można swoje ubrania ograniczyć do dwóch półek w szafce i kilku wieszaków w szafie i ciągle wyglądać bardzo dobrze. Wystarczy tak kupować ubrania, by mogły one wzajemnie tworzyć różne kombinacje.

4) Naczynia. Filiżanki, talerzyki, dzbanuszki, noże do sera, noże do innego sera, deska prostokątna, deska owalna, widelczyki do ciasta, lepsze widelczyki do ciasta, kubki z bohaterami kreskówki, kubki bez bohaterów kreskówki, kubek z fajnym obrazkiem Mleczki etc. etc. Łapiecie ideę? Widzicie te szafki wypełnione po brzegi? Zdajecie sobie sprawę jak niekoniecznie to wszystko jest konieczne?

5) Ozdóbki. Oj, tego to nie znoszę szczególnie. Figurki, słoniki, ramki, wazoniki, kamyki i inne bzdury, które zalegają w mieszkaniach. Zabierając przede wszystkim przestrzeń. Wychodząc z założenia, że nie gromadzimy pierdół, po pierwsze... nie ulegniemy pokusie kupienia kolejnej bzdury (na wycieczce, na przecenie, na co dzień, bo po prostu wpadłlo w oko), po drugie... będziemy się czuć lepiej we własnym domu. Więcej przestrzeni = lepsze samopoczucie. Graty rozpraszają, denerwują.

6) Narzędzia. Na wszelki wypadek wszystkie są potrzebne, bo a nóż... Bzdura. I tyle. Wiem, że nie przekonam milionów braci Adama Słodowego, którzy wiedzą, że wszystkie te rzeczy im są niezbędne. Nie przekonuję więc na siłę. Ale gdyby tak zechcieli na tę swoją skłonność spojrzeć z boku... doszliby do wniosku, że jeśli coś będzie naprawdę wymagało użycia narzędzia, można zadzwonić po fachowca, albo po prostu kupić dopiero wtedy. A nie zawczasu "na wszelki wypadek".

Podsumowując: minimalizm i odgracanie (decluttering) to niezwykle popularne dziś w Sieci hasło. I świetnie. Choć ja przekonałem się do korzyści, jakie on niesie już wcześniej. Kiedy nawet nie wiedziałem, że tak to się nazywa. Kiedy nie wiedziałem, że zostało to wszystko opisane. A zostało - polecam: ZenHabits oraz mnmlist (tam pojawia się ciekawa choć nieco ekstremalna koncepcja "50 rzeczy")

Wyrzuciłem niedawno cztery duże torby ubrań. Nie nosiłem niektórych, inne bardzo rzadko. Książek nie potrafię na razie się pozbyć (zarówno tych, które mam jak i tych, które ciągle kupuję). A Ty? Jesteś kolekcjonerem? Nie umiesz pozbyć się swoich kolekcji? Czy też może zmieniłeś swoje mieszkanie z "graciarni" na lekką, wygodną przestrzeń?

wtorek, 15 czerwca 2010

Skup się i oszczędzaj swoje oszczędności!

Główny problem - w moim odczuciu - który zniechęca do oszczędzania to brak efektów.

No bo… kupujemy taniej, odmawiamy sobie przyjemności, rezygnujemy z droższego pakietu w kablówce itd. itd. A tu nic! Jak było, tak jest. Długi były i są. Oszczędności nie było i nie ma.

Bardzo często (nie zawsze, ale często) dzieje się tak dlatego, że nie pilnujemy tych małych oszczędności:

- zaoszczędzimy robiąc obiad w domu zamiast iść do knajpy, ale kwota ta "rozchodzi/rozmywa" się gdzieś zupełnie indziej;

- obetniemy pakiet w kablówce na ten o połowę tańszy, ale tej kwoty nigdzie nie widać.

Zaraz potem pojawia się niesławne hasło: Oszczędzam i oszczędzam, ale to nic nie daje; oszczędzanie jest bez sensu. Co mam z tego, że nie mogę oglądać HBO?!!!

Frustracja jest zrozumiała. Ale też możliwa do uniknięcia.

Nie poszedłeś na obiad do knajpy za (na przykład) 50pln? 50 pln na konto oszczędnościowe.

Pakiet tv zmieniłeś na tańszy o 20pln? Przelewaj co miesiąc te 20pln na niespłaconą kartę kredytową.

Przykłady można mnożyć, ale idea jest już chyba łatwa do wychwycenia.

Po roku efekty mogą być naprawdę spektakularne. To tak jak ze światłem słonecznym. Jeśli rozproszone - po prostu świeci. Jeśli skupimy je przy pomocy szkła powiększającego - wiadomo.

Zatem: skup się i oszczędzaj swoje oszczędności!

wtorek, 09 lutego 2010

10 porad

W kontekście jakiejkolwiek życiowej zmiany, jakiegokolwiek postanowienia mówi się o drobnych krokach. Podobno nie wolno rzucać się na głęboką wodę, bo można utonąć. Jeśli dziś zaczynasz oszczędzać lub wychodzić z długów, zaatakuj swoje finanse zdecydowanie. Oto 10 prostych kroków, które w krótkim czasie odmienią Twój domowy budżet.

1. Zapisuj każdą wydaną złotówkę. Każdą! Wielu ten krok wydaje się głupi. Mówią, że to niemożliwe. Że za dużo drobiazgów w ciągu dnia kupujemy, by wszystkie zapamiętać. Jeśli naprawdę jest ich za dużo, zrezygnuj z nich od razu. Na pozostałe rzeczy bierz paragony i wpisuj tego samego dnia do arkusza kalkulacyjnego.

2. Ogranicz to, co pijesz. Zimne napoje = woda. Ciepłe napoje = herbata. Nic Ci więcej nie potrzeba. Zobaczysz, jak wiele można zaoszczędzić nie kupując żadnych soków, coli i kawy z automatu.

3. Przelewy bankowe tylko przez internet. Trudno w to uwierzyć, ale cała masa ludzi robi przelewy na poczcie. To strata miesięcznie nawet kilkudziesięciu złotych. Niepotrzebnie.

4. Rzuć wszystkie niezdrowe i drogie nawyki. Głównie papierosy puszczają z dymem budżet domowy. Ale piwo po pracy, kilka drinków w piątek wieczorem topią Twoje domowe finanse.

5. Rozrywka może być tania. Książki z biblioteki, filmy w tv, scrabble, które ściągniesz z zakurzonej półki. Jogging, sanki/rower (zależnie od pory roku), spacer śladem znanych ludzi z Twojego miasta... użyj swoich pomysłów, swojej wyobraźni. Ale naprawdę nie musisz z rodziną iść do multikina, żeby miło spędzić czas.

6. Pozbądź się skrytych wydatkożerców. Niepotrzebne kanały w kablówce (zlikwiduj), nieużywane minuty w drogim abonamencie telefonicznym (zmniejsz), odsetki z karty kredytowej (spłać). Poszukaj, rozejrzyj się. Skrytych wydatkożerców masz w swoim budżecie wielu.

7. Zjedz śniadanie. Gwarantuje Ci, że ryzyko kupowania drożdżowek, batoników i innych "junk-foodów" w ciągu dnia jest po zjedzeniu solidnego śniadania prawie zerowe. W skali miesiąca - kilkadziesiąt złotych in plus.

8. Spłać wszystkie długi. Nie tylko odsetki, które idą do banku ale też wszystkie obowiązkowe comiesięczne kwoty: minimalna spłata, rata etc. które potem pozostają dają ogromnego "kopa" naszym finansom. To jedno z dwóch (po dodatkowych zarobkach) największych turbodoładowań dla naszych pieniędzy.

9. Przygotuj obiad dzień wcześniej. Nic tak bardziej nie kusi, by zamówić pizzę, pójść na jakiegoś fastfooda lub po prostu kupić obiad na mieście, niż brak obiadu w domu. Po pracy nie chce nam się już wymyślać, kombinować, szykować, jesteśmy zmęczeni i głodni, więc idziemy na łatwiznę. A to oznacza wydatki. Dużo wydatków. Obiady domowe (im prostsze, tym lepiej) zostawiają w naszych portfelach naprawdę pokaźne sumy.

10. Zacznij, po prostu zacznij. Jeśli nie, ciągle będziesz mieć długi, ciągle pieniądze będą przeciekać przez palce.

poniedziałek, 08 lutego 2010

zima

Tegoroczna zima pokazała jak ważny jest fundusz bezpieczeństwa. Niższe niż zazwyczaj temperatury, więcej niż w poprzednich latach śniegu i dodatkowe wydatki zaczęły się mnożyć. I to w kilku sferach naszego życia.

Samochód. Podobno przy niskich temperaturach nasze auta spalają ok. 1,5-2 l./100 km więcej. To raz. Jeżeli ktoś nie miał (ja nie miałem) musiał kupić łopatę, żeby codziennie rano przywrócić wygląd samochodu od stanu: "igloo" do tego, czym zazwyczaj jeździ. To dwa. Akumulatory, klemy, wzywane do odpalania taksówki, taksówki, którymi musieliśmy na ostatnią chwilę jechać do pracy, bo samochód mimo najszczerszych chęci nie odpalił. To trzy. I to nie koniec różnych niespodziewanych wydatków związanych z samochodem.

Ubrania. Wiadomo - "na cebulkę". Więc przydaje się ich więcej niż zazwyczaj. Płaszcz sprzed roku okazuje się niewystarczający na taką temperaturę, więc żeby przeżyć kupujemy nowe, ciepłe kurtki. Buty zniszczone od soli wymagają naprawy (w najlepszym wypadku) lub wymiany (w gorszym). Cały budżet zaplanowany na ubrania szlag trafił, bo co chwilę okazuję się, że zima nie tylko zaskoczyła drogowców (choć moim kontrowersyjnym zdaniem nieźle sobie z TAKĄ zimą poradzili; widziałem to w wielu, wydawałoby się, hardcorowych miejscach... no, ale to temat na osobną dyskusję).

Jedzenie. Czuję jak mój organizm woła i krzyczy z wewnątrz: tłuuuszczu, tłuuuuszczu, cukróóóów, słooooodyczy..... I ja na ten zew odpowiadam. Ale (przyznajcie się!) nie tylko ja. Kanapka, jogurt i jabłko, które pakuję do pracy nie wystarczają. Potrzebuję konkretów, dużo konkretów (konkretnie widać to też na wadze), ale żeby przetrwać: jem. I rubryka "Jedzenie" w arkuszu wydatków pęcznieje.

Lekarstwa. A to na gardło, a to na osłabienie, a to na przeziębienie. Zdążyłem zapomnieć już, gdzie jest najbliższa apteka (zdążyłem też zapomnieć, że trzeba na lekarstwa przewidzieć jakąś kwotę w budżecie) a w ostatnich dwóch tygodniach musiałem sobie przypominać dwa razy. Na lekarstwa, wizyty lekarskie (o opatrunkach na zwichniętą od wywrotki na śliskim chodniku nogę nie wspominając).

Dom/Mieszkanie. Właściciele mieszkań podkręcają kaloryfery na IV a nie jak rok temu na III. To się odbije na rachunkach. Właściciele domów już musieli zamawiać kolejne tony węgla, bo to, co oszacowali jako wystarczający opał do marca właśnie się skończyło. Gdzieniegdzie pękają rury, niszczeją od srogich mrozów inne elementy, które trzeba wymienić. Wezwać fachowca... A odśnieżanie?! A tony śniegu?! A kto wykupił we wszystkich sklepach łopaty?! Do tego czasem trzeba zatrudnić chłopaków z sąsiedztwa, bo sami nie mamy kiedy odsnieżać.

Nie wierzę drodzy frugalowi przyjaciele, że wszyscy byliśmy na te wydatki dobrze przygotowani. Nie byliśmy, ale warto wyciągnąć lekcję. I przypomnieć sobie, że solidny fundusz bezpieczeństwa to podstawa spokojnego budżetu w domu. Bo... zima się skończy a niespodziewanych lub niespodziewanie dużych wydatków nie zabraknie.

 

niedziela, 20 grudnia 2009

Boże Narodzenie 2010 się zbliża

Jeśli tegoroczne Boże Narodzenie (i ubiegłoroczne, i poprzednie, wcześniejsze też, etc. etc.) zaskoczyło Cię. Jeśli znów finansowo nie ogarniasz najdrobniejszych nawet prezentów, choinki, smakołyków na świąteczny stół. Jeśli znów te wszystkie wydatki spadły na Ciebie jak grom z jasnego nieba, to posłuchaj tego: w przyszłym roku znów będzie Boże Narodzenie. Znów trzeba będzie wydawać pieniądze. Zaczynamy przygotowania. Dziś!

1. Przejrzyj tegoroczny świąteczny budżet. Za dużo? Za mało? Chcesz coś z tym zrobić? Wszystko zapisz i ustal sam ze sobą czy wszystko jest ok.

2. Oszacuj budżet "Boże Narodzenie 2010". Na podstawie pkt 1 i swojego zadowolenia z wydatków w tym roku, nie powinno być większych kłopotów, by już dziś wiedzieć, ile powinniśmy wydać za rok. Zapisz tę kwotę.

3. Podziel kwotę z pkt. 2 przez 12. No wiadomo... na styczeń, luty... etc.

4. Zautomatyzuj sprawę. Jeśli Twoja kwota to 800pln ustal automatyczny przelew 66 na oszczędnościowe (wiem, że 66 * 12 to niecałe 800, ale odsetki na oszczędnościowym uzupełnią różnicę; z nawiązką).

5. Zacznij teraz. Wiem, że takich wydatków w przyszłym roku będzie więcej. Wielkanoc, wakacje, ubezpieczenie samochodu. Ale to nie zmienia sprawy. Jeśli nie zaczniesz dzisiaj, w przyszłym roku znów niepotrzebne, przedświąteczne zmartwienia się pojawią.

Plan na podstawie postu Adama Bakera.

niedziela, 13 grudnia 2009

proste sposobyWażnym - a niedostrzeganym - problemem (i jednocześnie częstą przyczyną porażek) jest nadmierne komplikowanie naszego oszczędzania. Chcę wyjść z długów czy uporządkować swoje finanse, to zaczynam szukać 1000 miejsc, gdzie można by zaoszczędzić. Zaczynam szukać tanich wędlin, tańszego proszku, biegam po mieszkaniu wyłączając światła, nie śpię bo w nocy robię pranie, jako że tańsza wtedy jest taryfa. BZDURY! Dlaczego? Ano dlatego, że to szybko powoduje zmęczenie, zniechęcenie i popularną refleksję, że "oszczędzanie jest dla oszołomów".

1. Prostota. Czyli przekonanie, że nie musisz mieć wszystkiego. Że mniej wystarczy. Że mniej to więcej. Wiem, że to brzmi ogólnie. Ale w tym właśnie tkwi klucz. Naprawdę. Sprawdziłem. Największe pozytywne zmiany w budżecie domowym, gdy uprościsz swoje życie. Jak to wygląda? Zamiast kanapki po drodze do pracy, kawki w bufecie, lunchu w stołówce - kanapka z domu, obiad w domu po pracy. Zamiast podjadać w nieskończoność - proste posiłki w regularnych odstępach. Zaoszczędzisz i schudniesz i wcale nie będzie Ci brakować ciągłego chaosu i zapełniania się śmieciami.

Zamiast brać wszystkie pakiety w kablówce, bo nie możesz się zdecydować - tylko te które naprawdę często oglądasz (najczęściej będzie to max. 5 kanałów). Wcale nie musisz zupełnie rezygnować z tv, wystarczy ograniczyć.

Oszczędzanie wcale nie jest skomplikowane. Wystarczy ustalić, gdzie ucieka najwięcej pieniędzy i przestać tam wydawać. Z mojego doświadczenia wynika, że dotyczy to najczęściej sfer, które są najmniej ważne (używki, rozrywki, pogoń za nowinkami). Nie daj sobie wmówić, że oszczędne życie musi być smutne - będzie po prostu spokojniejsze i mniej chaotyczne.

2. Minimalizm w kwestii przedmiotów. Gdy kupujesz kolejne rzeczy, kolejne graty nagle okazuje się, że potrzebujesz też kolejnego regału, kolejnej szafki. A potem kolejnego, większego mieszkania. Kupujesz kolejny, większy telewizor, więc i kolejne meble na których go będziesz musiał postawić. Kupujesz konsolę do gier, która wymaga potem kupowania gier (to przykład, ale mechanizm działa w wielu innych wypadkach). Bądź minimalistą (polecam zenhabits.net - świetny blog) a zaoszczędzisz i życie będzie przyjemniejsze.

3. Stwórz prosty budżet. Kilka prostych kategorii wystarczy. Nie w rozbudowaniu budżetu siła a w jego przestrzeganiu.

4. Nie zapominaj, że czasu jest mało. A czasu wolnego najmniej. Nie wykorzystasz tych wszystkich karnetów: na siłownię, na basen, do sauny, fitness etc. etc. Nie przeczytasz tych wszystkich książek, które wydaje Ci się, że przeczytać musisz. Nie obejrzysz tych wszystkich filmów w jeden weekend, więc nie wychodź z wypożyczalni z całym stosem. Stwórz prosty plan. Uprość swój czas wolny: może basen wystarczy. Jeśli w ubiegłym miesiącu zdążyłeś/aś przeczytać jedną książkę, to po co kupujesz 7? Wszystkie wydały się interesujące? Weź jedną. Potem kolejne.

Może nie musisz odwiedzić wszystkich klubów w jeden wieczór, by spotkać się ze wszystkimi znajomymi. Może wystarczy jedna butelka wina i dwie osoby, z którymi spokojnie porozmawiasz w domu.

To już nie chodzi o ograniczanie wydatków. Chodzi o ograniczanie chaosu.

5. Kupowanie nie jest rozwiązaniem. (mnmlist.com) Chcemy mieć porządek, kupujemy pudełka, pojemniki, szafki, żeby to wszystko poukładać. Chcemy schudnąć kupujemy książki o dietach, maszyny do ćwiczeń lub karnet na siłownię. Zaczynamy nowe hobby, kupujemy materiały, sprzęt, książki, gadżety. Chcemy pomóc środowisku - kupujemy ekologiczne żarówki, ekologiczne ubrania, ekologiczną żywność etc. etc. I tak dalej, i tak dalej... ale kupowanie nie jest rozwiązaniem. Zobacz czy masz już coś, co możesz wykorzystać, by zrealizować swój pomysł. Zobacz co da się zrobić bez kupowania kolejnych rzeczy. Chcesz schudnąć? Zjedz mniej i wyjdź na spacer. Chcesz poprawić sylwetkę? Pompki, przysiady, bieganie, rozciąganie. Chcesz żeby mieszkanie wyglądało lepiej? Nie musisz kupować nowych mebli, nowych dekoracji. Stwórz więcej przestrzeni, wyrzuć graty, spraw by było to miłe, przestronne miejsce a nie miejsce zapełnione setkami rzeczy, które wydają się fajne.

poniedziałek, 19 października 2009

City

"Jestem z miasta - to widać..." zwłaszcza w arkuszu wydatków. Mieszkam w dużym mieście - wydaję więcej, mieszkam w małym mieście - wydaję mniej? Zadaję sobie to pytanie, ilekroć spotkamy się ze znajomymi ze stolicy (i w rozmowach gdzieś między wersami pojawia się hasło "wydaję tyle na to, a tyle na tamto czy jeszcze coś innego"). Zadaję sobie to pytanie, ilekroć zastanawiam się: "Co by było, gdybym nie wyprowadził się z prowincjonalnych, rodzinnych stron". Mam dziś komfortową sytuację, bo mieszkam w dużym mieście, ale nie ogromnym. I patrząc od strony finansów osobistych, zastanawiam się: czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Do wniosków dochodzę raczej dwuznacznych:

5 razy "TAK", czyli "Tak - ma znaczenie - bo:"

- W dużym mieście masz więcej możliwości, gdy szukasz pracy. W efekcie szanse na większą pensję.

- W dużym mieście masz więcej pokus wydawania: restauracje, kina, kluby, księgarnie etc. etc.

- W mojej rodzinnej wsi często było tak, że ktoś kupował samochód, telewizor i inne, bo sąsiad sobie właśnie kupił. A wstyd na całą wieś nie mieć, skoro sąsiad ma.

- W mieście masz dostęp do dyskontów, tanich marketów, więc masz możliwości wybrać sklep, który sprzedaje (np. jedzenie) taniej niż inne. Na wsi najczęściej nie ma wyboru.

- W dużym mieście masz dużą możliwość wyboru mieszkania (własne/wynajmowane; dom/kawalerka), co daje pewną elastyczność w kwestii "wydatki na mieszkanie" ale jednocześnie tańsze mieszkania są daleko od centrum i wtedy wydajesz na dojazdy, np. do pracy.

5 razy "NIE", czyli "Nie - nie ma znaczenia - bo:"

- To my sami decydujemy o wydatkach (my i nasza słaba/silna wola), więc można być rozrzutnym lub oszczędnym bez względu na to, czy mieszkamy na wsi czy w mieście.

- W epoce internetu, zakupy możesz robić nawet mieszkająć w środku lasu. Więc jeśli jesteś uzależniony/a od kupowania ubrań, to nawet nie mając galerii handlowej w pobliżu, będziesz kupować je na allegro.

- Jeśli jesteś przedsiębiorczy i kreatywny, wymyślisz sposób na zarabianie nawet w niewielkiej wiosce.

- Dziś często jest tak, że zarabiamy w mieście a mieszkamy w pobliskiej wsi, więc podział na mieszkańców miast i wsi się zaciera.

- Znów punkt 1. To my sami decydujemy: ile wydajemy, czy kontrolujemy wydatki, czy żyjemy wg stworzonego przez siebie budżetu, czy panujemy nad pokusami zbędnych wydatków.

Na koniec ważne pytanie: Czy byłbyś w stanie przeprowadzić się z miasta na wieś, z dużego miasto do miasteczka, albo w odwrotnym kierunku, gdyby od tego zależała poprawa Twojej sytuacji finansowej? Czy dla pozbycia się długów zrezygnowałbyś z uroków wielkomiejskiego życia i wrócił do swojego rodzinnego miasteczka, bo tam np. byłaby szansa zdobycia podobnej pracy przy niższych kosztach utrzymania?

Zobacz też: 10 najpopularniejszych wpisów na frugal.blox.pl

piątek, 09 października 2009

zapasy na zime

Przyznam z nieukrywanym zadowoleniem, że pod względem finansowym najbliższa zima zapowiada się na najlepszą-zimę-od-lat.

Do tej pory wyglądało to tak: przychodzi koniec listopada, grudzień i wydatki - opony na zimę (co roku rezygnowałem z ich kupna, bo nie miałem kasy), imieniny żony (wcześniej nie żony), Gwiazdka, Sylwester, jakieś buty, kurtka, cokolwiek na zimę... i wiele, wiele innych wymuszonych przez tę porę roku. No i deprecha... bo nie mogę kupić opon i kolejne miesiące strachu na drodze oraz wolniutkiej, wolniutkiej jazdy. Kurtka... aaa, pochodzę jeszcze w starej choć zaczynam wyglądać już jak Robin Williams w filmie "Fisher King". I najgorsze. Pogłębiające się przygnębiające uczucie, że nie panuję nad sytuacją. Że nie dość, że nie mam żadnych oszczędności, to nie stać mnie na podstawowe rzeczy.

W tym roku jest inaczej. Bo w okolicach sierpnia uruchomiłem tworzenie zapasów na zimę. Kartę kredytową spłacam jak należy, ale nie więcej, bo... lekko zwolniłem tempo. Właśnie po to, by wszystkie dodatkowe pieniądze przeznaczyć na zimowe zapasy. Żeby było na opony (już dawno jest), na ubrania i prezenty (część już jest). Resztę dołożę jeszcze z listopadowego i grudniowego budżetu. Żebym nie musiał się na nowo wspomóc kartą kredytową. I dodatkowo zyskuję uspokajające uczucie, że to wszystko dzięki własnej wytrwałości, odpowiedzialności, cierpliwości, oszczędności.

Zachęcam więc. Róbmy zimowe zapasy finansowe. Przygotuj już teraz pieniądze na Święta, na ubrania, na co tam potrzebujesz. Ale przygotuj się. Nie chciałbym Cię widzieć, jak tuż przed Gwiazdką siedzisz skulony w markecie przy stoliku "Finanse" czekając aż zaakceptują Twój wniosek o kupno miniwieży na raty (340 złotych to nie dużo, ale rozłożone na 24 raty spłacać będzie się dłużej niż ta wieża przetrwa).

Jak?

1. Sprzedaj niepotrzebne książki, płyty, sprzęt na Allegro.

2. Dorób.

3. Wygospodaruj (mój jedyny - ale wystarczający - w tej chwili sposób) jak najwięcej z bieżącego budżetu. Przyda się do tego arkusz kalkulacyjny.

wtorek, 08 września 2009

dollarsMasz plan. Bez znaczenia, dokąd zmierzasz, plan jest niezbędny. Wychodzę z długów? Potrzebny plan. Zamierzam odłożyć na wyprawę do Afryki? Potrzebuję planu. Chciałbym uruchomić firmę, która będzie przynosić tak potrzebne zyski? Plan, plan, plan. Budżet domowy to tak naprawdę plan działania. Bez niego pieniądze pouciekają, zmarnują się, pójdą z dymem albo zostaną w sensie ścisłym zeżarte. Ten plan nie musi (i nie powinien) być jeden na każdy miesiąc. Warto, moim zdaniem, na początku każdego miesiąca ułożyć nowy budżet, czyli krótko mówiąc plan na nadchodzące 4 tygodnie. Ile, na co, po co? Do tego rzecz jasna przyda się arkusz kalkulacyjny.

Łatwiej opanować pokusę nagłych, niespodziewanych i zupełnie zbędnych wydatków. Jeśli mam plan (i wiem, PO CO go stworzyłem), to chęć wydania 10, 100, 1000 złotych na coś, co mnie akurat napadło, zachwyciło i oszołomiło, łatwo jest odeprzeć. Wystarczy spojrzeć na plan, jak na drogowskaz i zobaczyć, czy te 100 złotych na głupią zachciankę nie spowoduje przypadkiem zejścia z trasy. Jeśli spowoduje, rezygnujemy. Plan to namber łan ;)

Spokój. Zaplanowałem sobie na co przeznaczę miesięczne dochody, przeznaczyłem kwotę na fundusz awaryjny, zaplanowałem kwotę na spłatę kredytu, obliczyłem, ile potrzebuję na jedzenie. Wszystko poukładałem, więc musi się udać. Jeśli budżet jest oparty na rzeczywistych możliwościach i potrzebach, jeśli rozsądnie w nim wszystko zrównoważyłem, to nie muszę się martwić, że nie dam rady, że się nie uda, że pogrążę się w większych długach.

Więcej pieniędzy. Tak, tak... Nigdy nie miałeś/aś poczucia, że gdzieś jakby ta kasa wyciekła. Że przecież nie zarabiam wcale tak mało, a tu brakuje do "pierwszego"? No bo pieniądze nieprzypilnowane pouciekają. Budżet jest najlepszym dozorcą. I okazuje się - jeśli porównamy - miesiąc budżetowy z niebudżetowym, że w tym pierwszym pieniędzy jest jakby więcej.

Jesteś przygotowany. Nie wyobrażam sobie budżetu bez uwzględnienia tego, czego z góry uwzględnić się nie da. Po angielsku emergencies. Składam na kupkę jako fundusz awaryjny a jednocześnie też w budżecie trzymam jakąś sumkę pod ręką. Nagły wydatek? Jestem przygotowany.

 
1 , 2 , 3 , 4
Frugal

Wypromuj również swoją stronę